Czy medycyna estetyczna jest bezpieczna? Czy efekty, jakie można osiągnąć zabiegami, są przewidywalne? Czy – gdyby ująć to zagadnienie inaczej – można korzystać z medycyny estetycznej bezkarnie?
Medycyna estetyczna jest medycyną
Te pytania zadaję głównie w kontekście bezwiednego (czy wręcz bezmyślnego) korzystania ze stymulatorów tkankowych, które kilka lat temu zawojowały rynek medycyny estetycznej.
Konsekwencje w postaci powikłań czy nieudanych zabiegów pacjenci ponoszą już dziś i będą je ponosić w kolejnych latach.
Przypadek, który dziś pokazuję, jest ewidentnym dowodem na to, że medycyna estetyczna jest medycyną, a jej zabiegi są konkretną ingerencją w organizm. Każdy organizm jest inny i może inaczej zareagować. Wiele zależy od wieku, przebytych chorób, przyjmowanych leków, odżywiania, genetyki i wielu jeszcze innych czynników. Dlatego utrwalanie przekazu, że zawsze jest miło i przyjemnie, że wszystko jest bezpieczne i że zawsze będzie efekt, jest po prostu nieprawdą.
Stymulatory pod oczy. Skóra postarzała się o 20 lat
Pacjentka na co dzień mieszka w USA. Miała problem z okolicą pod oczami. W miejscu, do którego trafiła, zaproponowano jej stymulatory tkankowe. Najpierw podano jej polinukleotydy, które są mocno promowane jako preparaty do stosowania pod oczy. Miała też wykonywane zabiegi preparatem z kwasem bursztynowym oraz z peptydami. Wszystko to miało spowodować poprawę jakości skóry.
Bezpośrednio po zabiegach skóra wyglądała dobrze i przez kilka tygodni nie było żadnych problemów. Te pojawiły się po niespełna dwóch miesiącach od zabiegów.
Skóra pod oczami zamiast odmłodnieć, postarzała się o….. 20 lat.

Skóra przed zabiegiem i po zabiegu / fot. arch. pacjentki i L’experta
Pacjentka spanikowała. Poszła do gabinetu, w którym wykonywano zabiegi. Wszyscy byli zdziwieni. Usłyszała jednak, że to niemożliwe.
Jak jednak „niemożliwe”, skoro są zdjęcia, które to dokumentują?
Poza tym w medycynie nie można mówić „niemożliwe” w sytuacji, gdy został wykonany zabieg i istnieje związek czasowy między nim a tym, co później stało się ze skórą?
Pacjentka nie wykonywała żadnych innych zabiegów, a zmiana nastąpiła dokładnie w tym obszarze, w którym podawano stymulatory tkankowe. Postarzenie się skóry nie mogło więc być prostym efektem choroby ustrojowej czy stresu.
Niestety nie zaproponowano jej żadnego rozwiązania. Rozłożono ręce.
Stymulacja, ale… do czego?
Po jakimś czasie trafiła do mnie z nadzieją, że jej pomogę, i z pytaniami: dlaczego coś takiego się wydarzyło? Jak to w ogóle jest możliwe?
Pisałem już na blogu, że kilka razy spotkałem się z sytuacją, w której stymulatory, szczególnie te lekkie, dawały efekt odwrotny od planowanego – przesuszenie skóry, które sprawiało, że wyglądała ona dużo starzej.
Pisałem też wiele razy, że wszystkie tego typu zabiegi działają w dużym stopniu życzeniowo. Ponieważ są to tzw. stymulatory lekkie, z założenia nie powinny działać zbyt mocno. Mówi się, że pobudzają komórki. Co to jednak znaczy?
A przede wszystkim – do czego je pobudzają? Bo pobudzać można do wielu procesów, w tym także do złych rzeczy, np…. apoptozy, czyli programowanej śmierci komórki.
Nawet jeśli stymulator ma odpowiedni certyfikat, nie jest lekiem, tylko wyrobem medycznym. Wyroby medyczne nie wymagają takiego samego zakresu badań jak leki, tak dokładnego poznania mechanizmu działania ani takiego samego poziomu dowodów naukowych. Założenie jest takie, że wyrób medyczny nie działa w sposób farmakologiczny, a jego zasadnicze działanie ma inny charakter.
Tak więc niestety w znacznym stopniu to co słyszcie zewsząd na temat stymulatorów lekkich, to są w sporym stopniu dywagacje teoretyczne, nie najlepiej sprawdzone w prawdziwym życiu i warunkach.
Czy jednak metody i produkty, które mają wpływać na receptory komórkowe, powinny mieć status wyrobu medycznego, czy może jednak leku albo czegoś pomiędzy? Nie mam na to pytanie gotowej odpowiedzi. Zastanawiam się jednak, czy nie mamy tutaj luki w regulacjach prawnych dotyczących działania różnych metod i preparatów. Prawo niestety nie zawsze nadąża za postępem, nauką i innowacyjnością.
Postarzanie – odmładzanie. Jak uratować skórę pod oczami?
Wróćmy do tego, co wydarzyło się u pacjentki. Podano jej trzy różne produkty w to samo miejsce. W efekcie doszło do wyraźnego pomarszczenia skóry pod oczami.
Jako leczenie zastosowałem zabiegi z użyciem osocza bogatopłytkowego, lasera oraz RF mikroigłowej.

Leczenie powikłania. U góry efekt po. Fot. arch. L’experta
Poprawa nastąpiła w dość krótkim czasie. A więc postarzenie się skóry samoistnie nie ustępowało, a jednocześnie nie trzeba było bardzo wielu działań, aby nastąpiła wyraźna poprawa.
Być może do postarzenia doszło w wyniku tego, że któryś z podanych preparatów – albo synergia ich działania – wystymulował komórki nie do tego procesu, do którego powinien.
Przypomina mi się tutaj sytuacja z kriolipolizą, i problemów, jakie się pojawiły związanych z tym zabiegiem – pisałem o tym kilka lat temu („Linda Evangelista – kriolipoliza i powikłania po zabiegu”). Dla przypomnienia krolipoliza schładza tkankę tłuszczową co wywołuje zjawisko apoptozy, czyli „samozniszczenia” komórek. Cudowny i mega naturalny sposób na pozbycie się tłuszczu, tak by się mogło wydawać. A jednak po latach okazało się, że u pewnej części pacjentów zamiast apoptozy i redukcji tkanki tłuszczowej zachodzi paradoksalnie efekt odwrotny, czyli przyrost tkanki tłuszczowej.
A skoro w przypadku kriolipolizy może wystąpić działanie odwrotne do zamierzonego, to kto wie, czy ze stymulatorami, tymi lekkimi w pewnych sytuacjach nie może być podobnie?
Co więcej patrząc po pacjentach, którzy pojawili się u mnie z problemem pogorszenia skóry po lekkich stymulatorach, tak się czasami dzieje (zaznaczam, że mechanizm działania lekkich stymulatorów jest istotnie inny niż objętościowych).
Ponieważ regulacje dotyczące stymulatorów tkankowych nie wymagają takiego raportowania działań niepożądanych jak w przypadku leków, możliwe jest, że producenci tych preparatów nie mają pełnej wiedzy o tym, że tego rodzaju reakcje w ogóle mogą się zdarzać.
Iloraz inteligencji coraz niższy
Piszę o tym wszystkim, żeby pokazać, że w medycynie estetycznej nic nie jest czarno-białe. Zabiegi wpływają na funkcjonowanie tkanek – miejscowo i ogólnoustrojowo. Dlatego wykonywanie ich „przez kalkę”, na zasadzie powielania ustalonych protokołów, bez analizy, czy w konkretnym przypadku mają one sens (nie tylko od strony estetycznej, ale też bezpieczeństwa) jest błędem. I może prowadzić właśnie do takich sytuacji jak u opisanej przeze mnie pacjentki.
Czytałem niedawno o badaniach wskazujących, że u osób przed 30. rokiem życia, wyedukowanych i wchodzących obecnie na rynek pracy, wyniki części testów poznawczych są niższe niż u starszych pokoleń.
Najwyższy iloraz inteligencji mają osoby urodzone w latach 70-ych i 80-tych. A poziom inteligencji kolejnych generacji spada. Jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że świat współczesnych technologii zmienia sposób, w jaki rozwijamy logiczne myślenie, poszukujemy wiedzy i uczymy się myślenia krytycznego. Zamiast przeczytać artykuł i samodzielnie wyciągnąć wnioski, coraz częściej bazuje się na podsumowaniach AI. A tu problemów jest kilka: część informacji może być fałszywa, uproszczona albo pozbawiona istotnego kontekstu. Do tego dochodzi problem treści generowanych przez AI na podstawie materiałów, które same zostały wcześniej wygenerowane przez AI. Może to prowadzić do coraz większych zniekształceń informacji – trochę jak kopiowanie kopii kolejnej kopii.
W medycynie estetycznej coraz częściej kursy prowadzą osoby kreujące się na guru, a tymczasem mające niewielką wiedzę.
Znajoma lekarka poszła na kurs dotyczący stymulatorów do osoby, która – jak się okazało – niewiele o nich wiedziała i podawała nieprawdziwe informacje. Przed nazwiskiem miała tytuł „dr”, ale był to stopień naukowy – osoba ta nie była lekarzem. Moja znajoma wcześniej tego nie sprawdziła. Była przekonana, że idzie szkolić się do lekarza.
Nie można na podstawie opisanego przeze mnie przypadku powiedzieć, że po stymulatorach zawsze będzie źle. Jednak kiedy oglądam TikToki o zabiegach pod oczy, jestem przerażony.
Kolejna rzecz to umiejętność wyciągania wniosków z historycznych doświadczeń. Ile już było superleków, które potem wycofywano ze względu na działania niepożądane? Wiedza, badania i doświadczenie są po to, żebyśmy na ich podstawie modyfikowali nasze poglądy i sposób postępowania.
Kiedy kilkanaście lat temu zaczynałem wykonywać zabiegi laserem frakcyjnym, robiłem je zupełnie inaczej niż teraz. Miałem nawet okres, kiedy używałem lasera mniej. Potem do niego wróciłem, jeszcze raz zmodyfikowałem sposób działania i parametry, i okazało się, że jestem w stanie wycisnąć z tej metody jeszcze więcej.
Na tym właśnie polega medycyna. Nie na nauczeniu się jednego protokołu i powtarzaniu go przez następne 20 lat, tylko na obserwowaniu, analizowaniu, wyciąganiu wniosków i modyfikowaniu postępowania.
Ile w skali od 1 do 10? Bzdury dla kasy
Jeszcze a propos różnych bzdur. Jest moda na filmiki, w których eksperci oceniają różne zabiegi w skali od 1 do 10. I jedna z takich osób – młoda, ale promująca się na superdoświadczoną – ocenia zabieg „Barbie Botox” na 10 punktów. Jaki jest cel takiego przekazu poza wyciągnięciem pieniędzy od kobiet, które później przyjdą na ten zabieg?
Barbie Botox to zabieg, który ma optycznie wydłużyć szyję i sprawić, żeby kąt pomiędzy szyją a ramionami był bardziej wyrazisty, a nie „rozlany”. Polega na podawaniu toksyny botulinowej w mięsień czworoboczny.
Ale po pierwsze, jest to zabieg, którego ryzyka nie należy bagatelizować.
Jeśli będziemy go wykonywać regularnie to osłabiamy podtrzymywanie szyi i głowy. Może to prowadzić do zwyrodnienia kręgosłupa szyjnego.
Po drugie – porównajmy wielkość mięśni. Kiedy wykonujemy zabieg toksyną botulinową na mięsień marszczący brwi, mamy do czynienia z mięśniem małym, ale silnym. W przypadku Barbie Botox mięsień na połączeniu ramienia i szyi jest nieporównywalnie większy (wystarczy go dotknąć, żeby uzmysłowić sobie skalę). Jeśli chcemy uzyskać wyraźny efekt estetyczny w tak dużym mięśniu, potrzebujemy odpowiednio większej całkowitej dawki toksyny niż w przypadku małych mięśni twarzy. Ale toksyna botulinowa nie jest substancją, przy której możemy dowolnie zwiększać dawkę tylko dlatego, że chcemy mocniejszego efektu estetycznego.
Kiedy wykonujemy standardowe zabiegi medycyny estetycznej z wykorzystaniem toksyny botulinowej, podajemy relatywnie małe dawki i pozostajemy z dużym marginesem bezpieczeństwa (około dziesięciokrotnie większym niż skuteczne dawki). Nawet jeśli w określonym obszarze zastosujemy dawkę dwukrotnie większa, nadal jest to bezpieczne dla organizmu.
Kiedy jednak mamy mięsień kilkadziesiat razy większy to dochodzimy do granicy bezpieczeństwa (czyli ryzyka zatrucia botuliną) i to w dodatku dawką, która nadal nie jest wystarczająca dla skuteczności zabiegu.
I po trzecie – jak duży efekt estetyczny można w ten sposób uzyskać? Z mojego doświadczenia – żaden albo niewspółmiernie mały do całej tej ingerencji.
Jednak, jak widać, pacjentkom można wmówić wiele. I wziąć za to dużo pieniędzy.
Lekki, ale czy zawsze bezpieczny?
Tym tekstem chciałem przede wszystkim pokazać, że medycyna estetyczna jest medycyną i że stosowanie różnych zabiegów wiąże się z konsekwencjami. Oczywiście pod medycynę estetyczną podszywa się też wiele zabiegów, które medycyną nie są. Jednak nawet teoretycznie lekkie rzeczy, które na pozór można stosować bezkarnie, mogą powodować działania niepożądane. Widać to na przykładzie pacjentki, którą opisałem.
Nie chodzi o to, żeby bać się medycyny estetycznej. Chodzi o to, żeby pamiętać, że jeśli coś ma działać, to może również zadziałać inaczej, niż byśmy chcieli.
A im mniej wiemy o mechanizmie działania, możliwych reakcjach konkretnego organizmu i odległych konsekwencjach, tym ostrożniej powinniśmy podchodzić do zapewnień, że dany zabieg jest „lekki”, „bezpieczny” i można go wykonywać właściwie bez konsekwencji.
Podsumowanie
Medycyna estetyczna nie jest pozbawiona ryzyka, a nawet zabiegi uznawane za mało inwazyjne, takie jak stymulatory tkankowe mogą powodować niepożądane i trudne do przewidzenia reakcje. Przykład pacjentki, u której po zastosowaniu kilku stymulatorów doszło do silnego pogorszenia wyglądu skóry pod oczami (postarzenia o 20 lat), pokazuje, dlaczego nawet tzw. lekkie zabiegi nie powinny być stosowane bezmyślnie.
FAQ
Czy stymulatory tkankowe mogą pogorszyć wygląd skóry pod oczami?
Tak, możliwa jest niepożądana reakcja, w wyniku której zamiast oczekiwanej poprawy dochodzi np. do przesuszenia, obrzęku lub pogorszenia wyglądu skóry. W opisanym przypadku skóra pod oczami zaczęła wyglądać znacznie starzej po niespełna dwóch miesiącach od zabiegów.
Czy zabiegi medycyny estetycznej mogą powodować powikłania?
Tak. Każdy zabieg ingerujący w tkanki może wiązać się z działaniami niepożądanymi lub powikłaniami, dlatego nawet popularne i mało inwazyjne procedury medycyny estetycznej powinny być poprzedzone indywidualną oceną pacjenta.
Czy Barbie Botox jest bezpieczny?
Barbie Botox polega na podaniu toksyny botulinowej w mięsień czworoboczny w celu optycznego wysmuklenia i wydłużenia szyi, jednak zabieg nie jest pozbawiony ryzyka. Ze względu na wielkość i funkcję tego mięśnia należy brać pod uwagę to, że skuteczna dawka byłaby na granicy bezpieczeństwa. Dodatkowe zagrożenie wynika z osłabienia mięśnia podtrzymującego szyję i głowę.



