Od kilku lat bardzo dużo mówi się o tym, że medycyna estetyczna przechodzi rewolucję – że zmienia się podejście i filozofia działania. Przejawia się to w promowaniu stymulacji skóry w miejsce wcześniejszego wypełniania. Na tę strategię stymulacji ukierunkowują różne trendy, typu slow-aging. Namawia się coraz młodsze osoby do zaczynania zabiegów medycyny estetycznej jak najwcześniej, argumentując, że w ten sposób zapewnią sobie ładny wygląd i spowolnią proces starzenia.
Równocześnie działa cały czas czarny PR względem kwasu hialuronowego. Mówi się o nim, że jest „zły”, że powoduje sztuczne efekty i że pacjenci, których wcześniej namawiano na zabiegi z kwasem hialuronowym, są dziś jego ofiarami.
W to miejsce po kwasie hialuronowym próbuje się od kilku lat wcisnąć stymulatory – jako rozwiązanie na każdy problem starzenia. A stymulatory są ogromnym workiem produktów – zawierają zarówno stymulatory dobre i beznadziejne, tkankowe, jak i objętościowe; produkty o różnym stopniu jakości i mocy działania. Przy okazji ciekawostka dotycząca kwasu hialuronowego, który kiedy jest sprzedawany jako „kwas hialuronowy” jest przez wielu „ekspertów” określany jako „zły”, ale za to, kiedy jest sprzedawany jako „stymulator tkankowy”, jest już „dobry”.
To podejście jest bardzo szkodliwe. Jest ogromnym błędem w medycynie estetycznej, a z jego skutkami będziemy się mierzyć za kilka lub kilkanaście lat.
Na końcu tekstu – szokujący przykład POSTARZENIA się skóry pod oczami po podaniu stymulatora
Stymulacja skóry w medycynie estetycznej. Nie wierz we wszystko, co usłyszysz
W social mediach specjaliści opowiadają, że badają pacjenta przed zabiegami, że dobierają indywidualnie terapię, stosują synergię zabiegów i stymulują skórę do regeneracji. Wszędzie słychać komunikaty o naturalności zabiegów i efektów.
Pacjenta karmi się przekazem, że musi stymulować skórę, bo jest to najlepszy sposób na zachowanie młodego wyglądu i odmłodzenie.
W dodatku wrzuca się pacjentów (tak jak stymulatory) do jednego worka, mówiąc im, że (niezależnie od wieku, sposobu, w jaki się starzeją, kondycji i warunków zdrowotnych) muszą stymulować i stymulować, nieustannie i w kółko, bo to będzie dla nich najlepsze.
Tymczasem efekty stymulowania, jakie zaczyna się obserwować, daleko odbiegają od obietnic. Na ogół nie ma zmian na lepsze, a czasem jest wręcz gorzej od strony estetycznej. O tym, jaka jest prawda o stymulatorach tkankowych i ich ograniczonym działaniu, już jednak nie mówi się pacjentom.
Jakby tego było mało, o preparatach, które mają stymulować, szczególnie tych miękkich/lekkich/tkankowych pojawiają się czasem totalnie skrajne opinie. Jedni piszą, że super działają, a inni o tych samych preparatach – że nie dają żadnych efektów. Ale wówczas od razu pojawiają się tłumaczenia: nie ma efektów, bo źle się odżywiasz, bo nie pijesz wystarczająco dużo wody, bo za mało miałeś zabiegów.
Zawsze znajdzie się jakiś powód, by przerzucić winę na pacjenta.
Tylko jeśli one są tak wrażliwe na wszystko, to w takim razie po co proponować i wykonywać zabiegi, których skuteczność jest tak wrażliwa na sposób odżywiania, ilości pitej dziennie wody, ilość snu, itp. A może to tylko wymówka, a preparaty po prostu słabo działają.
W przestrzeni informacyjnej panuje więc totalny misz-masz. Pacjenci nie wiedzą, co jest prawdą, a co manipulacją; czego i kogo słuchać oraz jak podejść do tych zabiegów.
Dodałbym do tego jeszcze kwestię bezpieczeństwa, bo przyjmuję coraz więcej pacjentów z powikłaniami po zabiegach z wykorzystaniem stymulatorów.
Warto więc uporządkować ten temat, aby pokazać różne mechanizmy, które nakręcają rynek stymulatorów, i odrzeć temat stymulacji skóry z iluzji.
Ciągle igła zamiast maszyn
Jak wygląda dziś przeciętny gabinet medycyny estetycznej? Mimo rozwoju technologii i pojawienia się nowych urządzeń do odmładzania, nadal główną, najbardziej promowaną i najpopularniejszą metodą zabiegową jest igła i strzykawka. Kilka lat temu najpopularniejszym zabiegiem była depilacja laserowa, aktualnie jest to podawanie stymulatorów tkankowych.
Stymulatory nie zawdzięczają popularności prawdziwej potrzebie czy skuteczności, ale nieustająco nakręcanej maszynie promocyjnej.
Bo na stymulatorach łatwo się zarabia, a zanim pacjenci zorientują się, że niewiele dają im te zabiegi, mija wiele miesięcy, a nawet lat, w czasie których zostawiają dużo pieniędzy w gabinecie.
Stymulatorów jako produktów jest bardzo dużo, a pacjentowi mówi się, że musi robić te zabiegi, w dodatku często. W uproszczeniu, przekaz jaki trafia do pacjenta brzmi tak: stymulacja polega na tym, że wstrzykuje się w skórę różnego rodzaju stymulanty i to ma ci zagwarantować młodość.
Najskuteczniejsze zabiegi odmładzające (szczególnie skórę) wymagają technologii, czyli bardziej urządzeń niż preparatów, a najlepiej mądre wykorzystanie synergii urządzeń i preparatów. A jednak stymulatory są popularniejsze niż laser, RF mikroigłowa czy HIFU. O ile jeszcze RF mikroigłowa jest nadal modna, to o HIFU krąży dużo negatywnych opinii, a o laserze CO2 – że za mocny i wymaga gojenia pozabiegowego, więc straszy się pacjentów. Porównuje się tu czasy gojenia po stymulatorze i laserze, nie patrząc w ogóle na różnicę efektów.
Tak wygląda rynek medycyny estetycznej. Jest bardzo zaburzony, a tę jego wynaturzoną stronę pokazują i pogłębiają social media z TikTokiem na czele.
Dlatego chcę tę stymulację, szczególnie zabiegi lekkimi stymulatorami tkankowymi, rozłożyć na czynniki pierwsze.
Lekkie stymulatory tkankowe
Jako lekkie stymulatory sprzedaje się najróżniejsze produkty. Wszystko właściwie może się tam znaleźć. Pojawiają się wokół tego nowe mody: a to nowy kolagen czy „nowy tropokolagen” (z rok temu na ten temat pisałem), a to nowy stymulator na bazie polinukleotydów czy aminokwasów.
Nowości wymyśla się na dwa główne sposoby.
Coś się doda do istniejącego już produktu i mamy nowość.
Przykładowo: połączy się kwas hialuronowy z kwasem bursztynowym i idzie w świat przekaz, że oto pojawił się na rynku nowy, rewolucyjny stymulator. Nowy jest, ale rewolucyjny zazwyczaj nie.
Drugim sposobem jest dedykowanie produktów do różnych części twarzy, np. inny stymulator pod oczy, inny na policzki.
Takie praktyki nakręcają sprzedaż. Nowe produkty komunikuje się hasłami, że jest to nowy, lepszy sposób na stymulowanie twojej skóry – tylko po to, żeby zachęcić pacjentów do kolejnych zabiegów.
Czy ktokolwiek próbuje choćby zadać sobie pytanie, czym te stymulatory tak naprawdę różnią się od siebie?
Nie w składzie, ale w mechanizmie działania – a dokładnie w tym, co one stymulują i co z tego wynika?
Najważniejszą w tym temacie informacją jest to, że produkty te mogą stymulować tylko KOMÓRKI. Nie kolagen, nie elastynę, nie kwas hialuronowy. KOMÓRKI.
W skórze mamy dwa główne rodzaje komórek, która nas interesują. W naskórku są keratynocyty. W skórze właściwej są fibroblasty, które prawie wytwarzają wszystko, co znajduje się w skórze właściwej, a więc m.in. kolagen, elastynę i kwas hialuronowy.
Jaka jest tego konsekwencja? Pacjent w gabinecie słyszy, że powinien stosować różne stymulatory.
Tymczasem ten komunikat odarty z iluzji mógłby brzmieć tak: „Proszę użyć polinukleotydów, bo one stymulują fibroblasty. Potem proszę użyć kwasu bursztynowego, bo on stymuluje fibroblasty. A potem proszę użyć produktu X, Y, Z, bo one stymulują fibroblasty”.
Skoro każdy z nich działa na fibroblasty, należy zadać sobie pytanie: czy te zastymulowane komórki są na tyle inteligentne, żeby w zależności od podanego produktu u pacjenta wytworzyć np. tylko kwas hialuronowy, albo tylko kolagen, albo tylko elastynę? Ewentualnie drugie – czy te różne stymulatory na tyle inteligentnie stymulują, że jeden pobudza do tworzenia kolagenu, drugi elastyny, kolejny do tworzenia kwasu hialuronowego?
Póki co nie za bardzo. Fibroblasty będą wytwarzać wszystko, albo nie będą (bo to nie jest takie zerojedynkowe jak się marketingowo sprzedaje).
Nie potrafimy jeszcze powiedzieć: „Komórko, pamiętaj, że jak ci wstrzykniemy preparat A, to masz wytwarzać kolagen; a jak ci damy preparat B, to masz wytwarzać kwas hialuronowy” itd.
Nie da się komórki ustawić w taki sposób. To jest zbyt złożone. Przynajmniej na ten moment nie znamy takiej możliwości.
Zatem z punktu widzenia pacjenta, czy jego skóra otrzyma taki czy inny produkt, efekt będzie podobny, czy wręcz identyczny. Dlatego mówienie, żeby najpierw zrobić np. serię tropokolagenu, a potem serię polinukleotydów, a potem serię osocza, jest wyłącznie zabiegiem marketingowym. Trochę jak by mówić, najpierw musisz napić sięj się wody mineralnej Muszynianka, potem Nałęczowianki, a potem Cisowianki, bo inaczej się nie nawodnisz. Naciąga się pacjenta.
Wykorzystuje się te różne produkty, żeby pacjent się nie niecierpliwił i długo nie orientował w braku efektów lub ich nieadekwatności do wydanych pieniędzy.
Pacjent jest przekonany, że musi wziąć najpierw serię zabiegów stymulatorem X, potem serię stymulatorem Y, potem jeszcze Z. I jak zrobi kilka takich serii, to nagle okazuje się, że ma już za sobą 15 zabiegów.
Monodieta w medycynie estetycznej
Gdyby od razu ktoś powiedział pacjentowi, że ma sobie zrobić 15 zabiegów, żeby mieć mini efekt, to być może zadałby sobie pytanie, czy przypadkiem nie warto wydać tych pieniędzy na coś innego, bardziej skutecznego. Ale jak ma to sprzedawane jako kilka serii z różnymi produktami, to klienci łatwo to „łykają”. A potem na tym cierpią i w pewnym sensie się wyjaławiają.
To trochę tak, jakby osobę, która chce zadbać o prawidłowe, zróżnicowane odżywianie, namówić, żeby jadła kajzerkę, potem ciabattę, potem bułkę wrocławską, jakiegoś rogala… Urozmaicone jedzenie pod względem kształtu, trochę smaku, nazw, może opakowania – a w gruncie rzeczy praktycznie to samo. Potem jeszcze doda się pacjentowi, żeby może wziął jakieś suplementy, by zapewnić sobie resztę potrzebnych składników. A pacjentowi gabinetu medycyny estetycznej powie się, żeby robił seriami stymulatory, a dodatkowo brał witaminę C i łykał kolagen.
Dla mnie tego typu postępowanie jest największym grzechem w stosowaniu stymulatorów i namawianiu na nie.
Pacjenci pozbawieni są wiedzy, a co za tym idzie – możliwości robienia lepszych zabiegów.
Zamiast serii stymulatorów lepiej byłoby zrobić dobrą RF mikroigłową, laser CO2 czy nawet laser tulowy w połączeniu z jakimś jeszcze zabiegiem (bo sam tulowy nie jest bardzo mocny), a nie taką stymulatorową monoterapię.
Zauważyłem też, że niezależnie od tego, czy pacjent ma lat 30, czy 60, proponuje mu się podobne stymulatory i w podobnych seriach. Ani u osoby 30-letniej, ani 60-letniej nie jest to dobry pomysł – tyle że z różnych powodów.
Oczy jak u staruszki po podaniu stymulatora. Zaskakujące powikłanie

Postarzenie się skóry po stymulatorze pod oczy / fot. arch. L’experta

Postarzenie się skóry po stymulatorze pod oczy / fot. arch. L’experta
Efekty stymulacji są tak naprawdę nieznane. W przypadku takich zabiegów jak laser frakcyjny sprawa jest prosta: następuje celowe uszkodzenie skóry, które ma wymusić jej regenerację. W przypadku stymulatorów działanie jest lekkie, ale nieprzewidywalne.
Jako przykład podam to, co wydarzyło się u jednej z pacjentek. Postanowiła zrobić stymulator pod oczy, na dolne powieki. Preparat był certyfikowany (zakładając, że na tym etapie nie doszło do oszustwa).
Zaraz po zabiegu wszystko było w porządku, ale kilka tygodni później skóra gwałtownie postarzała się o 20 lat. Zrobiła się wiotka, pomarszczona, przesuszona – jak u staruszki.
W gabinecie, gdzie wykonywano jej zabieg, usłyszała, że musi poczekać na efekty i że „pani się starzeje po prostu”.
Na tę postarzałą skórę kobieta stosowała różne metody naturalne i po paru miesiącach nastąpiła poprawa. Do mnie przyszła, bo chciała dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło i z czym to może być związane. Zdjęcia pokazywały jasno ten dość szokujący proces zestarzenia się skóry w tak krótkim czasie po zabiegu. Związek, który miała podany, nie wywołał alergii, nie spowodował grudek czy infekcji. Natomiast skóra utraciła wodę, stała się wiotka, sucha i pomarszczona.
Jedyne wytłumaczenie, jakie mi przychodzi do głowy, jest takie, że ta mikrostymulacja zadziałała na komórki w mechanizmie, który dał efekt odwrotny. Zamiast sygnału „odmładzaj tkankę”, komórki odczytały „postarzaj tkankę”. Ale dlaczego tak się zadziało? Tego nie wiemy.
Efekty niewielkie i nieprzewidywalne
Działanie lekkich/miękkich stymulatorów co do zasady jest zbyt słabe, by mówić o skutecznym odmładzaniu. A ten przypadek pokazuje, że występuje duża doza przypadkowości efektu.
Stymulatory nie działają farmakologicznie. Mają status wyrobów medycznych i tak naprawdę nie wiemy do końca, jaki mają wpływ na komórki. Badania i procedury potrzebne do tego, aby wypuścić na rynek wyrób medyczny, mają się nijak do badań farmakologicznych w sensie udowodnienia założeń/hipotez w ramach tych badań. To jakby porównywać zrobienie prawa jazdy na samochód do zrobienia licencji pilota samolotów pasażerskich.
Gdy firma wypuszcza na rynek nowy produkt, sam fakt, że posiada on certyfikat, nie oznacza, że jest to preparat dobrze przebadany. Teoretycznie może być, ale skoro nie ma przymusu prowadzenia badań porównywalnych do leków, to firmy takich badań nie prowadzą.
Teoretycznie stymulatory mają działanie miejscowe i tkanka nie powinna się zachować tak jak w opisanym przypadku, a jednak tak się stało. I nie jest to jedyny przypadek. Mam takich historii więcej, niektóre udokumentowane. To pokazuje jedną rzecz: że przy takich, nawet lekkich działaniach, efekt jest nieprzewidywalny. Tkanka może różnie zareagować, bo uruchamiamy jakiś mechanizm i on jest niby dyskretny, ale ten efekt domina może pójść w inną stronę.
Nie mówię, że tego typu powikłania są częste, jednak warto mieć świadomość, że mogą się zdarzyć. Wiedzę i mechanizmy mamy na ten temat słabo udokumentowane.
Żeby była jasność – nie twierdzę, że żadne lekkie/miękkie stymulatory nie działają. Jednak to działanie jest zazwyczaj słabe i występuje tu zbyt duża doza przypadkowości.
Jeśli ktoś jest zainteresowany uzyskaniem sensownych efektów, wówczas powinien sięgnąć po urządzenia i stymulatory objętościowe (np. kwas polimlekowy, polikaprolakton). Mniej zabiegów, lepsze efekty.
I to nie jest tak, że ja robię stymulatorom tkankowym czarny PR. Po prostu stwierdzam fakty: większość zabiegów z ich użyciem to zaklinanie rzeczywistości. Efektu nie ma lub jest chwilowy, w postaci odświeżenia. Może natomiast zdarzyć się – jak pokazałem – efekt odwrotny: postarzenia.
Podsumowanie – stymulatory w medycynie estetycznej, tak czy nie
Miękkie stymulatory tkankowe w medycynie estetycznej są szeroko promowane jako naturalna alternatywa dla kwasu hialuronowego, jednak ich rzeczywista skuteczność bywa mocno wyolbrzymiana. Produkty te nie działają bezpośrednio na kolagen czy elastynę, lecz stymulują fibroblasty do ogólnej aktywności, co sprawia, że stosowanie wielu różnych preparatów daje bardzo zbliżony efekt, w dodatku niewielki w porównaniu z innymi metodami.
Ich działanie bywa nieprzewidywalne, a w skrajnych przypadkach może doprowadzić do powikłań i pogorszenia kondycji skóry. Osoby poszukujące wyraźnych i trwałych efektów odmłodzenia powinny rozważyć zabiegi odmładzające urządzeniami (laser, RF mikroigłowa, HIFU) lub stymulatorami objętościowymi.
FAQ – stymulatory tkankowe
1. Czy stymulatory tkankowe naprawdę działają i dają trwałe efekty?
Stymulatory tkankowe mogą dać delikatne odświeżenie skóry, jednak ich działanie jest na ogół słabe i krótkotrwałe. Nie są w stanie zastąpić mocniejszych zabiegów urządzeniami czy stymulatorów objętościowych, dlatego do obietnic, jakie składają gabienty należy podchodzić z dystansem.
2. Czym różnią się od siebie poszczególne stymulatory tkankowe?
Różnią się głównie składem (np. polinukleotydy, aminokwasy, tropokolagen), ale ich mechanizm działania jest bardzo podobny – wszystkie stymulują fibroblasty. W praktyce oznacza to, że łączenie wielu różnych preparatów w długie serie rzadko daje lepsze rezultaty niż stosowanie jednego typu produktu. Jest to głównie zabieg marketingowy, obliczony na zatrzymanie pacjenta jak najdłużej.
3. Czy zabiegi ze stymulatorami tkankowymi są w pełni bezpieczne?
Mimo że stymulatory uznaje się za zabiegi małoinwazyjne, niosą one ryzyko nieprzewidywalnych reakcji tkankowych i powikłań. W rzadkich przypadkach zamiast regeneracji mogą wywołać efekt odwrotny do zamierzonego, doprowadzając do nagłego przesuszenia i wiotkości skóry.
4. Co zamiast lekkich stymulatorów tkankowych?
Zamiast wielu serii lekkich stymulatorów lepiej zainwestować w sprawdzone technologie odmładzające, takie jak laser CO2 czy radiofrekwencja mikroigłowa. Mniej zabiegów, lepsze efekty, a sumarycznie koszty podobne.



