Marek Wasiluk
 

Toksyna botulinowa – fakty, mity i ciekawostki

Zbliża się sezon letni, kiedy to stosuje się toksynę botulinową znacznie częściej niż w innych miesiącach. To zatem doskonały moment, abym napisał trochę więcej o tym preparacie. Skupię się na najważniejszych faktach, ciekawostkach i kilku najnowszych doniesieniach naukowych.

To sezonowe zainteresowanie toksyną botulinową wynika z kilku powodów:

  • Po pierwsze, od czerwca do sierpnia trwa sezon imprezowy, przede wszystkim komunie i wesela. Każdy chce wtedy wyglądać lepiej niż na co dzień, więc nawet jeśli nie wykonuje zabiegów regularnie, przy tych okazjach odwiedza gabinet, żeby to i owo wygładzić.
  • Po drugie, latem bardziej się marszczymy pod wpływem słońca. Pogłębiają się więc zmarszczki wokół oczu i tzw. lwia zmarszczka.
  • I po trzecie, zwiększa się problem nadpotliwości, a na to toksyna botulinowa ma świetne rozwiązanie.

1. Na co działa toksyna botulinowa, a na co nie?

Zabiegi wykorzystujące toksynę botulinową są jednymi z najbardziej znanych, uznanych i skutecznych procedur w medycynie estetycznej. Pamiętajmy jednak o ograniczeniach.

Toksyna botulinowa działa na mięśnie – wygładza zmarszczki dzięki ich rozluźnieniu.

Nie jest to natomiast preparat do uzupełniania zaników objętości czy likwidacji głębokich bruzd. Nie poprawimy nią także kolorytu skóry ani nie usuniemy przebarwień.

2. Toksyna botulinowa: bezpieczny zabieg vs broń biologiczna

Zabieg jest bezpieczny i przewidywalny, pod warunkiem że używa się do niego certyfikowanych produktów i wie się, jak go prawidłowo wykonać. Toksyna botulinowa jest… toksyną, czyli trucizną.

W medycynie estetycznej wykorzystuje się ją jednak w bezpiecznych mikroilościach.

Temat interesuje mnie od strony naukowej i od strony samej produkcji, oto więc kilka ciekawostek:

  • Toksynę botulinową używaną w medycynie estetycznej produkują bakterie w warunkach laboratoryjnych. Ponieważ toksyna jest tak mocna, że może być traktowana jako broń biologiczna (nawet pyłek rozpylony w powietrzu byłby w stanie zabić całą ludzkość), standardy produkcji są najwyższe z możliwych. W laboratoriach stosowane są m.in. specjalne kombinezony ochronne.
  • Laboratoria produkujące botulinę byłyby bardzo niewielkie, gdyby nie wszystkie te wymogi związane z bezpieczeństwem, czyli śluzy, przebieralnie i oczyszczalnie. Sama toksyna jest produkowana w bioreaktorach w 50-litrowych baniaczkach. Gdyby więc ktoś chciał produkować toksynę nielegalnie, zmieściłby sprzęt do produkcji w jednym pokoju. Z takiego 50-litrowego baniaczka można wyprodukować rocznie nawet kilka milionów dawek.

3. Główne zastosowanie toksyny botulinowej – górna część twarzy

Porozmawiajmy teraz o realnym zastosowaniu toksyny botulinowej w kontekście zbliżającego się lata.

Koronnym wskazaniem są zabiegi na zmarszczki, głównie w górnym piętrze twarzy: lwia zmarszczka, poziome zmarszczki na czole oraz zmarszczki wokół oczu (tzw. kurze łapki).

Wiemy na ten temat bardzo dużo. Skuteczność zabiegów zależy od produktu i od dawki. Niestety, na toksynie wiele osób próbuje oszczędzać i często podaje się jej dużo mniej, niż powinno dla skutecznego działania. Generalnie podajemy mikrodawki preparatu, kropelki. Kiedy wykonujemy zabieg na całe czoło, zużywamy mililitr preparatu lub nawet mniej.

Pokusa, aby zaoszczędzić na toksynie, jest duża. Jeśli więc ktoś widzi podejrzanie tanie zabiegi, wówczas można przypuszczać, że albo produkt jest nielegalny, albo mocno rozcieńczony.

Oczywiście mogą też być inne przyczyny, np. nielegalny gabinet (a więc oszczędzający też chociażby na podatkach). Najczęściej działa kilka tych czynników jednocześnie. Dużym problemem są nielegalne produkty sprowadzane z Chin, Korei czy Rosji. Na polskim rynku w obrocie można znaleźć więcej nielegalnych marek toksyny botulinowej niż tych legalnie zarejestrowanych (stosunek wynosi około 17 do 9).

4. Full face – czy warto?

Od pewnego czasu propagowany jest mocno – szczególnie przez kosmetyczki (czyli osoby, które nie mają uprawnień lekarskich do podawania toksyny botulinowej) – zabieg botoks full face.

Oznacza to, że podajemy toksynę w całą twarz: czyli oprócz górnego piętra także w zmarszczki pod oczami, na nosie, czasem w okolicach skrzydełek nosa, w okolice kącików ust, linię żuchwy, często w bruzdy nosowo-wargowe i jeszcze w mnóstwo różnych punktów na całej buzi.

Pacjenci pytają mnie, czy ma to sens. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Generalnie możemy toksynę podawać szeroko, w różnych wskazaniach, więc to bardzo zależy od pacjenta – czy u niego konkretnie ma to jakikolwiek sens i jak to się ma do ryzyka zabiegowego.
Przy promowaniu tego zabiegu dużo opowiada się o tym, że jego filozofią jest zbalansowanie pracy mięśni, czyli utrzymanie równowagi między mięśniami unoszącymi a ściągającymi. Ale jak to wygląda z praktycznego punktu widzenia? Na twarzy mamy ponad 30 mięśni mimicznych, które działają antagonistycznie – jedne ciągną do góry, inne do dołu, jeszcze inne po przekątnej.

Nie da się zadziałać w taki sposób, by podać toksynę idealnie we wszystkie mięśnie, bo mięśnie są różnej wielkości, nachodzą na siebie, leżą jedne pod drugimi.

Gdy wykonujemy zabieg, nie dysponujemy skanem 3D twarzy pacjenta i nie wiemy dokładnie, jak to u tej konkretnej osoby wygląda anatomicznie (mięśnie mogą być cieńsze, grubsze, ułożone bardziej po przekątnej niż u kogoś innego).
Jasne, można powiedzieć, że patrzymy na ekspresję pacjenta i na tej bazie wiemy, co podawać. Pośrednio jest to prawda. Ale naprawdę trudno wykonać tego typu zabieg, aby nie zrobić z twarzy sztucznej maski. Na pewno nie można go robić z automatu, tylko dlatego, że jest na to moda. Priorytetem jest zachowanie naturalności twarzy. Trzeba więc umieć przewidzieć efekt, jaki wywołamy podaniem toksyny, i wiedzieć, u kogo taki zabieg ma uzasadnienie, a u kogo nie.

Przykładowo: ktoś ma duże mięśnie żwaczy, ale nie cierpi na bruksizm. Podać toksynę czy nie? Modny slogan mówi: „podać, bo to wyszczupli twarz”. Pacjent ulega takim namowom, a potem jest załamany, bo żwacze się wprawdzie wyszczupliły, ale za to pojawiły się chomiki.

Zapomina się o tym, że wskutek zabiegu coś się zmienia, coś się przesuwa i na różne osoby ten zabieg może zadziałać skrajnie różnie.
Dlatego zawsze trzeba spojrzeć na pacjenta indywidualnie: jaki ma realny problem i czy jest sens robić u niego full face, czy wręcz mu się nie pogorszy przez pojawienie się niepożądanego efektu. Tak naprawdę, wskazania do pełnego full face występują rzadko. Prędzej mogą się zdarzyć sytuacje, że warto podać toksynę nie tylko w górną część twarzy, ale też niżej – jednak nie po całości, lecz w dokładnie przemyślany sposób, dopasowany do pacjenta.

5. Toksyna botulinowa w dolną część twarzy

Toksyna botulinowa w dolnej części twarzy podawana jest najczęściej w trzech wskazaniach: do unoszenia kącików ust, do unoszenia chomików oraz do likwidacji zmarszczek na brodzie (tzw. broda brukowa).

Na brodę jest to bardzo dobry zabieg i zdecydowanie warto go wykonać przy tego typu zmarszczkach. Trzeba wiedzieć oczywiście, gdzie dokładnie podać preparat, aby nie spowodować dziwnej asymetrii i nieprawidłowej pracy mięśni, ale sam zabieg nie należy do trudnych.

Uniesienie kącików ust może dać spektakularny efekt, ale z zastrzeżeniem, że głównie u młodych osób. Są osoby, które mają taką anatomię, że ich kąciki ust naturalnie lekko opadają.

Podanie takiej osobie toksyny (uwaga, trzeba to zrobić bardzo umiejętnie) może wręcz odmienić wyraz twarzy.

Zabieg sprawdza się najlepiej u osób do 40. roku życia. I oczywiście trzeba pamiętać, że tak jak w przypadku innych zabiegów z toksyną botulinową, jest to efekt na chwilę – czyli powiedzmy na 4-5 miesięcy – i potem procedurę trzeba powtarzać.
Jeśli pacjent jest starszy, przykładowo mamy do czynienia z osobą 60+ z opadniętymi kącikami ust, to toksyną nie zdziałamy cudów. Tutaj problem nie leży już w samej sile mięśni, tylko w wiotkości i opadaniu tkanek miękkich spowodowanych procesami starzenia. W takiej sytuacji toksyna zastosowana solo nie da super efektów; inne metody będą skuteczniejsze.

Podobnie jest w przypadku chomików. U młodej osoby efekt byłby super, z tym że młoda osoba rzadko ma problem z chomikami. Powiedzmy jednak, że ktoś ma tzw. „młode chomiki” (w wieku 40-50 lat) – mądre podanie toksyny potrafi ładnie je unieść. I tutaj to samo zastrzeżenie, co wcześniej: jest to działanie objawowe, a nie przyczynowe. Zabieg trzeba powtarzać co kilka miesięcy, a po paru latach jego skuteczność spada, gdyż dochodzą nieuchronne zmiany wynikające ze starzenia szkieletu twarzy i wiotkości skóry. Trzeba też doskonale wiedzieć, gdzie podać preparat, bo inaczej efekt będzie odwrotny do zaplanowanego.

6. Lip flip – wywinięte usta

Lip flip to zabieg polegający na podaniu toksyny botulinowej w mięsień okrężny ust, tuż nad czerwienią wargową górnej wargi. Z założenia osłabienie tego mięśnia ma spowodować wywinięcie się i uniesienie górnej wargi, co ją optycznie powiększa.
Uważam, że nie jest to zabieg pierwszego wyboru.

  • Po pierwsze – ciężko go wykonać w stu procentach precyzyjnie.
  • Po drugie – efekt utrzymuje się bardzo krótko.
  • I po trzecie – zawsze będzie to w jakiś sposób zaburzało naturalną ruchomość w tej części twarzy.

Zabiegiem osłabiamy mięsień okrężny, który odpowiada za mówienie, picie czy oblizywanie się, więc zawsze w mniejszym lub większym stopniu zaburza się funkcję życiową tego mięśnia.

7. Jak zmniejszyć dziurki w nosie, czyli toksyna botulinowa w skrzydełka nosa

Wielu osobom przeszkadzają szerokie dziurki w nosie i chciałyby je zwęzić. Nie jesteśmy w stanie trwale zwęzić skrzydełek nosa tkankowo tak, żeby te dziurki były mniejsze – pisałem nawet o tym dość dokładnie w artykule o zabiegach medycyny estetycznej korygujących nos.

Możemy jednak zrobić tak, że przy intensywnej mimice czy głębokim oddychaniu dziurki nosa nie będą się nadmiernie rozszerzać.

Uzyskujemy to właśnie przez podanie toksyny botulinowej w mięsień rozwieracz nozdrzy. Dla niektórych osób, szczególnie młodych, jest to ważny problem estetyczny i są one zachwycone efektami tego typu zabiegu.

8. Uśmiech dziąsłowy – jak go zlikwidować?

Tzw. uśmiech dziąsłowy, czyli nadmiernie wyeksponowane dziąsła przy uśmiechaniu się, bywa źródłem wielu kompleksów. Zabieg toksyną botulinową na uśmiech dziąsłowy to procedura mało inwazyjna, ale radzę bardzo uważać, zanim ktoś się na nią zdecyduje.

Toksyna jest bardzo dobrą metodą, ale tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z naprawdę mocnym uśmiechem dziąsłowym.

W przypadkach granicznych lub lekkich odradzam ten zabieg. Jeśli podamy preparat nieadekwatnie, opadnie cała warga i uśmiechając się, nie będziemy w ogóle unosić kącików ust. Wygląda to fatalnie, nieestetycznie i dziwnie – trochę tak, jakby dana osoba była po udarze.

9. Zmniejszanie porów i glass skin

Całkiem skutecznie możemy zastosować toksynę botulinową w przypadku chęci zmniejszenia widoczności porów lub ogólnego wygładzenia skóry. Szczególnie mówimy tu o młodych osobach. Podajemy wtedy preparat w mikrodawkach, ale bardzo gęsto. To sprawia, że porażamy pracę gruczołów potowych oraz łojowych – skóra staje się bardziej sucha, matowa i gładka, przypominając taflę szkła.
To jest teraz bardzo modne: glass skin.

U młodej osoby (do 30-35. roku życia) skuteczność takiego zabiegu na pory jest bardzo satysfakcjonująca.

Tylko pamiętajmy znowu, że to efekt na kilka miesięcy. Warto też mieć na uwadze, że ten specyficzny efekt mocnego zmatowienia skóry jednym pacjentom bardzo się podoba, a innym wręcz przeciwnie.

10. Toksyna botulinowa na trądzik – wspomaganie leczenia aktywnego trądziku

Toksyna botulinowa nie leczy trądziku młodzieńczego, ale możemy ją zastosować jako metodę wspomagającą – na przykład gdy pacjent z różnych powodów nie chce lub nie może brać izotretinoiny doustnej.

Możemy toksyną znacznie zmniejszyć aktywność gruczołów łojowych.

Można działać miejscowo, na przykład wykonując taki zabieg na plecach, jeśli tam występuje problem. Zabiegi trzeba oczywiście regularnie powtarzać.

11. Nietypowe zastosowanie botoksu – wypukłe blizny

Jeszcze jedno nietypowe zastosowanie, stosunkowo rzadkie, ale jak najbardziej możliwe do przeprowadzenia – to ostrzykiwanie wypukłych blizn na ciele. W określonych przypadkach podanie toksyny botulinowej w celu zmniejszenia napięcia tkankowego wokół blizny jest całkiem sensownym i pomocnym rozwiązaniem.

12. Barbie botox? Odradzam

Kiedyś pisałem na blogu o trendzie, jaki na TikToku rozpętał się po premierze filmu „Barbie”. Barbie botox polega na podaniu toksyny botulinowej w górną część mięśnia czworobocznego (kapturowego) po to, by rozluźnić barki i optycznie wydłużyć oraz wysmuklić szyję.

Generalnie odradzam ten zabieg.

Szerzej pisałem o tej modzie i płynących z niej zagrożeniach w artykule „Co to jest Barbie botox”.

13. Botoks na uniesienie pośladków

Odradzam też kategorycznie toksynę botulinową na uniesienie pośladków. To po prostu pieniądze wyrzucone w błoto. Pisałem o tym w tekście pokazującym największe ściemy i absurdy z TikToka. Objętość mięśnia pośladkowego wielkiego jest około 500 razy większa niż mięśni odpowiedzialnych za lwią zmarszczkę. Już tylko ta podstawowa wiedza anatomiczna daje wyobrażenie o tym, jak bezsensowny jest pomysł podawania toksyny botulinowej w pośladki, żeby je unieść czy poprawić kształt. Dla skuteczności zabiegu oznaczałoby to konieczność użycia gigantycznej dawki preparatu – zbyt dużej, by było to bezpieczne dla organizmu, i zdecydowanie zbyt dużej, aby to było w jakikolwiek sposób opłacalne finansowo.

14. Toksyna botulinowa na erekcję

Ciekawym i nowym pomysłem jest zastosowanie botoksu w miejscach intymnych u mężczyzn. Dość głośna w mediach była informacja o tego typu stosowaniu toksyny botulinowej przez Cristiano Ronaldo. Można ostrzykiwać toksyną mosznę w celu jej rozluźnienia i ujędrnienia (tzw. scrotox).

Ciekawszy jest jednak pomysł, by zastosować toksynę botulinową do ostrzykiwania ciał jamistych prącia w celu usprawnienia erekcji.

Pisałem dokładnie o tym mechanizmie fizjologicznym w artykule „Toksyna botulinowa zamiast viagry?”.

15. Toksyna botulinowa na nadpotliwość

Toksyna botulinowa to obiektywnie najskuteczniejszy sposób na nadpotliwość. Lata mijają, a medycyna nie wymyśliła nic lepszego. Zabieg wykonujemy najczęściej w trzech okolicach: pachy, dłonie oraz stopy. Rzadziej, ale również z powodzeniem, stosuje się likwidowanie nadpotliwości w innych miejscach: na czole, plecach czy udach. Botulina na nadpotliwość podana w pachy jest procedurą stosunkowo prostą. Preparat podaje się w znieczuleniu, a sam zabieg jest bezproblemowy i mało bolesny.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku dłoni i stóp – tam zabieg jest tak nieprzyjemny i bolesny, że pacjenci często z niego rezygnują pomimo zastosowania znieczulenia.

Przykładowo, zabieg na dłonie wymaga wykonania aż około 50 gęstych ukłuć igłą w bardzo czułe miejsca. Jakiś czas temu wymyśliłem więc na to sposób: podawanie botoksu bezigłowo, według opracowanej przeze mnie metody. Zabieg trwa dłużej, ale jest całkowicie bezbolesny.
Tyle że muszę podać jedno ważne zastrzeżenie – metoda bezigłowa nie jest aż tak skuteczna jak klasyczna igła. Mniejsza skuteczność wynika z tego, że toksyna botulinowa niepodana bezpośrednio igłą, a aplikowana przez skórę, nie jest w stanie wchłonąć się w stu procentach. Toksyna jest białkiem, a białka naturalnie przez barierę naskórkową nie przenikają.

Opracowałem jednak procedurę wykorzystującą wiedzę chemiczną, zjawiska biofizyczne i nowoczesną technologię w celu takiego zwiększenia przepuszczalności skóry, by toksyna botulinowa chociaż częściowo mogła tę barierę przekroczyć.

Skuteczność na dłonie i stopy wynosi w tym przypadku mniej więcej 40-50% w stosunku do zabiegu igłowego. Koszt preparatu i procedury pozostaje taki sam. Każdy więc musi sam zdecydować, czy zmniejszenie nadpotliwości o połowę bez bólu jest dla niego wystarczającą wartością. Można też po 2-3 tygodniach wykonać drugi zabieg bezigłowy (niestety płacąc za niego ponownie, przez co koszt robi się większy) i wówczas skuteczność wzrasta do około 70% poziomu tradycyjnego zabiegu igłą. Mimo że koszt jest większy, a skuteczność końcowa nieco mniejsza, osoby, które raz skorzystały z opcji bezigłowej ze względu na komfort, zazwyczaj pozostają jej wierne.

16. Zatrucie toksyną botulinową

Zatrucie toksyną botulinową (botulizm) w medycynie estetycznej występuje ekstremalnie rzadko. Teoretycznie jest możliwe, ale wyłącznie wtedy, gdy ktoś totalnie nie wie, co robi, jak robi i posługuje się produktami niewiadomego pochodzenia. Wykonuję zabiegi od 15 lat i nigdy mi się to nie zdarzyło.
Przyszła jednak kiedyś do mojego gabinetu pacjentka, która miała objawy botulizmu po zabiegu wykonanym w Anglii. Nie znam szczegółów – nie wiem, jaki preparat miała podany ani w jakiej ilości. Z objawów ogólnych miała osłabienie i mdłości. Odesłałem ją natychmiast na SOR, gdyż botulizm wymaga leczenia.

W profesjonalnej medycynie estetycznej stosujemy naprawdę nieduże dawki – około 20 razy mniejsze od dawek, które mogłyby wywołać jakiekolwiek zatrucie ogólnoustrojowe, więc okienko bezpieczeństwa jest bardzo szerokie.

Jeśli chodzi o zatrucie drogą pokarmową (tzw. jadem kiełbasianym) – toksyna paraliżuje wtedy m.in. mięśnie oddechowe, co jest bezpośrednim zagrożeniem życia. Źródłem toksyny może być nieprawidłowo konserwowana żywność. W takich wypadkach konieczne jest pilne podanie dożylnej antytoksyny.

17. Indycza szyja

Toksyna botulinowa jest świetnym rozwiązaniem na tzw. indyczą szyję, czyli pionowe, napięte „powrózki” na szyi, ciągnące się od żuchwy i gardła aż do obojczyków. Przy niewielkim lub umiarkowanym nasileniu problemu toksyna sprawdza się doskonale, ładnie rozluźniając te grube sznury. Niestety, efekt w tej okolicy nie utrzymuje się długo, kilka miesięcy.

18. Nowy preparat, skuteczność 9 miesięcy. Czy to możliwe?

Na koniec zostawiłem ciekawostkę. W USA zarejestrowano jakiś czas temu produkt o nazwie Daxxify – preparat, który jest promowany jako rewolucyjna toksyna trzymająca efekty przez 9 miesięcy. Jest on mocno reklamowany na świecie, więc pacjentki w Polsce już mnie o niego pytają i dowiadują się, czy jest dostępny w gabinecie. W Polsce ten preparat nie jest jeszcze zarejestrowany.

Daxxify reklamuje się jako produkt długodziałający. Pacjenci w to wierzą, więc marketing działa świetnie, a sprzedaż rośnie. Chcę to jednak skomentować z pozycji lekarza, odgraniczając czystą prawdę naukową od przekazu marketingowego.

Na rynku występują różne preparaty toksyny botulinowej. Najczęściej efekty zabiegu „trzymają” realnie około 4 do 6 miesięcy. Tutaj producent podaje, że ta „nowa” toksyna jest o tyle lepsza, że działa aż do 9 miesięcy. Czy to prawda? Moja odpowiedź brzmi: tak działa marketing, a nie sama toksyna.
Firma opublikowała na swojej stronie oficjalne dane kliniczne. Były to dwa duże badania: Sakura 1 i Sakura 2 (dostępne pod adresem: https://hcp.daxxify.com/clinical-data). Możemy tam przeanalizować m.in. dwa kluczowe wykresy. Pacjenci mieli podaną toksynę i badacze obserwowali efekty. Oczywiście była też grupa kontrolna, której podano placebo.

Firma zaprezentowała potem wykres skuteczności na bazie tego, jak lekarze oraz sami pacjenci oceniali stopień niwelowania zmarszczek. Za punkt wyjścia (maksimum) mamy 100 procent efektu, czyli maksymalne „złapanie”, a potem co miesiąc prowadzoną obserwację aż do 36. tygodnia (stąd właśnie bierze się owe 9 miesięcy w komunikatach marketingowych).
Według dokumentacji, w obu badaniach od momentu maksymalnego efektu do punktu wyjścia lub zrównania się z grupą placebo (czyli do punktu zero, gdy nie ma już absolutnie żadnego działania toksyny w tkance) minęło właśnie 36 tygodni.

Dlatego mówienie w reklamach, że ta toksyna „działa przez 9 miesięcy”, jest czystym chwytem marketingowym. Pacjent myśli, że przez 9 miesięcy będzie gładki, a to nieprawda.

Wystarczy dokładnie przeanalizować wspomniany wykres:

  • Po 4 tygodniach od podania obserwujemy maksymalne zamrożenie mimiki.
  • Po 8 tygodniach efekt jest niemal identyczny.
  • Po 12 tygodniach (3 miesiącach) część pacjentów obserwuje już delikatny, powolny spadek siły działania.
  • Po 16 tygodniach – już praktycznie wszyscy pacjenci zauważają powrót lekkiej mimiki.
  • Między 20. a 24. tygodniem (czyli standardowe 5-6 miesięcy) efekt spada o ponad połowę, a potem linia na wykresie gwałtownie leci w dół.

Jeśli więc przyjrzymy się tym wykresom bez emocji, to potwierdzają one dokładnie to, co możemy powiedzieć o działaniu większości znanych nam od lat toksyn na rynku. A to, że około 5 procent badanych deklaruje, że u nich toksyna utrzymała się pełne 9 miesięcy? Cóż, stosując u siebie w gabinecie standardowe, sprawdzone preparaty, też zawsze mam pojedyncze pacjentki, u których botoks trzyma wyjątkowo długo i zgłaszają się na zabieg zaledwie raz w roku. Taka uroda ich metabolizmu.

Ciekawe w tym badaniu klinicznym jest też to, że według oceny lekarzy efekt badawczy zawsze prezentował się statystycznie lepiej niż w subiektywnej ocenie samych pacjentów.
Mogę tak swobodnie i otwarcie pisać o tym leku, używając jego nazwy handlowej, ponieważ nie jest on jeszcze oficjalnie zarejestrowany i sprzedawany w Polsce. Dodam też na koniec, że nie studiowałem całych wielostronicowych opisów badań, a skupiłem się na analizie samych wykresów odpowiedzi tkankowej. Do rzetelnej, lekarskiej interpretacji faktów to w zupełności wystarczy, by stwierdzić, że nie mamy do czynienia z preparatem, który magicznie u wszystkich trzyma efekt przez 9 miesięcy. To po prostu sprytny chwyt marketingowy.

Różnice w długości utrzymywania się botoksu u pacjentów – jak pokazuje moje wieloletnie doświadczenie gabinetowe – wynikają przede wszystkim z indywidualnego stylu życia, metabolizmu czy uprawiania sportu, a nie z rewolucyjnych różnic w samych produktach.

Podsumowanie – toksyna botulinowa

Toksyna botulinowa to bezpieczny i skuteczny preparat rozluźniający mięśnie, stosowany w medycynie estetycznej głównie do redukcji zmarszczek mimicznych górnej części twarzy oraz leczenia nadpotliwości. Choć na rynku pojawiają się trendy takie jak botoks full face, lip flip czy obietnice nowych, 9-miesięcznych preparatów, ich realna skuteczność często ustępuje tradycyjnym, precyzyjnym zabiegom i zależy od anatomii pacjenta. Standardowy efekt wygładzenia skóry utrzymuje się zazwyczaj od 4 do 6 miesięcy, a kluczem do bezpieczeństwa procedury jest stosowanie wyłącznie legalnych, certyfikowanych produktów przez doświadczonego lekarza.

FAQ – toksyna botulinowa, dodatkowe pytania o zabieg:

1. Ile czasu utrzymuje się efekt po zabiegu z użyciem botoksu?

Standardowy efekt wygładzenia zmarszczek utrzymuje się zazwyczaj od 4 do 6 miesięcy. Czas ten zależy od indywidualnego metabolizmu pacjenta, głębokości zmarszczek oraz stylu życia, na przykład regularnego uprawiania sportu czy korzystania z sauny. Po tym okresie przewodnictwo nerwowo-mięśniowe stopniowo wraca do normy i zabieg należy powtórzyć.

2. Jakie są główne zalecenia po zabiegu botoksu (czego nie wolno robić)?

Przez co najmniej 4 godziny po zabiegu nie należy się schylać ani kłaść, aby uniknąć przemieszczenia się preparatu. Przez pierwszych kilka dni konieczne jest unikanie intensywnego wysiłku fizycznego, masowania miejsc wkłucia oraz rozgrzewania ciała w saunie czy na słońcu. Należy również zrezygnować ze spożywania alkoholu w dobie pozabiegowej.

3. Kiedy widać pierwsze efekty po podaniu toksyny botulinowej?

Pierwsze delikatne rezultaty rozluźnienia mięśni zaczynają być widoczne po około 2-3 dniach od aplikacji. Na pełen, ostateczny efekt wygładzenia skóry należy jednak poczekać od 10 do 14 dni.

4. Czy zabieg z użyciem botoksu boli i czy stosuje się znieczulenie?

Zabieg jest mało bolesny i większość pacjentów opisuje go jako delikatne uszczypnięcia, ponieważ stosuje się do niego bardzo cienkie igły. Z tego względu zazwyczaj nie ma potrzeby stosowania znieczulenia miejscowego. Wyjątek stanowią wrażliwe obszary, takie jak dłonie czy stopy przy leczeniu nadpotliwości, gdzie skórę znieczula się specjalnym kremem.

5. Jakie są najważniejsze przeciwwskazania do wykonania botoksu?

Do bezwzględnych przeciwwskazań należą ciąża oraz okres karmienia piersią. Zabiegu nie można wykonać również w przypadku chorób neuromięśniowych (np. miastenia), aktywnych infekcji skórnych w miejscu planowanego podania oraz uczulenia na albuminę ludzką. Przeszkodą jest także stosowanie niektórych leków, głównie antybiotyków z grupy aminoglikozydów.

O ekspercie

Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad