Marek Wasiluk
 

Stymulatory tkankowe. Jak… oszukać pacjenta

Kiedy rozpoczynałem temat stymulatorów tkankowych na blogu, wiedziałem, że wzbudzę wiele kontrowersji, ale nie sądziłem, że życie samo napisze nowe scenariusze – tak zaskakujące, że wykraczające poza moją wyobraźnię. Nie sądziłem też, że będę do tego tematu wracać kilkukrotnie.

Taki będzie dzisiejszy przypadek.

Tym razem nie chodzi o kwestie bezpieczeństwa tych preparatów, bo o tym już pisałem. Nie chodzi o roztrząsanie, czy są skuteczne i dlaczego nie działają tak, jak się je reklamuje, bo o tym również już pisałem. Nie chodzi o problemy z certyfikacją, bo o tym też już pisałem. Nie chodzi nawet o nietypowe i nieprzewidywalne powikłania, bo i o tym, jak wiadomo, już pisałem.

Zobacz też: Zaburzenia wzroku – groźne, nietypowe powikłanie po podaniu stymulatora tkankowego

Dziś będzie o tym, że stymulatory tkankowe dla niektórych pacjentów mogą się okazać najdroższym zabiegiem medycyny estetycznej, bo zapłacą bardzo dużo… za nic.

Stymulatory tkankowe – jak można oszukać pacjenta?

Moją pacjentką była ostatnio początkująca kosmetolożka, więc miałem okazję porozmawiać z nią o różnych zabiegach, a także o zakresie odpowiedzialności w przypadku wykonywania niektórych zabiegów medycyny estetycznej przez osoby niebędące lekarzami.

Gdy rozmowa zeszła na stymulatory tkankowe, kobieta opowiedziała mi o praktykach, z jakimi spotkała się w gabinecie, w którym pracowała. Szybko z niego odeszła, bo nie chciała brać udziału w nieuczciwym procederze.

I tak rozmowa niespodziewanie zeszła na praktyki stosowane w gabinetach kosmetycznych.

Otóż zabiegi w miejscu, w którym pracowała, sprzedawane jako zabiegi stymulatorami tkankowymi, wykonywane były… SOLĄ FIZJOLOGICZNĄ. Jak to możliwe? Kupowano kilka oryginalnych stymulatorów, różne rodzaje, oraz sól fizjologiczną. Następnie strzykawkę po stymulatorze napełniano solą fizjologiczną i udawano przed pacjentem, że jest to właściwy preparat.

Przyznaję, że zatkało mnie, gdy to usłyszałem.

Dobra wiadomość jest taka, że w tym gabinecie przynajmniej… nikogo nie krzywdzili, bo sól fizjologiczna nie wywołuje powikłań. Piszę to oczywiście z przekąsem, bo takie postępowanie jest ogromnym oszustwem.

Jest ono możliwe dlatego, że sama natura stymulatora tkankowego daje duże pole do różnego rodzaju manipulacji. To zabieg, którego efektu często po prostu nie widać. A skoro tak, pacjentowi trudno byłoby udowodnić, że miał podany fałszywy preparat, na przykład sól fizjologiczną.

Zobacz też: Stymulatory tkankowe – co to jest

Dlaczego takie oszustwo przy stymulatorach tkankowych jest możliwe?

Z toksyną botulinową tak się nie da, bo jej efekt jest jednoznacznie widoczny. Następuje paraliż mięśni, a zmarszczki się prostują.

Z laserem też tak się nie oszuka, bo po zabiegu widać zmiany na skórze.

Ze stymulatorem objętościowym, takim jak Sculptra czy Ellanse, również nie da się tego zrobić w taki sposób, bo po jego użyciu efekt narastania tkanki, mimo że pojawia się po czasie, jest zauważalny.

W każdym z tych przypadków pacjent po prostu zorientuje się, że coś jest nie tak.

A przy stymulatorze tkankowym mowa jest o pobudzaniu komórek, i to niezbyt mocnym, więc to, co w efekcie dzieje się w skórze, jest niezauważalne dla pacjenta. W dodatku bardzo często sprzedaje się te zabiegi młodym osobom, 25–35 lat, u których z reguły niewiele jest do poprawiania, więc efekt jest niewidoczny lub wyłącznie odczuwalny subiektywnie.

Stymulatory tkankowe, sól fizjologiczna i genialne oszustwo

Czy to, co usłyszałem, to odosobniony przypadek, czy już powszechna praktyka? Nawet nie próbuję odpowiadać na to pytanie.

Raczej należy jednak założyć, że skoro zdarzyło się to w jednym miejscu, to ktoś inny też mógł wpaść na podobny pomysł.

Policzmy, jaki to zysk.

Sól fizjologiczna plus igła to koszt dla gabinetu około 3 zł, a koszt zabiegu dla klienta to 500 zł lub więcej. Co więcej, zaszkodzić praktycznie się nie da, więc pacjent nie będzie się „czepiać”.

I tak można „golić naiwne owieczki” albo proponować niesamowite promocje na zabiegi stymulatorami. W końcu przy koszcie zabiegu 3 zł nawet wtedy, gdy nieuczciwy gabinet weźmie 300 zł, i tak wychodzi bardzo dobrze na swoje.

Naprawdę genialne oszustwo w swojej prostocie i konstrukcji.

Jak nie dać się oszukać przy stymulatorach tkankowych?

Jak się przed tym uchronić? Jak nie dać się oszukać?

Zostawiam to do analizy i wyciągnięcia wniosków.

Zobacz też: Nowości w medycynie estetycznej – dlaczego im nie ulegam

Linki polecane

Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad