Marek Wasiluk
 

Sezon na nietypowe powikłania w medycynie estetycznej

Ogłaszam sezon na nietypowe powikłania. Szkoda jedynie, że ten sezon będzie trwał kilka lat. Niestety.

Powikłania są czymś nieodłącznie związanym z medycyną estetyczną, podobnie jak z każdą inną procedurą medyczną. Dużo piszę o tym na blogu, bo specjalizuję się w leczeniu powikłań od ponad dziesięciu lat. Dużo osób trafia więc do mojej kliniki – z tymi mniej, i z tymi bardziej uciążliwymi problemami. Mam wypracowane własne metody, ale też dużo obserwacji na temat zmian rodzajów powikłań, które układają się w pewne trendy.

Powikłania wynikające ze złej techniki

Przez pierwsze lata mojego zajmowania się powikłaniami większość z nich związana była z techniką zabiegową. Częściej za problem odpowiadał źle podany preparat niż sam produkt.

Drugim typem problemów były wtedy powikłania po zabiegach wykorzystujących urządzenia, takie jak lasery, RF czy HIFU, które były słabej jakości, często bez certyfikatów.

Potem trendy zaczęły się zmieniać. Powikłania po urządzeniach występują tak samo często (i nie jest to jakiś duży odsetek wszystkich przypadków, choć częściej wynikają z niewiedzy osoby wykonującej, lub ciągle z powodu słabej jakości sprzętu), natomiast zmienił się profil powikłań, jeśli chodzi o preparaty.

Zaczęły przeważać te związane nie z techniką podawania, lecz z samym produktem (niskiej jakości, podróbka, brak certyfikatu) i z tym, że pacjent źle na niego zareagował (z różnych powodów, między innymi dlatego, że nie powinien mieć zastosowanego danego preparatu).

Zobacz też:
Powikłania po hydroksyapatycie wapnia oraz powikłania po stymulatorach

Sezon na nietypowe powikłania

Ostatnio jednak nastąpiła kolejna zmiana. Nowy sezon to powikłania bardziej nietypowe. Tak jakby kilka miesięcy temu została otworzona puszka Pandory z powikłaniami pojawiającymi się nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo po czym (w pewnym sensie). Od razu jednak zaznaczę, że to nie znaczy, że nie wiadomo, jaki zabieg miał zrobiony pacjent, czy że coś z pacjentem jest nie tak.

Źródła upatruję w trwającej od kilku lat modzie na stymulatory tkankowe.

To cała masa produktów, bo nagle wszystko stało się „stymulatorem”, co więcej bardzo silnie promowana, a co najgorsze, bardzo często w ten wielki marketingowo wypromowany worek stymulatorów wpadają skrajnie różne produkty, o różnym profilu bezpieczeństwa, różnym protokole stosowania (u kogo, jaką techniką, jak często) i utrzymujące się bardzo różnie w tkance – czasem kilka dni, czasem kilka lat.

Taka ciekawostka – także kwas hialuronowy, który przez 20 lat był promowany jako wypełniacz albo po prostu kwas hialuronowy, raptem w wielu miejscach zaczął być sprzedawany pod płaszczykiem stymulatora tkankowego.

Do tego dochodzą różne wersje preparatów z kolagenem (świński, z jedwabników, tropokolagen), polinukleotydy, oligopeptydy, stymulatory objętościowe (kwas polimlekowy, hydroksyapatyt, polikaprolakton), itd. Preparatów jest mnóstwo – lepszych i gorszych. To wszystko funkcjonuje marektingowo i w social mediach w ramach stymulatorów tkankowych, co jest jedną nazwą dla produktów działających w bardzo odmienny sposób. I to powoduje problemy.

Polecam:
Powikłania na dekolcie po stymulatorze tkankowym

Atrakcyjna filozofia i wielki miszmasz

Za stymulatorami stoi atrakcyjna filozofia: pobudzamy komórki do aktywności, dzięki czemu tworzy się więcej kolagenu, elastyny, endogennego kwasu hialuronowego. Ale skuteczność stymulacji większości z nich nie jest zbyt duża, wymagają seryjności i regularności zabiegów. Pacjenci zostali do tej regularności przekonani i zaczęli ją traktować niemal jak nawyk codziennego mycia zębów. Zachęcani są postami i filmami w mediach społecznościowych, które pokazują, jak po zabiegu skóra się poprawia i jest napięta.

Tyle tylko, że to „napięcie” często jest pozabiegowym obrzękiem lub stanem zapalnym po wkłuciach, a nie faktyczną poprawą jakości skóry. Jednak pacjenci chętnie i łatwo wierzą w to, co zobaczą w internecie.

Chodzą więc na zabiegi stymulatorami albo do tych samych miejsc, albo je zmieniają, a tam panuje moda raz na jeden preparat, raz na inny. Robi się to, co jest aktualnie na topie. Pacjenci wydają duże pieniądze, czasem są zadowoleni, czasem nie, ale jedno jest pewne: fundują sobie w tkankach totalny miszmasz. Bo jak wspomniałem, niektóre stymulatory utrzymują się krótko, drugie dłużej, co więcej, ten czas utrzymywania bardzo zależy indywidualnie od danego organizmu.

Jak z tego wyjdzie zupa?

Najłatwiej mi to porównać do gotowania zupy. Ktoś postanawia ugotować sobie zupę pieczarkową. Gotuje wywar, wrzuca marchewkę, pietruszkę, kawałek selera, pora, ziemniaki i pieczarki. Ale podchodzi ktoś inny, widzi, że jakaś zupa się gotuje, i dorzuca brukselkę mówiąc, że ona jest konieczna. Potem ktoś kolejny wlewa sos pomidorowy. Ktoś doda soli, ktoś śmietanę (bo wiadomo, że jak zupa, to pasuje do niej śmietana), a ktoś inny – sos sojowy (bo według niego wiadomo, że jak zupa, być może chińska, to jeszcze można dodać przyprawę pięciu smaków), a kolejny wrzuca buraki, jeszcze inny zakwas do żurku.
I jaka zupa z tego wyjdzie? Pieczarkowa? Pomidorowa? Chińska? Barszcz? Nie. Wyjdzie zupa niezjadliwa.

Wracając do stymulatorów: te preparaty kumulują się w tkankach jak przypadkowe produkty i przyprawy w zupie. Zostaje tam po nich ślad. A efekty dla tkanki mogą być „niezjadliwe”.

I coraz częściej tak się dzieje. I ta niezjadliwość to nie zawsze jest powikłanie, to często przewlekły obrzęk, zwłóknienia, „sztywność” tkanki.

Jak długo utrzymuje się preparat w skórze? Nie wiadomo

Panuje ostatnio hejt na kwas hialuronowy – że nie jest taki super, bo utrzymuje się w skórze dłużej, niż sądzono, co nie zawsze jest korzystne. Dlaczego jednak tak się mówi? Skąd to wiadomo? A stąd, że kwas hialuronowy jest stosowany od ponad 20 lat, można więc było zaobserwować jego długofalowe skutki.
A jeśli preparat jakiejś firmy pojawił się na rynku 3 lata temu, to nie wiadomo, jak długo naprawdę utrzymuje się w tkankach. Zależy to od wielu czynników, także od indywidualnych predyspozycji pacjenta (mówię o obecności preparatu, a nie o efekcie wizualnym odmłodzenia, bo to odmienne kwestie). I wierzcie mi, u części pacjentów utrzymuje się dłużej.

I to właśnie prowadzi do nietypowych powikłań.

Przychodzą pacjenci z nietolerancją na preparat, z grudkami, ze stanem zapalnym, nie zawsze dużymi problemami. I często nie wiadomo, po czym to wystąpiło, gdyż pacjent miał całą paletę zabiegów z wstrzyknięciem różnymi stymulatorów w ciągu roku. I co wtedy? Nie wiadomo, na co naprawdę zareagował. Szczególnie że te nowe, nietypowe problemy to często tzw. powikłania późne. Kiedyś grudki czy inne problemy po wstrzyknięciu praparatów zdarzały się po 2–3 miesiącach. Teraz pojawiają się co raz częściej po pół roku, po roku, a nawet po półtora.

W teorii nie powinno być już w tkance preparatu, a tymczasem problem się pojawia. Sam z siebie na pewno nie.

Wśród powikłań zauważam ostatnio pewną regularność po jednym z preparatów hydroksyapatytu wapnia, ale generalnie można mówić o „nietypowości” i o tym, że lata stosowania różnych stymulatorów doprowadziły do sytuacji, w której pacjenci robią dużo zabiegów różnymi preparatami, więc gdy dochodzi do powikłania, nie wiadomo dokładnie, po czym i dlaczego do niego doszło, bo pacjent ma taką „miszmasz zupę” w tkance. Nawet na USG nie da się stwierdzić, co konkretnie zostało w skórze.

Powikłanie i co dalej?

Korygowanie tego typu powikłań nie jest proste. Wymaga wiedzy, kreatywności oraz cierpliwości – mojej i pacjenta. Kiedyś z większością problemów po iniekcjach można było sobie poradzić w ciągu 1 do 3 wizyt (nie mówię o ekstremalnych przypadkach), a teraz przy tych nietypowych „zabawa” trwa pół roku, rok, a czasem nawet dłużej.

Piszę o tym, by przestrzec ludzi, żeby przestali tak bezkrytycznie wstrzykiwać w siebie wszystko jak leci, ufając reklamom i zachętom z social mediów i gabinetów.

Jeśli chodzi o iniekcje, to istnieją jedynie dwa rodzaje zabiegów, które można robić niemal „bezkarnie”: toksynę botulinową (jedyne długofalowe powikłanie, jakie może się pojawić, to takie, że toksyna przestanie działać skutecznie) oraz osocze bogatopłytkowe, bo jest preparatem autologicznym. Z produktów do wstrzykiwania w miarę bezpieczna jest też mezoterapia igłowa podawana metodą na pęcherzyk (jeśli produkt jest certyfikowany). Wszystkie pozostałe produkty mogą powodować problemy – czy to w postaci powikłań, czy nieestetycznej przebudowie tkanki.

Inaczej jest z urządzeniami. Przykładowo: prawidłowo wykonywany zabieg laserowy na odmłodzenie skóry możemy powtarzać bezpiecznie wielokrotnie. Chociaż wiele osób jest przekonanych, że może on długofalowo pogorszyć stan skóry, a to nieprawda. I tu jest największy paradoks

Przestrzegam więc przed nadmiarem stymulatorów. Jest ich robionych zdecydowanie za dużo. Jestem ciekaw, co będzie się o tej sytuacji mówiło za dziesięć lat. Pewnie pojawią się tłumaczenia, że nikt nie wiedział, iż skutki długofalowe mogą być tak niepokojące. Ale to nie będzie prawda, bo my to już wiemy.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania o nietypowe powikłania

Dlaczego występują powikłania w medycynie estetycznej?

Powikłania wynikają najczęściej z błędnej techniki podania preparatu, użycia produktów niskiej jakości lub nieprzewidzianej reakcji organizmu na ciało obce. Obecnie coraz większym problemem jest kumulacja różnych substancji w skórze, co prowadzi do trudnych w diagnozie stanów zapalnych.

Jakie są dzisiaj najczęstsze powikłania po zabiegach?

Obecnie coraz częściej obserwuje się twarde grudki oraz przewlekłe stany zapalne występujące wiele miesięcy po iniekcji. Często pojawiają się one po stymulatorach tkankowych, które pacjenci stosują zbyt często i bez zachowania odpowiednich odstępów czasowych.

Czy zabiegi z użyciem urządzeń są bezpieczniejsze niż iniekcje?

Prawidłowo wykonane zabiegi aparaturowe, np. laserowe, są zazwyczaj bezpieczniejsze długofalowo, ponieważ nie wprowadzają do tkanek obcych substancji. W przeciwieństwie do wielu stymulatorów, laser nie pozostawia w skórze trwałych śladów, które mogłyby po latach wywołać nietypową reakcję zapalną.

Podsumowanie

Współczesna medycyna estetyczna mierzy się z nową falą nietypowych, późnych powikłań, które pojawiają się nawet kilkanaście miesięcy po zabiegu. Główną przyczyną jest nadużywanie stymulatorów tkankowych oraz łączenie wielu różnych preparatów u jednego pacjenta, co tworzy w tkankach trudny do leczenia „miszmasz”.

O ekspercie

Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad