Marek Wasiluk
 

Stymulacja i regeneracja – modny trend, ale czy nowy?

Stymulacja i regeneracja stały się bardzo modnymi słowami w medycynie estetycznej ostatnich lat. Czy są to jednak zjawiska nowe? Oczywiście, że nie. Piszę o tych sposobach działania na komórki i skórę, odkąd prowadzę blog, czyli od kilkunastu lat.

Są to więc metody używane w medycynie estetycznej od zawsze. Na przestrzeni ostatnich mniej więcej 5-6 lat przeszły jednak dużą ewolucję – w sensie ich rozumienia i interpretacji. Nastąpiło, w pewnym stopniu, ich wypaczenie.

Rozpad i odnowa

Skóra jest żywą tkanką, która podlega nieustającym zmianom. To struktura à la pajęczyna, która ciągle się rozpada i regeneruje. Pod wpływem różnych czynników (np. promieniowania UV) ulega degradacji, ale istnieją komórki i mechanizmy, które cały czas tę strukturę naprawiają. Tak jak pająk naprawia poszarpaną sieć. Z wiekiem aktywność naprawcza staje się niewystarczająca, by nadążać za procesami degradacji.

Przyjmując tego typu perspektywę na starzenie się skóry, pobudzenie aktywności komórek, czyli ich stymulacja, jest dobrą metodą profilaktyczną i przeciwstarzeniową. Opóźniamy w ten sposób starzenie, a przy mocnej i odpowiednio dobranej stymulacji możemy też w pewnym sensie cofnąć czas.

Równowaga między procesami rozpadu i odnowy zachodzi mniej więcej do 20. roku życia. Potem, najpierw powoli, a następnie coraz szybciej, procesy rozpadu zaczynają przeważać nad odbudową. Na tym w dużym uproszczeniu polega starzenie. Stymulując komórki do większej aktywności, możemy te procesy opóźnić. A wykonując zabiegi mądrze, jesteśmy w stanie tak pobudzić komórki, żeby realnie odmłodzić skórę, poprawić jej jakość i przywrócić jej sprężystość.
Dlatego stymulacja i metody regeneracyjne są słusznym kierunkiem działania w medycynie estetycznej. Na blogu często przeciwstawiałem metody regeneracyjne, które stosuję, metodom kamuflażu, czyli maskowania problemów.

Pistolet przy głowie, czyli przewlekły stres dla komórek

Jednak od momentu, gdy marketing rozdmuchał pojęcie stymulatorów, wszystko zaczęło być określane i sprzedawane pacjentom jako stymulacja. Wszystko pakowano do jednego worka, bez zastanowienia i bez uwzględnienia chociażby fizjologii.

Aktualnie wmawia się pacjentom, że mają non stop pobudzać komórki i stymulować skórę. A to nieprawda. Można w ten sposób doprowadzić do przestymulowania albo zastymulowania nie tego, co trzeba.

Bo w tym pędzie do stymulacji zapomina się o jednej kluczowej rzeczy: komórki powinny działać w warunkach fizjologicznych, a nie w warunkach przewlekłego stresu. Czyli powinniśmy je pobudzać, korzystając z różnych mechanizmów, ale w warunkach możliwie fizjologicznych, a nie z pistoletem przy głowie, w ciągłym stresie.
A aktualne trendy w medycynie estetycznej w ogóle tego nie uwzględniają. Mało kto o tym myśli, mówi czy zwraca na to uwagę. Wygląda na to, że wielu specjalistom wykonującym zabiegi medycyny estetycznej brakuje wiedzy o fizjologii, o mechanizmach działania zabiegów i preparatach. Efekty są takie, że najczęściej albo stymulacja nie przynosi odpowiednich efektów, albo efekty są, ale nienaturalne – w postaci sztywnej podeszwy zamiast skóry na twarzy.

Ilość czy jakość?

Można powiedzieć, że stymulacja może być ilościowa i jakościowa. Generalnie wszyscy skupiają się na stymulacji ilościowej, czyli: wstrzykuj jak najwięcej/najczęściej. Social media krzyczą: stymuluj, wstrzykuj kwas polimlekowy, peptydy, tropokolagen, hydroksyapatyt wapnia, itd.
Do tego wmawia się pacjentom, że muszą non-stop robić zabiegi, żeby ich skóra się nie zestarzała. Najpierw serię pięciu zabiegów polinukleotydami, potem pięć razy tropokolagen, następnie pięć zabiegów oligopeptydami.

Ale nikt nie zastawia się i nie dopytuje, czym różni się seria zabiegów polinukleotydami od serii zabiegów oligopeptydami.

Wszystkie one działają w podobnym mechanizmie – mają stymulować komórki skóry, fibroblasty. Nie znalazłem żadnych wiarygodnych danych wskazujących na to, że jeśli zrobi się zabieg jednym stymulatorem, to fibroblasty pod jego wpływem będą produkowaływybiórczo kolagen, jeśli drugim – będą wytwarzały kwas hialuronowy, a jeśli kolejnym – np. elastynę. Pisałem o tym w artykule: Stymulacja w medycynie estetyczne. Odzieramy z iluzji najmodniejszy trend

Mówienie więc pacjentom, żeby robili różne stymulatory jeden po drugim, jest bez sensu, bo ich działanie będzie w dużej mierze podobne. Przekaz marketingowy w stylu: „rób to, a potem tamto”, jest typowym podejściem ilościowym.

Dlaczego nikt nie patrzy na stymulatory i proces stumulacji jakościowo? Czyli nie stawia jako priorytetu mądrego pobudzania fibroblastów – takiego, w którym stwarza się im warunki do długotrwałego działania w możliwie przyjaznym środowisku.

W stymulacji ilościowej zabiegi robi się często, bo stymulacja trwa krótko. W uproszczeniu: wprowadza się preparat i on zwiększa aktywność fibroblastów. W większości przypadków stymulator potem zanika, a razem z nim zanika stymulacja, więc trzeba podać kolejny. W praktyce w kółko wprowadzamy ciało obce w środowisko skóry i wywołujemy w komórkach dyskomfort, na który one w jakiś sposób reagują (czasem odwrotnie, niż się oczekuje, np. przesuszeniem skóry).

Chodzi jednak przede wszystkim o to, że produkcja przez fibroblasty odbywa się cały czas w warunkach stresu. A to, co powstaje w stresie, nie będzie optymalnej jakości.

Kiedy w stresie robisz coś na szybko, na ostatnią chwilę, nie ma czasu, żeby ciasto wyrosło czy sałatka się „przegryzła”. Z komórkami jest podobnie – samo zmuszanie ich do intensywnej pracy nie oznacza jeszcze, że efekt tej pracy będzie optymalny.

Jakość i stres fizjologiczny

Zupełnie inaczej jest ze stymulacją jakościową, która ma stworzyć środowisko do dobrej pracy komórek – nie w przewlekłym stresie, tylko w warunkach możliwie dla nich optymalnych.

Ogólnie można powiedzieć, że spośród metod medycyny estetycznej lepsze warunki do takiej stymulacji zapewniają urządzenia, niż wstrzykiwane preparaty.

To wyjaśnia skuteczność zabiegów laserem frakcyjnym ablacyjnym CO2. W zabiegu bardzo mocno uszkadzamy skórę, więc stres oczywiście jest, ale ten silny bodziec trwa bardzo krótko – a potem rozpoczyna się proces gojenia. Silny stan zapalny ustępuje po kilku dniach, a następnie przez kolejne miesiące, nawet do pół roku, komórki pozostają pobudzone i produkują kolagen, ale działają w bardziej fizjologicznych warunkach niż przy ciągłym wstrzykiwaniu kolejnych stymulatorów tkankowych. A ponieważ pracują w większym komforcie, mogą tworzyć bardziej naturalne struktury, np. kolagen typu I.
Dużo już pisałem na blogu o stymulatorach, odzierając je z iluzji. Jeśli chodzi o tzw. lekkie stymulatory, można je w uproszczeniu podzielić na dwie grupy: takie, które nie działają, i takie, które działają krótko i lekko.

Ich stosowanie jest bardziej metodą ilościową niż jakościową, ponieważ wymagają ciągłego podawania, a komórki przez to funkcjonują w środowisku przewlekłego stresu.

Przy mocniejszych zabiegach, takich jak wspomniany laser, ale też RF mikroigłowa czy mikronakłuwanie (Dermapen), stres ma charakter bardziej fizjologiczny.

Gdybyśmy mieli zrobić gradację zabiegów, wyglądałaby ona mniej więcej tak:
Z założenia najmocniejszy i jednocześnie fizjologiczny bodziec dają urządzenia:
laser ablacyjny CO2 – najmocniejszy bodziec, jeśli chodzi o skuteczność działania i dobre warunki fizjologiczne;
Dermapen – działanie dużo słabsze, ale środowisko bardziej fizjologiczne niż w przypadku lasera;
– zabieg z użyciem pola magnetycznego – środowisko jeszcze bardziej fizjologiczne, ale bodziec bardzo słaby, dlatego metoda ta nie zawojowała rynku. Konieczne byłoby wykonanie kilkudziesięciu zabiegów, żeby uzyskać jakikolwiek zauważalny efekt.

Wszelkie zabiegi iniekcyjne tworzą środowisko mniej fizjologiczne, ponieważ wstrzykujemy w skórę ciało obce i ono przez jakiś czas w tej skórze pozostaje.

Pomiędzy preparatami istnieją oczywiście istotne różnice, a reakcja organizmu zależy od wielu czynników. Jednak co do zasady bodźcowanie powinno być bardziej jakościowe, a nie ilościowe.

Jak się nie przestymulować?

Dlaczego tak mało mówi się o tego typu rzeczach? Moim zdaniem głównym powodem jest brak wiedzy na temat fizjologii i samych zabiegów – tego, jak działają i co można nimi realnie osiągnąć. Drugim jest powód biznesowy. Celem ilościowej stymulacji jest często to, aby pacjent ciągle przychodził i płacił. Są też osoby, które uważają, że sztuczność, np. sztywne policzki, jest lepsza od naturalności.
To, co piszę, nie oznacza, że nie można robić zabiegów w seriach. Jak najbardziej można, ale nie non stop. Jeśli ktoś zaczyna przygodę z medycyną estetyczną, prawdopodobnie może potrzebować na początku serii zabiegów. Potem jednak powinna nastąpić przerwa.
Osoby, które uprawiają sport czy chodzą na siłownię, wiedzą, że jeśli będziesz ćwiczył zbyt intensywnie, możesz przetrenować mięśnie, bo nie będą miały szansy na regenerację pomiędzy treningami.

Tak samo jest w medycynie estetycznej. Jeśli zbyt często wykonuje się zabiegi, nie daje się skórze szansy na odpoczynek. Skóra jest cały czas bodźcowana, cały czas pozostaje w stresie. Nie oznacza to, że zabiegi nie będą działać, ale po kilku latach może się zrobić skóra jak podeszwa. To jest bardzo niebezpieczny trend.

Dużo mówi się teraz o tym, że zmieniło się podejście do medycyny estetycznej, że poprawiamy błędy po kwasie hialuronowym (zobacz: Naturalność w medycynie estetyczne. Social media a rzeczywistość) . Jest w tym trochę prawdy, ale błędy po kwasie hialuronowym stosunkowo łatwo naprawić – chociaż nie zawsze jest to proste ani tanie. Ale jeśli utrzyma się aktualny trend ciągłego przebodźcowywania skóry stymulatorami, to poprawianie stanu skóry po takim jej „katowaniu” za 10 czy 20 lat będzie ekstremalnie trudne – z ryzykiem, że części zmian nie da się już odwrócić – i jeszcze bardziej kosztowne.
Dlatego jeśli ktoś myśli o medycynie estetycznej długofalowo, nie powinien ulegać modom. Powinien mądrze wybierać zabiegi i dawać skórze czas na regenerację.

Plan zawsze jest ustalany indywidualnie dla pacjenta, ale jedno warto zapamiętać: więcej narzędzi, mniej iniekcji.

Podsumowanie – stymulacja i regeneracja

Stymulacja i regeneracja nie są nowymi zjawiskami w medycynie estetycznej, choć w ostatnich latach stały się bardzo mocnym trendem marketingowym. Problem pojawia się wtedy, gdy skóra jest pobudzana zbyt często i bez uwzględnienia fizjologii, czasu potrzebnego na regenerację oraz rzeczywistego mechanizmu działania zabiegów. W długofalowej terapii ważniejsza od liczby wykonywanych procedur jest jakość bodźca i stworzenie komórkom warunków do prawidłowej odbudowy. Dlatego zabiegi powinny być dobierane indywidualnie, z odpowiednimi przerwami i bez ciągłego „przestymulowywania” skóry.

FAQ – stymulacja i regeneracja

Co oznacza stymulacja skóry w medycynie estetycznej?

Stymulacja skóry polega na pobudzaniu jej komórek (fibroblastów) do zwiększonej aktywności i procesów regeneracyjnych. Jej celem może być poprawa jakości, sprężystości i struktury skóry.

Czy skórę można przestymulować?

Tak, zbyt częste wykonywanie zabiegów może prowadzić do przewlekłego bodźcowania tkanek i zaburzać naturalny proces regeneracji. Skóra, podobnie jak inne tkanki, potrzebuje czasu na odbudowę pomiędzy kolejnymi procedurami.

Co jest lepsze: częste stymulatory czy zabiegi urządzeniowe?

Nie da się tego rozstrzygnąć jednym schematem, ponieważ wybór zależy od pacjenta, celu terapii i rodzaju problemu. Co do zasady jednak, urządzenia dają stymulację lepszą jakościowo.

Na czym polega stymulacja jakościowa?

Stymulacja jakościowa nie polega na wykonywaniu jak największej liczby zabiegów, ale na stworzeniu komórkom warunków do długotrwałej i możliwie fizjologicznej pracy. Liczy się więc nie tylko siła bodźca, lecz także sposób jego podania, częstotliwość zabiegów i czas na regenerację.

O ekspercie

Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad