W medycynie estetycznej istnieją paradoksy i sprzeczności, które mnie przerażają. Regularnie pojawiają się różne bezsensowne pomysły i są sprzedawane jako supermetody. Wykorzystuje się do tego różne mechanizmy, łącznie z teoriami spiskowymi. Najczęściej bazuje się na nazywaniu nowością czegoś, co nią nie jest, albo rozszerza się stosowanie preparatów o niewłaściwe wskazania.
Nietrafione nowości
Dwa przykłady nietrafionych nowości i pomysłów na zastosowanie urządzeń i preparatów:
Plazma. Miała być cudownym rozwiązaniem na opadające powieki. Miała zastępować blefaroplastykę. Dziś mało kto już o niej pamięta.
Plazma była słabą, zapomnianą technologią, która została ponownie wypromowana na potrzeby medycyny estetycznej. Siła promocji stworzyła modę na plazmę. Wygranymi były firmy sprzedające urządzenia plazmowe, a potem gabinety, które wykonywały te niebezpieczne zabiegi.
A czemu to się udało? Bo była zapomniana, więc można ją było opakować w slogany „nowość”, „rewolucja”, „przełom”.
Kwas polimlekowy pod oczy. Preparat promowano mocno jako zabieg pod oczy, co skończyło się u pacjentów powikłaniami, między innymi grudkami pod oczami, i oficjalnym stanowiskiem URPL, że kwasu polimlekowego nie wolno stosować pod oczy i że należy używać preparatów zgodnie z instrukcją. A w instrukcji kwasu polimlekowego nie ma nic o stosowaniu go pod oczy.
Tropokolagen
Dużo jest też pomysłów wewnętrznie sprzecznych. I te sprzeczności oraz paradoksy pokażę na przykładzie tropokolagenu. Praktyki, o których piszę, stosują gabinety, w których pracują osoby uznawane za specjalistów. I naprawdę nie wiem, czy one nie wiedzą, co robią, czy celowo nie zwracają na to uwagi.
To co powszechnie nazywamy preparatem tropokolagenu jest stymulatorem i wypełniaczem na bazie kolagenu zwierzęcego lub innego (o tym, że nazewnictwo to spora doza marketingu pisałem w artykule: „Tropokolagen – wielka ściema i manipulacja. Nie daj się nabrać”).
Preparat wstrzykujemy, a jego zadaniem jest – w uproszczeniu – stymulacja komórek, w konsekwencji której wytwarzany jest kolagen, który pogrubia skórę.
Od paru lat można znaleźć sporo materiałów na temat tropokolagenu i jego działania. Ja wspominałem o nim w różnych artykułach, najczęściej w kontekście pewnych manipulacji związanych ze stosowaniem tego preparatu.
Zabieg udany, ale efekt nie taki jak trzeba
Dzisiaj punktem wyjścia do tekstu jest historia kobiety, która przyszła do mnie na wizytę. Miała wcześniej w innym gabinecie podany kwas polimlekowy w środkową część policzków. Wskutek działania preparatu narosło zbyt dużo kolagenu. W dodatku preparat został podany zbyt nisko. A więc efekt był, tylko nie taki, jak trzeba.
W ogólnej estetyce nie było dużego problemu, ale problem był innego typu.
Zbyt duża ilość kolagenu zaburzyła u pacjentki proporcje twarzy. Obciążone policzki „poleciały” w dół i zrobiły się też delikatne chomiki.
Paradoksem jest to, że zabieg był skuteczny, bo kolagen narósł, poprawiła się jakość skóry. Tylko że narósł nie tam, gdzie pacjentka potrzebowała, i narosło go za dużo. Wynikało to z niewłaściwego podania preparatu. W gabinecie wytłumaczono pacjentce, że preparat spłynął, ale że nie jest tak źle. A jako ratunek na problem zaproponowano jej terapię w postaci trzech zabiegów tropokolagenem, żeby ten nadmiar wytworzonego kolagenu „zszedł”.
Zapałka, która gasi pożar
Rozbierzmy to na czynniki pierwsze. To jak z tym tropokolagenem jest? Czy on ma pobudzać do produkcji kolagenu, czy do rozpadu kolagenu? Ja tu widzę potężną sprzeczność.
Tropokolagen reklamuje się w gabinetach jako preparat, który sprawia, że skóra się zagęści, że będzie w niej więcej kolagenu. Skoro tak, to według jakiej logiki proponuje się go osobie, która ma za dużo kolagenu?
Czy tropokolagen jest niesamowicie inteligentnym produktem, zaprogramowanym zdalnie jak elektromagnes, tak że naciskając guziczek, możemy zamieniać plus z minusem? Czy naciskając jakiś cudowny guziczek, możemy wstrzykiwanemu tropokolagenowi powiedzieć: teraz masz zmuszać do produkcji kolagen, a teraz masz go rozpuszczać?
Jakim cudem ma to się wydarzyć?
Jakim cudem produkt, który ma określone działanie chemiczne i biofizyczne ma robić – w zależności od sytuacji – dwie wykluczające się rzeczy?
Gdyby to była sytuacja z jednego gabinetu, pomyślałbym, że ktoś tu ewidentnie się pomylił albo próbuje naciągnąć pacjentkę na nielogiczny zabieg. Ale okazuje się, że również inne gabinety reklamują tropokolagen na dwa sprzeczne wskazania. Gdyby jeszcze było tak, że jedne gabinety robią zabiegi na zagęszczenie skóry, a inne na rozpuszczanie kolagenu, to po prostu powiedziałbym, że ci drudzy się nie znają. Ale przynajmniej istniałaby jakaś spójność przekazu.
Ale jeśli te same gabinety reklamują tropokolagen na sprzeczne wskazania, to co to może oznaczać? To jak materia i antymateria. Albo jakby sprzedawać te same zapałki do tego, żeby wzniecać pożar i gasić pożar.
Pacjent się nie zna. A lekarz?
Dlaczego w ogóle takie rzeczy się dzieją?
Czy jeśli gabinet proponuje tropokolagen, żeby organizm wyprodukował więcej kolagenu, i ten sam preparat, żeby doprowadzić do destrukcji kolagenu, to wynika to z braku wiedzy czy z biznesowej kalkulacji? Najbardziej podejrzewam to, co nazywam papugowaniem, czyli robienie rzeczy bez rozumienia mechanizmów.
Pacjenci tego nie wyłapią, bo rzadko się zdarza, żeby ten sam pacjent miał jeden i drugi problem.
A może – i teraz nastąpi cyniczny wniosek – można mówić pacjentom zarówno to, że tropokolagen dodaje kolagenu, jak i to, że go ujmuje, bo skuteczność zabiegu jest tak niska, że rzadko się zdarza, żeby cokolwiek dodał lub ujął?
Jak się skóra nie zagęści, powie się pacjentowi, że było za mało zabiegów albo że prowadzi zły styl życia. A tym drugim pacjentom, u których nie będzie efektów „rozpuszczania” kolagenu tropokolagenem, powie się, że mają po zabiegu kwasem polimlekowym za bardzo zbity kolagen, itd.
Więc może tropokolagen działa tak słabo, że można go bezkarnie stosować i w jedną, i w drugą stronę?
Podsumowanie – tropokolagen
Tropokolagen jest stosowany w medycynie estetycznej jako preparat mający stymulować produkcję kolagenu i poprawiać jakość oraz gęstość skóry. Kontrowersje budzi proponowanie go również w sytuacjach, w których problemem jest nadmiar kolagenu, np. po wcześniejszym zastosowaniu stymulatorów objętościowych. Trudno logicznie uzasadnić, w jaki sposób ten sam preparat miałby jednocześnie pobudzać produkcję kolagenu i prowadzić do zmniejszenia jego nadmiaru.
FAQ – tropokolagen
Co to jest tropokolagen?
W medycynie estetycznej nazwy tropokolagen używa się w odniesieniu do stymulatorów zawierających kolagen, podawanych iniekcyjnie w celu poprawy jakości tkanek.
Czy tropokolagen pobudza produkcję kolagenu?
Tropokolagen jest stosowany w medycynie estetycznej jako preparat mający stymulować procesy prowadzące do produkcji kolagenu, poprawy jakości i gęstości skóry.
Czy tropokolagen może rozpuścić nadmiar kolagenu?
Stosowanie tropokolagenu w celu zmniejszenia nadmiaru kolagenu budzi wątpliwości ze względu na deklarowany mechanizm działania tego preparatu. Skoro tropokolagen zwiększa ilość kolagenu w skórze, to jak jednocześnie miałby go zmniejszać?
O ekspercie
Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.



