Marek Wasiluk
 

Botoks, który wysusza skórę i inne absurdy z TikToka

Kiedy trafiam w social mediach na jakąś wyjątkową głupotę, zapisuję ją sobie. Większość takich perełek pochodzi z TikToka i moja lista jest już naprawdę długa – z samego ostatniego miesiąca mam kilkadziesiąt przykładów. Po selekcji wybrałem dziś cztery.

1. „Komórki przebarwień”, czyli dlaczego terminologia ma znaczenie

Jedna z lekarek w filmie o przebarwieniach używa sformułowania „komórki przebarwień”. Zakładam, że to przejęzyczenie, bo aż takiej niewiedzy po lekarzu jednak bym się nie spodziewał. Jeśli rzeczywiście było to przejęzyczenie, to świadczy ono również o czymś innym – że autorka nie odsłuchuje materiałów, które publikuje.
Niezależnie jednak od źródła tej pomyłki warto wyjaśnić: istnieją melanocyty, czyli komórki produkujące barwnik.

Nie istnieje natomiast coś takiego jak „komórki przebarwień”.

Nieprawidłowe jest więc tłumaczenie, że przebarwienia są spowodowane „komórkami przebarwień”, ponieważ przebarwienia wynikają z obecności barwnika, a dokładniej: jego nadmiaru albo nieprawidłowej dystrybucji w skórze (innymi słowy: barwnika jest albo za dużo, albo znajduje się w niewłaściwym miejscu).
Niby drobiazg językowy, ale właśnie z takich drobiazgów buduje się później pseudomedyczna narracja.

2. Botoks, który „wysusza mięśnie”

W jednym z filmów kosmetolog bardzo poważnym tonem wypowiada się o toksynie botulinowej i mówi między innymi, że „botoks wysusza mięśnie”. Jak? W jaki sposób? Jakim mechanizmem? Mam przed oczami obraz jaskiniowca, który zabija mamuta, kroi mięso na paski i suszy je nad ogniem, żeby je zakonserwować.
To nie wyglądało na przejęzyczenie, bo sformułowanie zostało użyte w charakterze ostrzeżenia. Cały film był utrzymany w stylistyce: „ekspert ostrzega”. I oczywiście część widzów się na to nabierze. Natomiast ktoś, kto rzeczywiście zna temat, od razu widzi, że autor próbuje brzmieć mądrzej, niż jest w rzeczywistości, i bezrefleksyjnie powtarza zasłyszane hasła.

Nie istnieje bowiem żaden mechanizm działania toksyny botulinowej, który można byłoby opisać jako „wysuszanie mięśni”.

Botulina blokuje przewodnictwo nerwowo-mięśniowe i osłabia aktywność mięśnia. Natomiast nie wpływa na gospodarkę wodną mięśni, nie prowadzi do ich „odwodnienia”, bo po prostu nie taki jest mechanizm jej działania.
Mamy więc wiedzę na poziomie jaskiniowca, podaną w nowoczesnej formie filmiku na TikToku.

3. „Skórę trzeba przygotować do lasera”. Tylko jak?

Obejrzałem film, w którym ktoś opowiadał, że przed zabiegiem laserem frakcyjnym warto „przygotować skórę”, aby lepiej odpowiadała na zabieg. Problem polega na tym, że autor filmu kompletnie pomylił pojęcia.
Mechanizm działania lasera frakcyjnego polega na kontrolowanym wywołaniu urazu po to, aby pobudzić komórki do regeneracji i aktywności. Sam pomysł przygotowania skóry tak, aby komórki lepiej reagowały na działanie lasera, jest więc sensowny. Dobrą metodą jest podanie osocza bogatopłytkowego. Komórki stają się wtedy bardziej aktywne i silniej reagują na bodziec laserowy.
Ale nie o takim przygotowaniu mówi autor filmiku. Tutaj ktoś wymyślił, że najlepszym sposobem przygotowania skóry do lasera jest nawodnienie organizmu, co wynika z tego, że woda jest chromoforem dla lasera. I że nie należy tego robić przez zabiegi nawilżające naskórek (bo wówczas laser zadziała płycej), tylko przez picie wody, bo wtedy nawilży się skóra własciwa i laser zadziała głębiej.

Brzmi bardzo naukowo. Problem w tym, że cała konstrukcja tego wywodu jest nielogiczna.

Zacznijmy od „nawilżania naskórka”. Po pierwsze: naskórek ma około 0,2 mm grubości. Jest bardzo cienką warstwą. Istotne „napęcznienie” naskórka w praktyce jest po prostu nierealne. Jeśli ktoś chce ugotować fasolę, zostawia ją na noc w wodzie i rzeczywiście ona pęcznieje. Natomiast nie znam żadnej techniki, która sprawiałaby, że naskórek zacznie nagle dramatycznie zwiększać swoją objętość pod wpływem zabiegu. Tymczasem autor filmiku opowiada o „nawilżaniu naskórka” tak, jakby była to standardowa praktyka. Ale nawet gdybyśmy magicznie zamienili naskórek w hydrożel, to nadal mówimy o warstwie mającej około 0,2 mm, podczas gdy laser frakcyjny CO2 penetruje znacznie głębiej, do skóry właściwej. Zmiana uwodnienia tak cienkiej warstwy nie miałaby praktycznie żadnego klinicznego znaczenia dla głębokości działania lasera.
Dalej też jest ciekawie, bo druga część wypowiedzi całkowicie przeczy pierwszej.

Najpierw słyszymy, że nie wolno zwiększać ilości wody w naskórku, bo laser zatrzyma się płycej na wodzie będącej chromoforem. Ale chwilę później dowiadujemy się, że wypicie wody spowoduje nawodnienie skóry właściwej i głębszą penetrację lasera.

Tylko dlaczego? Jeśli trzymamy się tej samej logiki, to większa ilość wody w skórze właściwej również powinna zatrzymywać energię lasera wcześniej/wyżej/płycej, już w wyższej, bardziej zewnętrznej warstwie skóry właściwej, a nie pomagać jej penetrować głębiej. A chcemy, żeby laser penetrował w skórze właściwej jak najgłębiej. Czyli według autora filmu, woda w naskórku „odpycha” laser, ale woda w skórze właściwej już go „przyciąga”. To po prostu nie ma sensu.
Cała wypowiedź jest nielogiczna. Wypicie dodatkowej szklanki wody przed zabiegiem laserowym nie sprawi, że laser zacznie penetrować skórę głębiej.

4. „Stopniowe zamykanie naczynek”

Kolejna perełka dotyczy zamykania naczynek. W jednym z filmów ekspert tłumaczył, że aby zamknąć naczynko, potrzeba kilku zabiegów, ponieważ „naczynko trzeba podgrzewać stopniowo i etapowo”. Dodał również, że liczba zabiegów zależy od wytrzymałości pacjenta.
Rzeczywiscie zamykanie naczynek często wymaga kilku zabiegów. Ale z zupełnie innego powodu niż ten podany w filmie. A tłumaczenie o „stopniowym podgrzewaniu” pokazuje kompletny brak zrozumienia mechanizmu działania zabiegu.
W tym filmie jest wiele sprzeczności. Po pierwsze: jeśli zabieg wykonuje się z założenia etapowo, to co ma do tego wytrzymałość pacjenta? Zabiegi zamykania naczynek są nieprzyjemne. Ich bolesność zależy od technologii, wielkości plamki zabiegowej i średnicy naczynka. Ale wytrzymałość pacjetna nie ma żadnego związku z liczbą zabiegów. Energia po prostu musi być wystarczająca, aby zamknąć naczynko.
Żeby skutecznie zamknąć naczynko, trzeba doprowadzić do uszkodzenia jego ściany i krwi znajdującej się w jego wnętrzu. Mówiąc wprost – trzeba je odpowiednio „poparzyć” energią lasera. Nie działa to tak, że jeśli pacjent gorzej znosi ból, ustawimy bardzo słabe parametry i każemy mu przyjść pięć razy więcej. To trochę jak z chwastem mającym kilka łodyg. Jeśli dziś urwę jedną, za tydzień drugą, a potem trzecią, to chwast nadal będzie odrastał. Żeby go skutecznie usunąć, trzeba wyrwać go od razu z korzeniem.

Tak samo jest z naczynkiem – trzeba je zamknąć skutecznie podczas zabiegu, a nie „podgrzewać etapami”.

Komfort pacjenta jest oczywiście bardzo ważny i można go poprawiać chłodzeniem czy znieczuleniem (miejscowym lub doustynnym). Natomiast obniżanie parametrów kosztem skuteczności prowadzi po prostu do nieskutecznego leczenia.
Najbardziej absurdalna część filmu dotyczy właśnie potrzeby stopniowego podgrzewania naczynka. Logika musiałaby wyglądać mniej więcej tak: pierwszy zabieg podgrzewa naczynko z 36,6°C do 45°C, drugi z 45°C do 55°C, trzeci do 60°C, itd. Tylko że tkanki człowieka nie są… termosem. Temperatura po zabiegu wraca do normy. Nie istnieje mechanizm „magazynowania” ciepła między kolejnymi wizytami.
Co więcej, jeśli chcemy zamknąć naczynko bez powodowania blizny, musimy działać bardzo szybko i selektywnie. Energia ma zostać skoncentrowana w obrębie naczynka, a nie rozlać się na tkanki wokół. Dlatego właśnie naczynka zamyka się gwałtownym, krótkim impulsem energii.

Temperatura musi być na tyle wysoka, aby doszło do poparzenia na całej grubości naczynka, na ściance powierzchnownej, w środku i na ściance przeciwległej.

W dodatku krew cały czas przepływa przez naczynia i działa jak układ chłodzenia organizmu. Jeśli energia będzie podawana zbyt wolno albo zbyt słabo, krew zwyczajnie odprowadzi ciepło. Celem zabiegu jest więc dostarczenie odpowiednio dużej ilości energii w bardzo krótkim czasie – tak, aby zdążyć doprowadzić do powstania skrzepu i zamknięcia naczynka, zanim przepływająca krew je schłodzi. To dzieje się w ułamkach sekund. Gdybyśmy działali zbyt słabo, wywołalibyśmy co najwyżej gorączkę. Gdybyśmy działali zbyt mocno i nieselektywnie – skończyłoby się poparzeniem skóry.

Na dziś tylko cztery absurdy z internetu, choć moja lista jest znacznie dłuższa. Cały czas chętnie przyjmuję też zgłoszenia od obserwatorów.
Komentuję te przykłady nie dlatego, żeby kogokolwiek personalnie atakować, ale dlatego, że internet coraz częściej produkuje „ekspertów”, którzy jedynie powtarzają zasłyszane hasła, nie rozumiejąc mechanizmów, o których mówią. A im bardziej coś brzmi „naukowo”, tym łatwiej bywa sprzedawane jako prawda.

Inne artykuły na podobny temat:

O ekspercie

Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.

 

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad