Marek Wasiluk
 

Zabiegi medycyny estetycznej latem: czego nie powinno się robić, co można, a co naprawdę warto zrobić?

Pisząc o zabiegach medycyny estetycznej w kontekście aktualnej pory roku, czyli lata, wprowadzam jasny podział na trzy kategorie: zabiegi, których nie powinno się robić; zabiegi, które można robić; oraz zabiegi, które warto robić.

Dlaczego odróżniam to, co można robić, od tego, co warto robić? Te pierwsze mają aspekt funkcjonalny – określają, co jest w ogóle możliwe do bezpiecznego wykonania w tym okresie. Te drugie to pokazanie, co jest dla nas szczególnie korzystne i rekomendowane ze względu na specyfikę letnich miesięcy.

Latem wiele osób zastanawia się, czy w ogóle korzystać z medycyny estetycznej. Pojawia się sporo obaw przed różnymi zabiegami, najczęściej są one zupełnie niesłuszne. W przestrzeni internetowej, a w szczególności w mediach społecznościowych, krąży mnóstwo informacji, które są albo nieprecyzyjne, albo po prostu błędne.

W medycynie estetycznej nie ma sztywnych granic i bezwzględnych zakazów dotyczących okresu letniego.

Istnieją natomiast pewne zasady określające, że niektórych procedur w tym czasie się nie rekomenduje. Tak samo nie ma odgórnego nakazu, że coś latem trzeba zrobić. Co nie znaczy, że nie warto, bo pewne zabiegi są szczególnie wartościowe właśnie teraz, gdy mamy dużo słońca, wysoką temperaturę, wzmożoną mimikę od mrużenia oczu czy problem z potliwością.

Skąd pomysł, że nie wykonujemy zabiegów latem?

Zacznijmy od tego, skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że pewnych rzeczy nie powinno się robić latem. Jest to bezpośrednio związane z faktem, że w tym okresie promieniowanie słoneczne jest bardzo intensywne, a my chętnie się na nie wystawiamy – mamy przecież wakacje i wyjeżdżamy na urlopy. Słońce działa mocno, niosąc ze sobą ogromną energię.

Jest to potężny trigger, wyzwalacz wielu reakcji w skórze (korzystnych i niekorzystnych).

Jest to zatem dodatkowy czynnik, który bezwzględnie trzeba brać pod uwagę w zabiegach medycyny estetycznej. Od września sytuacja diametralnie się zmienia i tego czynnika nie musimy już uwzględniać.

Na czym polega niekorzystne działanie tego czynnika? Ogólnie wiadomo, że promieniowanie UV przyspiesza starzenie się skóry. Mówiąc bardziej precyzyjnie: zmienia funkcjonowanie skóry jako tkanki. Pod wpływem intensywnego promieniowania tkanka zaczyna zachowywać się inaczej – uruchamiają się różne mechanizmy przyspieszające starzenie i powodujące degradację tkanki, rozwija się stan zapalny, a skóra znajduje się w permanentnym dyskomforcie.

Jeśli dołożymy do tego zabiegi medycyny estetycznej, to funkcjonowanie skóry w stresie pozabiegowym może dać nieprzewidywalny efekt, na przykład proces gojenia może przebiegać inaczej.

Mamy wtedy sytuację, w której komórki są pobudzone przez zabieg (bo medycyna estetyczna w dużej mierze opiera się na świadomie wywołanym urazie), a do tego dochodzi dodatkowe, silne pobudzenie promieniowaniem słonecznym. Tym, czego najbardziej obawiamy się jako efektu takiego podwójnego pobudzenia, są przebarwienia pozabiegowe. I to jest główne ryzyko. Mechanizm wygląda tak: melanocyty, czyli komórki wytwarzające barwnik, zostają podrażnione zarówno przez słońce, jak i przez sam zabieg, i stają się w efekcie nadreaktywne i tworzą nadmiar barwnika.

I właściwie to jest jedyna realna przyczyna – ryzyko przebarwień – z powodu której przestrzega się przed wykonywaniem zabiegów medycyny estetycznej latem. Oczywiście można też argumentować, że nie zaleca się np. powiększania ust tuż przed urlopem, bo gdyby wdała się infekcja komplikacje dopadną nas gdzieś za granicą. Jednak lato nie jest w tym przypadku decydującym czynnikiem, bo dokładnie tak samo nie poleca się powiększania ust w ciągu roku, gdy pacjent planuje zaraz po zabiegu daleki wyjazd.

Jak nie podrażniać melanocytów?

Jak tę wiedzę przełożyć na konkretne zabiegi, których nie powinno się robić latem? Ogólna zasada, kierując się przedstawionym wcześniej tokiem myślenia, jest taka:

nie powinno się robić zabiegów, które mocno podrażniają melanocyty, bo to one i tylko one odpowiadają za tworzenie się barwnika.

Melanocyty znajdują się w naskórku. Przekładając to na kwestie czysto praktyczne: latem nie powinno się robić zabiegów mocno ingerujących w naskórek, natomiast w miarę bezkarnie możemy ingerować w skórę właściwą i tkankę podskórną.
Oczywiście, niemal nie ma zabiegów, które w żaden sposób nie dotykają naskórka. Nawet jeśli procedura dotyczy skóry właściwej albo głębszych struktur (np. podanie kwasu hialuronowego czy innego preparatu drogą iniekcji), igła musi najpierw przebić się przez naskórek. Tak samo, gdy wykonujemy zabieg laserowy na skórę właściwą, promieniowanie również musi najpierw przejść przez naskórek.
U wielu osób mógłby się więc na tej podstawie wytworzyć skrót myślowy: „Skoro wszystkie zabiegi przechodzą przez naskórek, to latem nie możemy robić zupełnie nic”. To nieprawda. Kluczowa jest bowiem siła oddziaływania na ten naskórek, czyli intensywność urazu. Przecież latem gryzą nas komary, kłujemy nogi o krzaki malin, kaleczymy się czy obcieramy kolana. To wszystko są urazy mechaniczne, ale czy masowo wywołują przebarwienia? Gdy uraz jest mały – nie; gdy jest duży i rozległy – ryzyko istnieje.
A więc liczy się intensywność urazu.

W przypadku zabiegów działających docelowo na skórę właściwą, bodziec nie działa tak agresywnie na sam naskórek, dlatego ryzyko powstania przebarwienia jest minimalne.

Używam tu celowo słowa „ryzyko”, a nie „gwarancja”. Na to ryzyko składa się bowiem wiele dodatkowych zmiennych: czy skóra i cały organizm są zdrowe, wiek pacjenta (osoby młode oraz starsze rzadziej mają z tym problem), czas spędzony na słońcu po zabiegu (15 minut spaceru nie zrobi problemu, ale „smażenie się” na kocyku czy plaży już może). Dodatkowe triggery (oprócz słońca i zabiegu) to kosmetyki do makijażu, perfumy, mocne kremy z filtrami.

Czego NIE powinno się robić latem?

Przejdźmy do konkretów – jakich zabiegów standardowo NIE poleca się latem? Z reguły odradzamy procedury mocno uszkadzające i podrażniające naskórek. Dotyczy to większości pacjentów. Pamiętajmy jednak, że to, że coś nie jest polecane, nie oznacza kategorycznego, stuprocentowego zakazu. W niektórych przypadkach – po szczegółowym wywiadzie medycznym, ocenie fototypu skóry, wykluczeniu antykoncepcji hormonalnej itp. – dany zabieg można wykonać.
Generalnie zabiegi niepolecane w okresie letnim możemy podzielić na dwie główne grupy:

Grupa I (zabiegi o wysokim ryzyku podrażnienia naskórka)

  • Wszelkiego rodzaju peelingi chemiczne – zarówno te mocne, jak i słabsze. Nie powinniśmy ich robić, ponieważ działają one głównie na naskórek. Nawet jeśli robimy peeling z myślą o stymulacji skóry właściwej, to i tak najpierw musi on złuszczyć naskórek na całej powierzchni.
  • Wszelkie inne metody mechanicznego złuszczania skóry – dermabrazja, mikrodermabrazja.
  • Agresywne kosmetyki – preparaty, które mogą podrażniać naskórek, np. retinoidy (nawet w kremach), szczególnie u osób ze skórą wrażliwą.
  • Zabiegi na rumień i naczynka – procedury typu IPL, BBL, VPL oraz laserowe zamykanie naczynek.

Grupa II (zabiegi o niższym ryzyku podrażniania naskórka)

Jako oddzielną grupę wydzielam laserowe zabiegi odmładzające. Wbrew powszechnej opinii niosą one mniejsze ryzyko przebarwień niż grupa pierwsza, co dla wielu osób może być zaskoczeniem. Co prawda laser frakcyjny działa bardzo mocno, ale jednocześnie działa wybiórczo (selektywnie) – tworzy mikroskopijne uszkodzenia (dziurki) co milimetr lub półtora, pozostawiając wokół wyspy zdrowej, nienaruszonej tkanki. Bodziec dla całego naskórka jest więc mniejszy niż w przypadku peelingu chemicznego.

Lasery te pozostają w grupie ryzyka, ale mniejszego, niż się powszechnie uważa.

Jeśli jesteśmy przy laserach, to największe ryzyko przebarwień daje laser tulowy, gdyż w trybie odmładzającym ustawia się go tak, aby jak najmocniej złuszczał naskórek. Takie jest jego zadanie – laser tulowy bardziej odświeża naskórek niż odmładza skórę właściwą, więc jego celem jest właśnie ta najbardziej zewnętrzna warstwa. Ryzyko powstania przebarwień nie jest bardzo duże, ale większe niż przy użyciu lasera frakcyjnego CO2.
Małe zastrzeżenie, mówimy tutaj o laserach wysokiej jakości. W praktyce istnieje mnóstwo niuansów – jeśli zabieg zostanie wykonany kiepskim sprzętem lub w niewłaściwy sposób, ryzyko powikłań wzrasta.

Może część osób się zdziwi, ale w sezonie letnim regularnie wykonuję zabiegi odmładzające laserem frakcyjnym CO2. Robię ich mniej, ale jednak te 2-3 zabiegi tygodniowo się zdarzają. Oczywiście dzieje się to wyłącznie po rygorystycznej ocenie medycznej pacjenta oraz dokładnym zapoznaniu go z procedurami postępowania pozabiegowego.
Najmniejsze ryzyko pojawienia się przebarwień występuje u kobiet w okresie menopauzalnym (i u mężczyzn w podobnym wieku) oraz u osób młodych, do 35. roku życia. Największe ryzyko obserwujemy u pacjentów między 35. a 50. rokiem życia – to jest to specyficzne „okienko”, w którym laseroterapię latem wykonuje się bardzo rzadko.

Gdybyśmy przyjęli bezwzględny tryb myślenia, że przy intensywnym nasłonecznieniu nie robi się żadnych zabiegów laserowych, to np. w takiej Kalifornii, czy Singapurze, gdzie słońce świeci intensywnie przez cały rok, pacjenci nigdy nie mogliby skorzystać z laserów, peelingów czy dermabrazji.

Słońce to ważny, ale nie jedyny czynnik.
Weźmy pod uwagę również inne, życiowe uwarunkowania. Przykładowo: zabieg laserem frakcyjnym chce wykonać nauczycielka. We wrześniu czy październiku tego nie zrobi, bo musiałaby wziąć tydzień wolnego, co w jej zawodzie jest trudne. Dla takiej osoby wakacje to optymalny moment na zabieg laserowy i rekonwalescencję. Oczywiście, ponownie podkreślam – pod warunkiem idealnej kwalifikacji medycznej i pełnej świadomości pacjentki, że po zabiegu musi bezwzględnie unikać słońca.
Nie namawiam nikogo na zabiegi laserowe latem. Jeśli jednak ktoś z różnych względów nie może zrobić tego w innym terminie (jak wspomniana nauczycielka) lub ma nagłą potrzebę (np. w czerwcu uświadamia sobie, że we wrześniu ma wesele córki), to udając się do odpowiedniego, profesjonalnego gabinetu, można pod pewnymi warunkami taki zabieg przeprowadzić.
Zresztą, zrobienie zabiegu w grudniu wcale nie daje stuprocentowej gwarancji, że przebarwienie się nie pojawi. Tak, zimą ryzyko jest znacznie mniejsze, ale kluczowa zawsze pozostaje jakość zabiegu: klasa sprzętu, technika pracy lekarza oraz medyczna kwalifikacja pacjenta.

Jakie zabiegi MOŻNA robić?

Kontynuując wcześniejszy tok myślenia: latem możemy bezpiecznie wykonywać wszystkie te zabiegi, które w niewielkim stopniu naruszają ciągłość naskórka.

Są to przede wszystkim wszelkie zabiegi iniekcyjne: podawanie kwasu hialuronowego, zabiegi z użyciem polikaprolaktonu czy kwasu polimlekowego, stymulatory tkankowe, lipoliza iniekcyjna, nici liftingujące.

Do tej grupy zalicza się także HIFU. Także RF mikroigłową.
Są to zabiegi typowo całoroczne. Latem ryzyko powikłań w postaci przebarwień jest przy nich minimalne, ponieważ procedury te działają głęboko – w skórze właściwej oraz tkance podskórnej.

Jakie zabiegi WARTO robić latem?

Istnieje grupa kilku zabiegów, które nie tylko można, ale przede wszystkim WARTO wykonywać właśnie latem. Jest kilka powodów. Lato to czas ekstremalny dla naszej skóry. Możemy więc zadziałać profilaktycznie, aby pomóc jej lepiej przetrwać ten trudny sezon. Skóra jest wtedy narażona na tak wiele agresywnych czynników zewnętrznych, że warto ją odpowiednio „zaimpregnować”.

1. Osocze bogatopłytkowe

To główny zabieg, który warto wdrożyć zarówno tuż przed latem, jak i w trakcie wakacji. Osocze bogatopłytkowe stosowane samodzielnie jako klasyczny zabieg odmładzający nie daje spektakularnych efektów wizualnych (lepiej łączyć je z innymi procedurami lub stosować u osób młodych, do 35. roku życia). Jednak latem ten zabieg spełnia zupełnie inną, niezwykle ważną rolę i warto go robić niezależnie od tego, czy ma się lat 30, 50, czy 70.

Celem nie jest tu bezpośrednie odmłodzenie, ale wspomniana impregnacja skóry.

Latem, przez promieniowanie UV, słoną wodę i wiatr, procesy starzenia gwałtownie przyspieszają. Skóra po wakacjach często jest zmęczona i przesuszona. Wczesną jesienią regularnie poleca się osocze jako ratunek i regenerację dla takiej wymęczonej tkanki. My jednak możemy podać to osocze wcześniej – jako profilaktykę. Dzięki temu komórki znacznie lepiej poradzą sobie z wakacyjnymi stresorami, co jest szczególnie ważne, gdy planujemy urlop w miejscach o bardzo silnym nasłonecznieniu.

2. Toksyna botulinowa

Nawet jeśli ktoś nie jest wielkim fanem botoksu lub wciąż się waha, sezon letni jest dla toksyny botulinowej momentem optymalnym. Na słońcu odruchowo mrużymy oczy, nasza mimika staje się intensywniejsza, co bezpośrednio przyspiesza powstawanie i pogłębianie się zmarszczek. Dodatkowo skóra „zestresowana” słońcem jest z natury bardziej podatna na zagniecenia.
Zablokowanie mięśni – nie musi byc „na blachę”, można to zrobić bardzo delikatnie i naturalnie – skutecznie powstrzyma ten proces. Mam pacjentów, którzy z tego właśnie powodu zgłaszają się na botoks tylko raz w roku, w okolicy maja, zapewniając sobie skuteczną ochronę przed letnim marszczeniem się skóry.

Warto pamiętać, że toksyna botulinowa to także niezastąpiony preparat w walce z nadpotliwością oraz nadmiernym przetłuszczaniem się skóry.

Problem ten dotyczy nie tylko pach, ale również stref na twarzy, takich jak czoło czy policzki. Podając toksynę w odpowiednich dawkach, możemy te uciążliwe letnie dolegliwości znacząco zredukować.

3. Pulsacyjna radiofrekwencja mikroigłowa

To idealne rozwiązanie dla osób z silną tendencją do powstawania przebarwień. Istnieje grupa pacjentów, u których plamy barwnikowe pojawiają się każdego lata, nawet przy skrupulatnym stosowaniu preparatów z filtrami. Istotą pulsacyjnej RF mikroigłowej jest celowane działanie na granicę między skórą właściwą a naskórkiem. Ta struktura z wiekiem traci swoją wydolność, a jej stopniowa degeneracja nasila ryzyko powstawania przebarwień.
Jedyną wadą tej metody jest konieczność wykonania serii 3-5 zabiegów, podczas gdy wcześniejsze zabiegi „letnie” (jak osocze czy botoks) wystarczy zrobić raz, by uzyskać oczekiwany efekt. Jest to więc procedura nieco bardziej uciążliwa czasowo, ale wciąż nieporównywalnie mniej wymagająca niż późniejsze, wielomiesięczne i trudne leczenie już powstałych przebarwień.

Osoby ze skłonnością do przebarwień zdecydowanie powinny rozważyć taką profilaktykę.

Na koniec złota zasada: jeśli jesteś pacjentem, najlepiej nie podejmuj tych decyzji samodzielnie na podstawie internetowych opinii. Nie oceniaj sam, co wolno, a czego nie wolno. Oddaj swoją skórę w ręce doświadczonego lekarza medycyny estetycznej. To on posiada odpowiednią wiedzę, zna specyfikę twojej tkanki, jest w stanie precyzyjnie oszacować ryzyko i dobrać plan działania idealnie dopasowany do twoich potrzeb i letnich planów.

Podsumowanie – zabiegi medycyny estetycznej latem

Wokół zabiegów medycyny estetycznej latem narosło wiele mitów, jednak kluczem do bezpieczeństwa jest unikanie procedur, które agresywnie uszkadzają naskórek i podrażniają melanocyty (np. mocnych peelingów czy dermabrazji). W okresie letnim bez obaw można wykonywać zabiegi działające na skórę właściwą, takie jak iniekcje kwasu hialuronowego, stymulatory czy botoks. Co więcej, zabiegi takie jak osocze bogatopłytkowe są wręcz zalecane latem, ponieważ skutecznie „impregnują” i chronią skórę przed fotostarzeniem. Ostateczna decyzja zawsze powinna zależeć od indywidualnej kwalifikacji lekarskiej.

Inne artykuły na podobny temat:

Jak uniknąć przebarwień – RF mikroigłowa pulsacyjna
Toksyna botulinowa – fakty, ciekawostki i mity
Filtry anty UV, kiedy pomagają, a kiedy szkodzą?

FAQ – zabiegi medycyny estetycznej latem

1. Czy latem można bezpiecznie wykonać laser frakcyjny CO2?

Tak, pod warunkiem rygorystycznej ochrony przed słońcem po zabiegu, odpowiedniej kwalifikacji medycznej oraz doboru pacjentów o niskim ryzyku przebarwień (np. u osób młodych lub w okresie menopauzalnym). Laser frakcyjny CO2 działa selektywnie, dzięki czemu niesie mniejsze ryzyko podrażnienia naskórka niż np. peelingi chemiczne.

2. Dlaczego warto zrobić botoks właśnie w sezonie letnim?

Lato to czas wzmożonej mimiki twarzy wywołanej mrużeniem oczu na słońcu, co drastycznie przyspiesza powstawanie zmarszczek. Dodatkowo toksyna botulinowa doskonale radzi sobie z typowo letnimi problemami, skutecznie redukując nadpotliwość oraz nadmierne przetłuszczanie się skóry na czole czy policzkach.

3. Jakie zabiegi medycyny estetycznej można wykonywać przez cały rok?

Do zabiegów całorocznych należą procedury iniekcyjne, które działają na skórę właściwą lub tkance podskórnej, takie jak kwas hialuronowy, stymulatory objętościowe i tkankowe, nici, toksyna botulinowa, lipoliza, osocze bogatopłytkowe. Bezpieczna latem jest również technologia HIFU.

4. Dlaczego lekarze zalecają osocze bogatopłytkowe w trakcie wakacji?

Latem słońce, wiatr i słona woda drastycznie przyspieszają procesy starzenia, sprawiając, że skóra staje się odwodniona i matowa. Osocze bogatopłytkowe działa jak naturalna „impregnacja” – stymuluje komórki do obrony i regeneracji, pomagając skórze bez szwanku przetrwać trudne warunki atmosferyczne.

 

O ekspercie

Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad