Nici w medycynie estetycznej cały czas pozostają tematem bardzo popularnym.
Wiele osób słyszało o nich lub miało wykonywane zabiegi z ich wykorzystaniem.
W mediach oraz ofertach gabinetów przewijają się nazwy: nici PDO, nici liftingujące, nici z haczykami, nici mono, nici stymulujące, nici na twarz czy nici pod oczy.
Co stoi za ich popularnością? Czy nici są rzeczywiście skuteczne i bezpieczne?
W kilku artykułach chcę uporządkować wiedzę na ten temat.
Na początek omówię ogólne informacje dotyczące rynku nici w medycynie estetycznej oraz powody, dla których trend ten utrzymuje się od wielu lat.
Nici w medycynie estetycznej – rodzaje, historia i popularność
Nici liftingujące i nici mono – podstawowy podział
Nici stosowane w medycynie estetycznej można podzielić na dwie podstawowe grupy.
Kryterium podziału stanowi sposób ich działania.
1. Nici stymulujące (mono)
Pierwszą grupę stanowią nici stymulujące, powszechnie określane jako nici mono.
Ich zadaniem jest pobudzanie skóry do produkcji kolagenu.
Po umieszczeniu w tkance działają podobnie do biostymulatorów.
Stanowią ciało obce, które delikatnie podrażnia tkanki, pobudza procesy regeneracyjne i w efekcie prowadzi do pogrubienia skóry.
2. Nici liftingujące (haczykowe)
Drugą grupę stanowią nici liftingujące.
Wyposażone są w haczyki lub stożki, dzięki którym mogą zakotwiczyć się w tkankach i mechanicznie unosić skórę.
Złote nici i pierwsza generacja nici liftingujących
Kiedy wprowadziłem nici do swojej praktyki w 2013 roku, byłem nimi bardzo zainteresowany.
Entuzjazm jednak szybko minął i obecnie stosuję je bardzo rzadko.
Były to nici, które określałem mianem drugiej generacji.
W rzeczywistości historia nici w medycynie estetycznej rozpoczęła się znacznie wcześniej.
1. Złote nici
Pierwszym rozwiązaniem były złote nici.
Nie były wykonane w całości ze złota, lecz bazowały na tym materiale.
Był to produkt ekskluzywny, ale o niewielkiej skuteczności.
Idea polegała na umieszczeniu pod skórą kilku długich nici, które przez wiele lat miały pobudzać tkanki.
Problem polegał jednak na tym, że pojedyncza nić działa wyłącznie w swoim najbliższym otoczeniu.
Nić umieszczona w okolicy ucha nie pobudzi tkanek znajdujących się przy nosie.
Dlatego możliwości tej metody od początku były ograniczone.
Można to porównać do podgrzewania lodu palnikiem tylko z jednej strony – druga część pozostanie zimna i się nie roztopi.
2. Chirurgiczne nici liftingujące
Kolejnym etapem rozwoju były nici haczykowe.
Poszukiwano wtedy alternatywy dla chirurgicznego liftingu twarzy.
Początkowo zabiegi wykonywali wyłącznie chirurdzy plastyczni.
Założenie było bardzo dobre – zakotwiczyć nić w tkance i unieść opadającą skórę.
Z czasem zaczęły jednak pojawiać się problemy.
Po kilku latach haczyki i stożki zaczynały być widoczne pod skórą.
Nić stopniowo przemieszczała się w tkankach, powodując powstawanie charakterystycznych mikrowypukłości.
Z tego powodu, mimo skuteczności liftingu, metoda została w dużej mierze porzucona.
Po pewnym czasie nastąpiła przerwa w rozwoju tej technologii.
Dopiero około 2012 roku pojawiły się nici nowej, drugiej generacji.
Nici PDO nowej generacji
Dokładnie dziesięć lat temu pojechałem do Hiszpanii na szkolenie dotyczące nici PDO.
To właśnie stamtąd przywiozłem do Polski ideę nici nowej generacji.
Prawdopodobnie byłem pierwszym lekarzem w kraju wykonującym tego typu zabiegi.
Później uczestniczyłem również w kolejnych szkoleniach w Korei, tym razem poświęconych niciom haczykowym.
Cała ta historia nauczyła mnie bardzo wiele – nie tylko o samych niciach, ale również o marketingu.
Był to chyba pierwszy i na szczęście jedyny raz, kiedy tak bardzo uwierzyłem w przekaz marketingowy dotyczący nowej technologii.
Przez pewien czas byłem dużym entuzjastą zarówno nici stymulujących, jak i haczykowych.
Stosunkowo szybko jednak wycofałem się z ich szerokiego stosowania.
Dzisiaj wykorzystuję nici jedynie w wybranych przypadkach.
O tym, dlaczego tak się stało i kiedy rzeczywiście po nie sięgam, napiszę w kolejnym artykule.
Wśród nici drugiej generacji pojawiło się wiele różnych rozwiązań. Były zarówno nici biostymulujące, jak i liftingujące. Początkowo dominowały nici PDO, później pojawiły się nici na bazie kwasu polimlekowego, a następnie polikaprolaktonu. Równocześnie udoskonalano nici haczykowe – ich zakotwiczenia stały się delikatniejsze, a czas utrzymywania w tkankach krótszy, aby ograniczyć ryzyko prześwitywania przez skórę.
Nici nowej generacji wykonywane są z materiałów rozpuszczalnych.
Nie pozostają więc długo w tkankach, co ma zarówno zalety, jak i wady.
Początkowo zabiegi z ich wykorzystaniem były bardzo ekskluzywne.
Z czasem jednak mocno się rozpowszechniły, szczególnie zabiegi z użyciem nici mono.
Nici w medycynie estetycznej – bardzo dobry biznes
Podobnie jak wiele innych produktów w medycynie estetycznej, nici przeszły okres dynamicznego wzrostu popularności, a następnie stopniowego spadku zainteresowania.
Jest to naturalny cykl pojawiający się przy większości nowych technologii.
Na początku pojawia się zachwyt nowością.
Później zainteresowanie maleje, kiedy okazuje się, że efekty nie są aż tak spektakularne, jak początkowo obiecywano.
Mimo to nici pozostają obecne na rynku już od ponad dziesięciu lat.
Ich popularność jest stale podtrzymywana poprzez wprowadzanie kolejnych odmian, nowych wskazań oraz rozszerzanie miejsc wykonywania zabiegów.
Pojawiają się między innymi nici supełkowe, rozczapierzone czy kolejne modyfikacje znanych wcześniej konstrukcji.
Proponuje się także coraz bardziej nietypowe wskazania do ich stosowania, takie jak nici na lwią zmarszczkę.
Rozszerza się również grono osób wykonujących zabiegi.
Obecnie można spotkać je także poza gabinetami lekarskimi.
Na niciach bardzo dobrze zarabiają zarówno producenci, jak i osoby wykonujące zabiegi. Produkcja jest stosunkowo prosta, a koszt materiału niewielki, dzięki czemu marże są bardzo wysokie.
Największym producentem nici pozostaje Korea Południowa.
Nawet produkty reklamowane jako europejskie często pochodzą właśnie z tamtego rynku i sprzedawane są jedynie pod inną marką.
W przypadku nici mono sam proces produkcji jest stosunkowo prosty – wystarczy odpowiedni materiał, sterylizacja oraz pakowanie.
Duża rentowność całego procesu jest jednym z głównych powodów, dla których rynek nici rozwija się do dziś.
Krawiec szyje najlepiej?
Jestem zaskoczony, że nici wciąż pozostają tak popularnym zabiegiem.
Jednym z powodów jest systematyczne poszerzanie grona osób wykonujących tego typu procedury.
Dotyczy to przede wszystkim nici mono o działaniu biostymulującym.
Moim zdaniem odbywa się to według mocno wypaczonego schematu.
Można byłoby ironicznie powiedzieć, że skoro największe doświadczenie w pracy z nićmi mają krawcy, to właśnie oni powinni wykonywać takie zabiegi.
Oczywiście jest to jedynie metafora.
W praktyce widziałem jednak ogłoszenia dotyczące wykonywania zabiegów z użyciem nici nawet przez trenerów personalnych.
Jeszcze niedawno zajmowali się oni wyłącznie aktywnością fizyczną.
Później doszło doradztwo żywieniowe, następnie rozwój osobisty, a obecnie także zabiegi estetyczne.
Nici są łatwo dostępne, dlatego pojawiła się również moda na samodzielne wykonywanie zabiegów. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy obejrzeć film instruktażowy w internecie, wbić igłę w skórę i wyciągnąć nić.
Tak wygląda obecnie nie tylko rynek nici, ale również wielu innych zabiegów estetycznych.
Nie wymaga to dodatkowego komentarza.
To po prostu bardzo niebezpieczne i świadczy o całkowitym braku wyobraźni.
Foxy eyes i kolejne zastosowania nici
Kolejnym sposobem na utrzymanie popularności nici jest nieustanne poszerzanie wskazań do ich stosowania.
Nici mono wykorzystuje się już praktycznie wszędzie – między innymi w okolicy lwiej zmarszczki czy rozstępów.
Początkowo wykonywano zabiegi głównie na twarzy.
Później pojawiły się zastosowania na piersiach, biuście oraz w ginekologii estetycznej, gdzie nici wykorzystuje się do zmniejszania wejścia do pochwy.
Dużą popularność zdobyło również unoszenie brwi za pomocą nici haczykowych w celu uzyskania efektu tzw. foxy eyes. Dzięki temu producenci i gabinety zyskali nie tylko nowe wskazanie do zabiegu, ale również nową grupę odbiorców – osoby młode. W mojej ocenie wiele z tych nowych zastosowań nie tylko nie daje oczekiwanych efektów, ale bywa również niebezpiecznych.
Pomysłów na kolejne rodzaje nici i nowe wskazania stale przybywa.
Mimo mojego zaskoczenia wciąż znajdują się osoby zainteresowane tego typu zabiegami.
Uważam jednak, że moda na nici prędzej czy później wygaśnie.
Głównym powodem będzie ich skuteczność, która w wielu przypadkach okazuje się nieadekwatna do ceny zabiegu.
Wpływ mogą mieć również zmiany dotyczące certyfikacji wyrobów medycznych.
Produkcja nici może stać się mniej opłacalna dla małych firm, ponieważ wzrosną koszty związane z procesami certyfikacyjnymi.
Duże firmy prawdopodobnie pozostaną na rynku.
Nadal będą też dostępne produkty bez odpowiednich certyfikatów.
Podsumowanie
Dla mnie najważniejszym argumentem przemawiającym przeciwko rutynowemu stosowaniu nici pozostaje ich niewielka skuteczność.
Dlaczego tak uważam oraz w jakich sytuacjach mimo wszystko wykorzystuję nici w swojej praktyce, opiszę szczegółowo w kolejnym artykule.
Najważniejsze informacje
- Nici dzielą się na stymulujące (mono) oraz liftingujące (haczykowe).
- Pierwszą generację stanowiły złote nici oraz klasyczne nici chirurgiczne.
- Nici PDO drugiej generacji szybko zdobyły popularność, jednak ich skuteczność okazała się ograniczona.
- Popularność zabiegów wynika nie tylko z efektów, ale również z intensywnego marketingu i wysokiej rentowności rynku.
- W mojej ocenie skuteczność wielu zabiegów z wykorzystaniem nici jest niewspółmierna do ich ceny.
Powiązane artykuły
- Nici na lwią zmarszczkę – powikłanie.
- Powikłania po zabiegach medycyny estetycznej.
- Kwas polimlekowy – działanie i zastosowanie.
- Biostymulatory tkankowe – kiedy mają sens?
- Lifting twarzy – dostępne metody.



