Dzisiaj chciałbym podzielić się wyjątkowym przypadkiem, który może stanowić przełom w leczeniu specyficznych blizn potrądzikowych.
Historia pacjentki
Zgłosiła się do mnie pacjentka z tendencją do rozdrapywania wszelkich zmian na skórze, co doprowadziło do powstania licznych blizn i nierówności. Rozdrapywała zmiany potrądzikowe, a ślady obejmowały ramiona, klatkę piersiową, plecy i dekolt. Były to typowe blizny potrądzikowe – drobne, rozsiane na dużych powierzchniach skóry, lekko wypukłe, o nierównej strukturze i zaburzeniach kolorytu, częściowo lekko odbarwione.
Blizny potrądzikowe na dużych powierzchniach, zwłaszcza wtedy, gdy jest ich dużo, ale są drobne i lekko wypukłe, należą do najtrudniejszych do korekcji. Wymagają dużego poświęcenia ze strony pacjenta, bo zabiegi muszą być agresywne, obejmują dużą powierzchnię, a jednocześnie efekt jest trudny do przewidzenia. Czasem może być nawet odwrotny od oczekiwanego.
Dlatego przez lata często odmawiałem wykonywania takich zabiegów, mówiąc pacjentom wprost, że niewiele da się z takimi bliznami zrobić i że ryzyko jest zbyt duże.
Nowe podejście
Odradzałem tej pacjentce zabieg, tłumacząc, że aby uzyskać wyraźny efekt, trzeba byłoby w zasadzie zedrzeć skórę, a wykonywanie tak agresywnego zabiegu na dużej powierzchni oznacza duży problem z gojeniem i ryzyko, że efekt końcowy okaże się gorszy niż stan wyjściowy.
Pacjentka jednak nie chciała się poddać i przekonała mnie, aby przetestować zabieg na niewielkim fragmencie skóry. Zdecydowałem się na to, ponieważ od dziesięciu miesięcy dysponuję nowym laserem frakcyjnym, który kupiłem częściowo właśnie z myślą o tego typu problemach. Pisałem o tym laserze, pokazując mechanizm oszustw w medycynie estetycznej tutaj.
Uprzedziłem pacjentkę o agresywności zabiegu i wykonałem zabieg testowy na ramionach. Parametry ustawiłem tak, aby zadziałać na blizny możliwie najmocniej, a jednocześnie – paradoksalnie – jak najlżej samym laserem, żeby zachować bezpieczeństwo terapii.
Prawdę mówiąc, mało wierzyłem w powodzenie zabiegu i zapomniałem o pacjentce na półtora miesiąca, czyli do czasu, gdy zgłosiła się na drugi zabieg.
Efekt zabiegu – przełom w terapii
Najpierw zapytałem pacjentkę, jak przebiegało gojenie po pierwszym zabiegu. Powiedziała, że przez pierwsze trzy dni nie mogła w ogóle spać na boku, ponieważ cały obszar poddany terapii był jedną wielką raną. Proces regeneracji był długotrwały, ale skóra się wygoiła, choć częściowo nadal pozostawała jeszcze czerwona.
A potem obejrzałem pacjentkę, porównałem jej skórę ze zdjęciami sprzed półtora miesiąca i po prostu mnie zatkało.
Jednym zabiegiem udało się niemal całkowicie wygładzić skórę.
W mojej piętnastoletniej praktyce nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby jedna sesja laserowa zniwelowała tak trudne blizny – niewielkie pojedynczo, ale liczne, stare i rozsiane na dużej powierzchni. Ramiona pacjentki stały się gładkie, struktura skóry bardzo się wyrównała, a większość blizn zniknęła.
Dlaczego to zadziałało?
Przebudowanie skóry do tego stopnia po jednym zabiegu jest naprawdę niezwykłe. Odpowiedź na pytanie, jak to się wydarzyło, nadal mnie nurtuje. Teoretycznie nie powinno się to udać aż w takim stopniu, choć z drugiej strony kilka czynników mogło wpłynąć na sukces.
Przede wszystkim zastosowałem nowy laser frakcyjny. Mam cztery różne lasery frakcyjne i jestem przekonany, że żaden inny nie dałby takiego efektu.
Specyficzne parametry tego urządzenia pozwoliły przeprowadzić zabieg bardzo mocny, ale jednocześnie kontrolowany. Był on jednocześnie bardzo mocny i bardzo lekki. Mocny, bo w praktyce niemal całkowicie zdarłem skórę pacjentki, i lekki, bo zrobiłem to możliwie najmniej agresywnie, jak tylko się dało. Teoretycznie przy takich parametrach zabieg nie miał prawa zadziałać aż tak dobrze. Z drugiej strony gojenie było długie i dość drastyczne.
Istotna była też determinacja pacjentki i jej gotowość na agresywny zabieg oraz długi proces gojenia. Wiedziała, że czeka ją trudny okres regeneracji i była przygotowana także na ryzyko niepowodzenia. Najgorszym scenariuszem mogło być pogorszenie blizn zamiast poprawy.
Wnioski
Dla mnie to, co się wydarzyło, jest pewnym przełomem w leczeniu tego typu blizn. Przez lata byłem sceptyczny wobec sensu zajmowania się takimi przypadkami, ponieważ skuteczna korekcja była bardzo trudna, a już na pewno nie w tak krótkim czasie.
Tymczasem okazuje się, że odpowiednie połączenie technologii, precyzyjnych ustawień i determinacji pacjenta może dać spektakularne efekty.
To także lekcja dla mnie – czasem warto wyjść poza utarte schematy i podjąć ryzyko. Nie chodzi o to, by na siłę szukać rewolucji, ale o to, by mieć otwartość na testowanie nowych możliwości.
Będę bardzo uważnie obserwował ten przypadek oraz efekty u kolejnych pacjentów. Czy to faktycznie nowa metoda, czy tylko wyjątkowy przypadek? Czas pokaże.
Linki do polecanych tematów:
Przełom w leczeniu blizn potrądzikowych – przypadek pacjentki
Leczenie blizn potrądzikowych
Blizny potrądzikowe
Laser frakcyjny na blizny
Blizny po trądziku – zdjęcia przed i po
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.



