Jeden z najlepszych zabiegów medycyny estetycznej i jeden z najbardziej nadużywanych – HIFU.
Wiele już pisałem o tej metodzie, zaznaczając, że wcale nie jest tak bezpieczna, jak się na pozór wydaje. I nie na każdy problem estetyczny jest rozwiązaniem. Pacjenci są mamieni opowieściami o tym, jak cudowne jest HIFU na wszystko, dlatego publikuję tę opowieść z mojego gabinetu ku przestrodze.
Dlaczego HIFU tyle kosztuje?
Moi pacjenci czasem pytają, dlaczego zabieg HIFU na twarz kosztuje u mnie 3500 zł, a gdzie indziej można zrobić go za 900 zł albo jeszcze taniej. Tłumaczę im wtedy w gabinecie, z czego to wynika, a dzisiaj wytłumaczę w sposób nietypowy – opisując przypadek powikłania po HIFU, wykonanego w nieodpowiednim miejscu i w cenie kilkukrotnie niższej niż u mnie.
Zobacz też: HIFU – prawdy i mity
Ból twarzy po HIFU – niepokojący mail od pacjentki
Pod koniec wakacji otrzymałem dramatyczny mail od kobiety 50+, że miała HIFU, że bardzo boli ją twarz, że w gabinecie, gdzie robiono jej zabieg usłyszała, że to normalne, że ona bardzo się stresuje, a w dodatku wyjechała w takim stanie na urlop i nie wie, co ma robić.
Bolesność była nietypowa: po pierwsze wędrująca, po drugie odczuwalna w policzkach i zębach, co zdarza się rzadko. Powiedziałem pacjentce, żeby nie stresowała się tak bardzo, wzięła leki przeciwbólowe i przeciwzapalne oraz przyszła na wizytę po urlopie. Ona jednak nie wytrzymała napięcia i lęku i przyjechała na drugi dzień.
Uszkodzenie nerwów czuciowych po HIFU – jak to wyglądało w praktyce
Co się wydarzyło? Było to nietypowe, bo na ogół jako powikłanie po HIFU występuje uszkodzenie nerwów ruchowych, co sprawia, że u pacjentów opadają np. kąciki ust albo policzki. W przypadku tej kobiety objawy były inne: bóle wędrujące – raz bolało, raz nie; raz w tym miejscu, raz w innym.
Zacząłem od ogólnoustrojowej diagnostyki, która nic nie wykazała, oraz od standardowego leczenia ogólnoustrojowego. Z logiki wydawało się, że przyczyną jest uszkodzenie nerwów i że bóle powinny wyciszyć się za kilka tygodni. Zaproponowałem też zabiegi na przyspieszenie regeneracji nerwów.
Po dwóch dniach pacjentka pojawiła się ponownie, mówiąc, że jest jeszcze gorzej, bo ból wędrujący przeniósł się na zęby: parę godzin bolała ją szczęka, potem ból przenosił się na żuchwę, a potem znów na szczękę, a to znowu policzki. Zwiększyłem dawkę leków, ale niewiele to pomagało.
Pierwsze efekty pojawiły się dopiero, gdy dawki leków (mocnych, na receptę) były już naprawdę duże, a jednocześnie wdrożyliśmy terapię naświetlania LED – choć i tutaj czasem po zabiegu było lepiej, a czasem nawet gorzej.
Zobacz też: HIFU – powikłania
W międzyczasie okazało się, że kilka miesięcy przed zabiegiem HIFU pacjentka miała podany termicznie stabilizowany kwas hialuronowy w policzki. W teorii mogło to mieć znaczenie, jednak trudno powiązać tak nieregularne, wędrujące objawy z kwasem, tym bardziej że podany preparat nie powinien się tyle utrzymywać.
Skierowałem pacjentkę do neurologa, ale nic konkretnego nie wykazał. Pozostało modyfikować terapię i czekać na efekty. Na szczęście w końcu objawy zaczęły bardzo powoli się wycofywać, bolesność zębów i policzków zmniejszać się. Pojawiły się natomiast efekty uboczne związane z lekami. Problem trwa już dwa miesiące.
Konsekwencje źle wykonanego HIFU
Ten przypadek jest najlepszą odpowiedzią na pytanie, dlaczego zabiegi u mnie – i w każdym odpowiedzialnym, profesjonalnym miejscu – kosztują więcej.
- Pacjentka miała tani zabieg, nieznanym sprzętem, niekoniecznie dobrze wykonany.
- Po zabiegu nie został żaden pozytywny efekt – został ból i potworny stres (pacjentka nie śpi po nocach).
- Doszła konieczność brania leków i częstych zabiegów regenerujących.
- W praktyce walczymy nie o efekt estetyczny, tylko o to, aby kobieta dobrze się poczuła.
- Jakby tego było mało: w przypadku tej pacjentki w ogóle nie było wskazań do HIFU, więc sam pomysł na zabieg był nietrafiony.
HIFU jest w tej chwili najbardziej nadużywanym narzędziem w medycynie estetycznej. Można wmówić pacjentom, że działa na wszystko i że jest nieinwazyjne. Można zabieg zrobić za słabo i za mocno, bez efektów i z efektem w postaci powikłania.
Kartridże i rozkalibrowanie urządzenia
Co mogło się wydarzyć u tej pacjentki? Logika podpowiada pewne odpowiedzi.
HIFU jest bardzo precyzyjnym zabiegiem, niby prostym, ale tak naprawdę trudnym, aby osiągnąć to, co chcemy. Nie widzimy „jak pracujemy”, a efekty pojawiają się po miesiącach. To trochę jak przygotowywać ciasto z przepisu, ale bez kontroli stopnia upieczenia, za to w piekarniku bez informacji o temperaturze. Może wyjść idealnie, ale równie dobrze niedopieczone lub spalone.
Z punktu widzenia pacjenta dwie sprawy są kluczowe: kto wykonuje zabieg oraz czy są sprawne kartridże.
Kartridż w HIFU to wymienny element urządzenia. On się zużywa. Są to specjalistyczne kartridże, wystarczające na ograniczoną liczbę „strzałów” (w praktyce mniejszą niż reklamują producenci). Część producentów instaluje ograniczniki, ale nie wszyscy – bywają też opowieści, że kartridż jest „na zawsze”.
Przy nadużytych kartridżach może dochodzić do rozkalibrowania urządzenia. Wtedy przestaje ono być wiarygodne i bezpieczne – jak piekarnik bez kontroli temperatury. Takie urządzenie pracuje w sposób nieprzewidywalny.
Gdy rozkalibruje się laser, zwykle będzie nieskuteczny. Przy HIFU problem bywa poważniejszy: urządzenie może działać nierówno, generując przypadkowe, niekontrolowane strzały. I tutaj krzywdę można zrobić.
Zobacz też: HIFU – lifting bez rekonwalescencji
HIFU i fajerwerki – dlaczego porównuję to do „strzelania na oślep”
Przypomina mi to prywatne zdarzenie z fajerwerkami. Kiedy moje dzieci miały 6 i 8 lat, kupiłem na Sylwestra malutką wyrzutnię z fajerwerkami – z założenia bezpieczną. Postawiliśmy ją na łące, w odludnym miejscu. Odsunąłem dzieci 15–20 metrów i podpaliłem lont.
Wystrzeliła jedna raca, potem druga – i nagle pudełko przewróciło się. Race zamiast strzelać w górę leciały na bok, a po każdym wystrzale pudełko obracało się, wystrzeliwując kolejne fajerwerki w nowym, przypadkowym kierunku. Jedyną moją reakcją było zasłonięcie dzieci własnym ciałem, a potem ucieczka na bezpieczną odległość. Nikogo nie trafiło, ale była to jedna z najbardziej stresujących historii, jakie mnie spotkały. Na pewno wyleczyło mnie to z puszczania fajerwerków.
Piszę o tym, bo dokładnie takie jest nieskalibrowane HIFU – „strzela na oślep”. A gdy tak się dzieje, nawet dobry lekarz wykonujący zabieg nie pomoże.
Czerwone flagi, czyli kiedy pacjent powinien się zapalić alarm
- HIFU oferowane „za 500 zł” i wykonywane w serii.
- Propozycja robienia HIFU co miesiąc.
- Wmawianie, że HIFU jest „na wszystko” i „dla każdego”.
Podsumowanie
Ostrzegam przed chodzeniem na skróty w przypadku zabiegów medycyny estetycznej, a HIFU szczególnie. HIFU daje super efekty, ale też można nim super skrzywdzić. I nie tylko w mechanizmie, jaki dziś opisałem.
FAQ
Czy ból po HIFU zawsze jest „normalny”?
W opisywanym przypadku bolesność była nietypowa: wędrująca oraz odczuwalna w policzkach i zębach. To był sygnał, że sytuacja wymaga uważnej oceny, a nie tylko uspokojenia pacjentki.
Jakie powikłanie podejrzewałem w tej historii?
Z logiki wynikało, że może chodzić o uszkodzenie nerwów, ale obraz był nietypowy (objawy czuciowe i wędrujące). Dlatego poza leczeniem konieczna była diagnostyka i konsultacja neurologiczna.
Dlaczego tani HIFU może się źle skończyć?
Bo pacjent może nie dostać efektu estetycznego, a zamiast tego wejść w długą historię bólu, stresu, leków i terapii regenerujących. W dodatku w tej historii nie było nawet wskazań do HIFU.
Co w HIFU jest krytyczne z punktu widzenia bezpieczeństwa?
Z punktu widzenia pacjenta kluczowe są dwie sprawy: kto wykonuje zabieg oraz czy są sprawne kartridże. Przy rozkalibrowanym urządzeniu zabieg może działać w sposób nieprzewidywalny.
Disclaimer:
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny.
Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej.
Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.



