Marek Wasiluk
 

Grudki po mezoterapii – na trwałe. Drastyczne konsekwencje zabiegu

Pacjenci mogą czuć się coraz bardziej zagubieni. Idą na zabieg medycyny estetycznej, a często otrzymują coś, co nie ma nic wspólnego ani z medycyną, ani z estetyką. Przypadek pacjentki, którą dziś opisuję, jest drastyczny, bo prosty zabieg doprowadził do dramatycznych konsekwencji.

Jest to zarazem opowieść o nieodpowiedzialności zabiegowców, o braku kompensaty za szkody i o nieodwracalnym wpływie na życie.

Przypomina mi się beztroska kosmetyczki z artykułu „Nie ta struktura, nie ten kolor, powikłanie po hydroksyapatycie wapnia”, która przyłapana na tym, że nie ma pojęcia, co jest w składzie preparatu, który wstrzyknęła pacjentce, powiedziała „ojej, nie sprawdziłam”.

Grudki po mezoterapii – na stałe

Pani Kasia (40+) była moją stałą pacjentką, przychodziła na zabiegi na przebarwienia. Jednak w 2018 roku pojawiła się z zupełnie innym problemem.

Kobieta poszła na zabieg mezoterapii twarzy do gabinetu kosmetycznego, zwabiona dobrą ceną. Mezoterapia to popularny i teoretycznie bardzo prosty zabieg – po zabiegu na skórze widoczne są bąbelki/grudki, bo preparat wypycha skórę.

Zazwyczaj te grudki znikają po 1–2 dniach. U pani Kasi nie zniknęły. Pozostały na stałe, głównie na policzkach.

Pacjentka zgłosiła się najpierw do gabinetu, który wykonał zabieg, ale nie potrafiono, a wręcz nie chciano jej tam pomóc. Do mnie przyszła kilka tygodni później.

Realia vs obietnice

grudki po mezoterapii, powikłanie po zabiegu

Grudki po mezoterapii, powikłanie po zabiegu / fot. arch. L’experta

Obejrzałem skórę. Niestety, niewinne bąbelki przekształciły się już w zwłóknienia – twarde, odstające grudki.

Pacjentka nie wiedziała, jaki preparat został użyty, ponieważ kosmetyczka odmówiła jej podania tej informacji. Powiedziałem uczciwie, że będzie bardzo trudno – grudek było dużo, nie wiadomo, co zostało wstrzyknięte i dlaczego doszło do takiej reakcji.

Pani Kasia przyszła wtedy z koleżanką, która miała ten sam problem po mezoterapii u tej samej osoby. Zaplanowałem u nich długotrwałą terapię i zaczęliśmy robić zabiegi, ale nie skończyliśmy całego cyklu. Prawdopodobnie zniechęciły je moje rokowania. Nie składam obietnic bez pokrycia.

Powiedziałem, że nie wiadomo, jaki będzie końcowy efekt, że zabiegi będą wymagały czasu. Pacjenci nie chcą słuchać takich rzeczy. Chcą szybko i prosto, a to nie zawsze się da.

Panie poszukały więc kogoś, kto obiecał lepsze i szybsze efekty. Na obietnicach się skończyło.

Dziury zamiast grudek. Zniknięcia i powroty

dziury po mezoterapii, powikłanie po zabiegu

Dziury w skórze, po zbyt agresywnych zabiegach usuwających grudki / fot. arch. L’experta

W 2019 roku pani Kasia wróciła do mnie, ale tym razem z dziurami na twarzy. Terapia, która miała pomóc, została wykonana nieumiejętnie i była zbyt agresywna.

Nie wiem, czy podano steryd, czy wycinano grudki, ale skutek był taki, że w ich miejscu pojawiły się dziury – jak blizny po ospie. W dodatku skóra była zniszczona.

Rozpoczęliśmy terapię na nowo, ale tym razem nie na grudki, tylko na nierówności skóry i zapadnięcia – i to w gorszej sytuacji niż wyjściowa. Znowu powiedziałem uczciwie, że będzie długo, nieprzyjemnie, bez gwarancji efektów. Pacjentce wystarczyło cierpliwości na trzy zabiegi laserowe i znowu zniknęła.

Skóra jak tarcza strzelnicza

Wróciła po 6 latach. Zanim to nastąpiło podejmowała różne próby poprawienia wyglądu twarzy, łącznie z liftingiem chirurgicznym. Miała nadzieję, że naciągnięcie skóry rozwiąże sprawę, ale nie rozwiązało – i nie mogło.

Kiedy finalnie, po raz trzeci, pani Kasia trafiła do mnie, jej skóra była jak pobojowisko. Mocno zniszczona, o nierównej strukturze i konsystencji. Miejscami twarda, miejscami miękka.

Cały policzek to mozaika blizn – tu przerostowa, tam zanikowa. Dodatkowo występują zaburzenia kolorystyczne: odbarwienia i przebarwienia.

Rokowania się nie zmieniły – sytuacja jest trudna. Da się w jakimś stopniu poprawić stan skóry, uspójnić ją i ujednolicić jej strukturę, ale to wymaga długotrwałego postępowania i zabiegów rozłożonych w czasie. Trudność wynika m.in. z tego, że sąsiadują ze sobą fragmenty wypukłe i zapadłe, twarde i miękkie.

powikłanie po mezoterapii

Powikłanie po mezoterapii, stan aktualny: nierówność skóry, przebarwienia, blizny przerostowe i zanikowe / fot. arch. L’experta

Wyrok w sądzie. I co z tego?

Popatrzmy na sprawę z punktu widzenia pacjentki.

  1. Kobieta poszła na „niewinny” zabieg mezoterapii, skuszona reklamą i ceną. Nie mogła przewidzieć, że kosmetyczka wykona zabieg preparatem niewiadomego pochodzenia. Prawdopodobnie „specjalistka” kupiła preparat „na lewo” – nie było śladów po tym zakupie, żadnych faktur ani dokumentów.
  2. Sprawa trafiła do sądu, bo błąd osoby wykonującej zabieg był ewidentny. Kosmetyczka nigdy nie przyznała, co wstrzyknęła. Wyrok zapadł na korzyść pacjentki: 50 tys. zł odszkodowania.

Ale pieniędzy nie otrzymała – kosmetyczka jest niewypłacalna. Wygrana w sądzie nie przywróci też zdrowej skóry na twarzy i nie zrekompensuje lat stresu.

Szerszy kontekst

To, co się wydarzyło, to nie przypadek. To systemowy problem w medycynie estetycznej. Wiele osób myśli, że jak coś robimy „płytko”, to nic się nie stanie. Ale organizm reaguje różnie – nawet peeling, mezoterapia czy dermabrazja mogą zaszkodzić.

Nie ma zabiegów, o których można powiedzieć, że są w stu procentach bezpieczne.

Znam przypadki, i opisywałem je na blogu, gdzie kosmetyczki wstrzykiwały preparaty przeznaczone do smarowania na skórę: „Nie doczytałam” Wstrzyknięcie w skórę preparatu przeznaczonego do użytku zewnętrznego.

Dlaczego takie sytuacje się zdarzają? Częściowo z nieuważności. Częściowo z braku konsekwencji. Moim zdaniem również z braku empatii i z braku kompetencji oraz wiedzy.

Wielu „zabiegowców” nie ma do końca pojęcia o tym, co robi, ale twierdzi inaczej. Często słyszą od szkoleniowców: „Nie ma certyfikatu? I tak można wstrzykiwać”. To koduje mylne przekonanie, że certyfikaty to „pic na wodę”, że kto kupuje legalnie i drożej, ten „frajer”, a trzeba być „sprytnym”, wtedy zarobi się więcej.

Takie myślenie wdziera się mocno na rynek medycyny estetycznej i często kończy się tak jak u tej pacjentki.

Co zrobić, gdy po mezoterapii jest gorzej?

W tym tekście nie daję „cudownych recept”, bo w tej historii kluczowe było to, że nie wiadomo, co podano i co dokładnie zaszło w tkankach. Natomiast z perspektywy pacjenta najważniejsze jest, aby nie udawać, że problemu nie ma.

  • Jeśli „grudki” nie znikają, tylko zostają i twardnieją – to nie jest sytuacja do zignorowania.
  • Jeśli gabinet odmawia informacji, co podano – pacjent zostaje bez podstawowych danych do dalszego postępowania.
  • Warto zakładać, że leczenie takich powikłań może być długie, kosztowne i bez gwarancji efektu.
  • Najgorsze, co można zrobić, to wchodzić w kolejne agresywne „naprawy” na podstawie obietnic bez pokrycia.

Straszyć czy dawać nadzieję?

Co robić, gdy już zdarzy się takie powikłanie? W moim przekonaniu profesjonaliści, do których trafiają tacy pacjenci, powinni odnosić się do ich sprawy rzetelnie: nie obiecywać tego, co nierealne, i nie wykorzystywać sytuacji dla swoich korzyści.

Moje nawyki w tym względzie wynikają z tego, że jestem zawodowo zaangażowany także w badania kliniczne, w których kluczowym elementem jest świadoma zgoda każdego pacjenta. Stosuję podobne zasady w medycynie estetycznej: informuję rzetelnie o możliwościach, nie obiecuję gruszek na wierzbie.

Wiem, że osoby z powikłaniami szukają nadziei. Do tego dochodzi stres i emocje. A w emocjach nie zawsze podejmuje się dobre decyzje. Jeśli mówię, że do mnie trzeba przyjść na zabieg wiele razy i nie dam gwarancji sukcesu, a ktoś inny powie, że „wystarczą dwa”, to pacjent kalkuluje koszty i idzie gdzie indziej. A potem okazuje się, że zamiast lepiej – jest gorzej.

Po co ten lifting?

Jednym z zabiegów, na które zdecydowała się pacjentka, był lifting chirurgiczny. Zauważyłem, że ostatnio zabiegi chirurgii plastycznej są agresywnie promowane. Nie wiem, kto doradził pani lifting twarzy; tym bardziej, że ani jej wiek, ani potrzeby nie były wskazaniem.

Kobieta szukała rozwiązania problemu powikłania po mezoterapii i prawdopodobnie ktoś to wykorzystał. Zabiegi chirurgii plastycznej nie polegają na poprawie jakości skóry. Zasugerowanie jej liftingu było niestety manipulacją.

Do trzech razy sztuka

Zaczynamy ponownie terapię. To trzecie podejście i mam nadzieję, że tym razem pacjentce wystarczy cierpliwości. Zaczynamy też z innego punktu wyjściowego, bo jednak lasery robione kiedyś dały trochę efektu.

Na początek laseroterapia, a konkretnie zabiegi laserem frakcyjnym CO2. Wykonywanie zabiegów przy mocnym nasłonecznieniu wymaga większej uwagi na unikanie słońca. Zabiegi laserowe wiążą się z ryzykiem przebarwień zapalnych, jednak u tej pacjentki problemem nie tyle jest skóra, co blizny, a w tych miejscach skóra tak bardzo się nie przebarwia.

Nie zachęcam masowo do robienia zabiegów laserowych latem. Wyjaśniam jedynie, że są sytuacje, gdy mimo mocnego nasłonecznienia, warto czasem zrobić zabiegi laserowe.

Co dalej?

Zaczynamy w sytuacji, gdy skóra ma nierównomierną strukturę – jest jakby w środku poszarpana. Postępowanie będzie trudne, wiąże się z kosztami i niewiadomą co do ostatecznego efektu. Mogę domniemywać, że sporo możemy osiągnąć.

Miałem już przypadek pacjentki z podobnymi grudkami, tyle że na dekolcie: Grudki na dekolcie po stymulatorze tkankowym. W tamtym przypadku osiągnąłem zabiegami satysfakcjonujący efekt, ale to nie oznacza, że w tym przypadku będzie tak samo.

Może za jakiś czas będę mógł przekazać jakieś dobre informacje na temat tej terapii.

FAQ

Czy grudki po mezoterapii mogą zostać na stałe?

W tej historii tak się stało: pacjentka miała grudki, które nie zniknęły, a następnie przekształciły się w zwłóknienia.

Czy da się to naprawić szybko i „na pewno”?

W tym przypadku od początku mówiłem uczciwie, że będzie trudno, że to wymaga czasu i że nie ma gwarancji efektu.

Dlaczego bywa gorzej po próbach „naprawy”?

Pacjentka wróciła do mnie w gorszym stanie po zbyt agresywnych działaniach, które zamiast pomóc, doprowadziły do powstania „dziur” i zniszczenia skóry.

Dlaczego pacjent zostaje bez szansy na sensowne leczenie, gdy nie wiadomo, co podano?

W tej historii pacjentka nie znała preparatu, bo odmówiono jej tej informacji. To utrudnia ocenę sytuacji i planowanie postępowania.

Disclaimer:
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny.
Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej.
Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad