Marek Wasiluk
 

Powikłania po samodzielnym wstrzyknięciu kwasu w policzki

Jedna nierozsądna decyzja i wiele miesięcy niepotrzebnego cierpienia. To będzie opowieść o tym, jak powikłanie po kwasie hialuronowym i jego nieumiejętne leczenie może doprowadzić do drastycznego życiowego dyskomfortu.

Samodzielne wstrzyknięcie sobie kwasu hialuronowego

Historia kobiety, która przyjechała do mnie niedawno zestresowana i zapłakana, zaczęła się rok temu, w czasie pandemii. Wspólnie z koleżanką wpadła na pomysł, by zrobić sobie „domowe” wypełnianie policzków. Panie kupiły w Internecie kwas hialuronowy i wstrzyknęły go sobie nawzajem – po ok. 1 ml w każdy policzek.

Efekt estetyczny pewnie nie był idealny, ale można by było uznać to za koszt nietrafionej decyzji. Nawet źle podany kwas hialuronowy zwykle z czasem ulega degradacji i tkanki wracają do normy. Niestety w lipcu, po około czterech miesiącach od zabiegu, zaczęły się problemy.

Obrzęk po kwasie hialuronowym

Kiedy policzki spuchły, kobieta nie skojarzyła tego od razu z wcześniejszym wstrzyknięciem HA. Poszła do dermatologa, który rozpoznał zapalenie tkanek miękkich twarzy i zlecił antybiotyk o niezbyt dużej sile działania. Obrzęk nieco ustąpił, ale po dwóch tygodniach twarz znów zaczęła puchnąć, a dodatkowo pojawiło się swędzenie.

Tym razem pacjentka trafiła do lekarza medycyny estetycznej i przyznała, że sama wstrzyknęła kwas. Lekarka oceniła sprawę jako poważną, wspomniała o możliwości powstawania ziarniniaków i skierowała kobietę do specjalisty w Warszawie.

Co robić, gdy leczenie powikłań nie przynosi skutku

Od września pacjentka regularnie dojeżdżała ze swojej miejscowości do Warszawy, do gabinetu promującego się m.in. leczeniem powikłań. Miała więc nadzieję, że jej problem zostanie szybko rozwiązany. Przez 4–5 miesięcy wykonywano diagnostykę oraz różne procedury, a mimo to problem nawracał.

Po każdej wizycie stan pacjentki poprawiał się, po czym po mniej więcej dwóch tygodniach znów się pogarszał. Rozpuszczano jej kwas hialuronidazą, przepisywano kolejne antybiotyki, wykonywano USG i biopsję. Diagnozy zmieniały się: raz mówiono o ziarniniaku, innym razem o biofilmie, czasem o obu naraz. Poprawa była, ale jak na niemal pięć miesięcy terapii – powolna i niesatysfakcjonująca.

W końcu, zniechęcona i zdesperowana, trafiła do mnie. Co ważne – akurat w styczniu po raz pierwszy zauważyła pewną poprawę, ale doszła do wniosku, że:

  1. leczenie jest zbyt wolne, a przy nawrotach nie ma gwarancji skuteczności;
  2. lekarz, do którego chodziła, nie wyjaśniał przebiegu leczenia, nie tłumaczył, co i dlaczego jest wykonywane – słyszała głównie „wszystko będzie dobrze”;
  3. na leczenie wydała już ok. 10 tys. zł.

Zobacz też: Późne powikłania po kwasie hialuronowym

Leczenie powikłań – co poszło nie tak?

Po wysłuchaniu historii pacjentki nasuwa się wiele wniosków.

Wiadomo, że pacjentka sama sobie zaszkodziła, kupując i wstrzykując kwas niewiadomego pochodzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że postępowanie „naprawcze”, jakiemu została poddana już w gabinetach lekarskich, nie było optymalne.

Można powiedzieć, że leczenie było jednocześnie „w dobrą stronę” i „nie do końca”. Porównałbym to do tamowania krwawienia: przyciskamy ranę i na chwilę jest lepiej, ale po zwolnieniu ucisku problem wraca. Jeśli sytuacja się powtarza, nie można miesiącami robić tego samego – trzeba zmieniać strategię.

U pacjentki postępowanie nie było realnie dostosowywane do obrazu klinicznego i modyfikowane w trakcie leczenia. O ile dermatolog na początku mógł nie wiedzieć, z czym dokładnie ma do czynienia, o tyle wielomiesięczne trzymanie pacjentki w podobnym schemacie – przy nawrotach – jest dyskusyjne.

Zadziwiające jest dla mnie, że przez blisko pięć miesięcy pacjentka funkcjonowała w zasadzie w tym samym schemacie. Wykonywano kolejne USG (mimo że w międzyczasie niczego sobie nie „dostrzykiwała”). Rozpuszczanie kwasu było prowadzone mało intensywnie i dopiero po wielu tygodniach dało odczuwalny efekt – a to właśnie usunięcie preparatu powinno być na początku jednym z kluczowych kroków terapii.

Pacjentka przez długi czas brała bardzo mocne antybiotyki, a równolegle słyszała zmienne diagnozy (biofilm / ziarniniak), bez jasnej weryfikacji i bez konsekwentnie wdrożonego leczenia pod konkretną diagnozę.

Podsumowałbym to tak: nie podejmowano decyzji skrajnie błędnych, ale też nie dopasowano terapii do obrazu klinicznego. W mojej ocenie – z dużym prawdopodobieństwem – można było pomóc pacjentce szybciej: w 1–2 miesiące, a nie pół roku.

Ziarniniak po kwasie hialuronowym

Czy pacjentka mogła mieć ziarniniaka? Teoretycznie tak, ale potwierdzenie takiej diagnozy wymaga wiarygodnej weryfikacji (np. badania histopatologicznego). Poza tym po HA ziarniniaki są rzadkie i zwykle mają inny przebieg czasowy niż w tej historii.

Zbadałem pacjentkę i w prawym policzku – tam, gdzie ostatnio było lepiej – była jedna mała zmiana, która mogła budzić podejrzenia. Natomiast była ona zbyt „spokojna” jak na ziarniniaka: nie rosła, nie bolała, nie eskalowała. Problemem była lewa strona twarzy i tam obraz kliniczny nie pasował do ziarniniaka.

Wdrożyłem leczenie ukierunkowane na obraz kliniczny (a nie na „etykietę” diagnozy). Efekt? Po tygodniu nie było śladu po zmianie, która wcześniej była nazywana ziarniniakiem. To praktycznie wykluczało, że był to prawdziwy ziarniniak (takie zmiany nie znikają w tydzień i generalnie leczy się je trudno).

Stan zapalny jako powikłanie po kwasie hialuronowym

Problemem był natomiast wyraźny stan zapalny, ale bez stuprocentowej pewności, co go wywołuje.

Jeżeli założyć, że źródłem problemu był biofilm (w uproszczeniu: struktury tworzone przez bakterie, utrudniające ich eliminację), to po właściwie prowadzonej antybiotykoterapii powinna następować stabilna poprawa. Skoro jednak problem nawracał mimo długiego leczenia, możliwe są dwa scenariusze: albo schemat leczenia był niedopasowany, albo pierwotna przyczyna nie była wyłącznie bakteryjna.

Alergia / nietolerancja na kwas hialuronowy

Istnieje też możliwość – i w tej historii jest ona realna – że powikłanie nie wynikało z biofilmu (albo nie tylko z biofilmu), lecz z reakcji nadwrażliwości na preparat. Pacjentka twierdziła, że zachowała podstawową aseptykę (odkażenie), natomiast nie wiadomo, jakiej jakości był produkt, który kupiła w Internecie, i czy był oryginalny. W takich sytuacjach zawsze trzeba brać pod uwagę podróbki.

To są przypuszczenia – nie mam pełnej dokumentacji z wcześniejszego leczenia.

Wiem jednak niemal z całą pewnością, że taką reakcję da się opanować w rozsądnym czasie – zwykle w 1–2 miesiące. Skoro po pierwszym leczeniu u mnie stan w jednym policzku poprawił się znacząco, a zmiana określana wcześniej jako „ziarniniak” zniknęła, łatwo wywnioskować, że przy bardziej dynamicznym i dopasowanym postępowaniu od początku cały proces mógłby przebiegać szybciej.

Zasady postępowania przy powikłaniach w medycynie estetycznej

Ten przypadek jest dobrą okazją, by przypomnieć kilka zasad.

1.

Zawsze masz wybór: zapłacić za zabieg w porządnym gabinecie albo „zaoszczędzić” i zapłacić wielokrotnie więcej za leczenie. W tej historii leczenie pochłonęło ok. 10 tys. zł – bez liczenia kosztów zdrowotnych i stresu. Pacjentka przez wiele miesięcy żyła w napięciu, przez długi czas przyjmowała antybiotyki, co obciąża organizm i zaburza homeostazę.

2.

Powikłań nie da się wyeliminować do zera, ale osoby zajmujące się medycyną estetyczną powinny mieć powikłania „przećwiczone” – wiedzieć, jak je rozpoznać, jak się rozwijają i jak reagować. Bez tego ktoś jest jak hydraulik, który potrafi odkręcić kran, ale nie wie, co zrobić, gdy pęknie rura.

3.

Leczenie powikłań powinno być wdrażane szybko, intensywnie, kompleksowo i skutecznie, a nie na zasadzie wielomiesięcznego „testowania” metod w małych dawkach, zwłaszcza gdy widać nawroty.

4.

Leczenie powikłań wymaga myślenia i dynamiki. Jeśli wdrożone postępowanie nie działa, należy je modyfikować. Im dłużej utrzymuje się powikłanie, tym trudniej wrócić do stanu sprzed zabiegu.

5.

Jeśli nie wiem, jak pomóc pacjentowi w sposób sensowny – mówię to wprost i nie narażam pacjenta na stratę czasu i pieniędzy.

6.

Pacjenci z powikłaniami często trafiają do lekarza jako „ostatnia deska ratunku”. W takiej sytuacji obowiązuje szczególna rzetelność, komunikacja i etyka – bez wykorzystywania faktu, że pacjent „zapłaci każdą cenę”.

7.

Gdy wystąpią powikłania, po pomoc trzeba zwrócić się do lekarza, który realnie zajmuje się medycyną estetyczną i powikłaniami na co dzień. Tytuły naukowe, medialność czy pozycja w Google nie są tu wyznacznikiem. Liczy się doświadczenie i „prawo skali”.

8.

Do skutecznego radzenia sobie z powikłaniami potrzeba co najmniej kilku elementów:

  • wykształcenia medycznego,
  • rzetelnej i szerokiej wiedzy z medycyny estetycznej,
  • logicznego myślenia i kojarzenia faktów,
  • konsekwencji w działaniu,
  • otwartości umysłu, bo w medycynie rzadko coś jest „na 100%”.

Na koniec przypomniał mi się przypadek, jak modelowo wygląda diagnostyka oparta na logice i weryfikacji hipotez. To prawdziwa historia z oddziału szpitalnego, w którym pracuje mój szwagier – profesor hematologii.

Na oddział trafiła pacjentka z krwotokiem i ciężkimi zaburzeniami krzepnięcia. Po wdrożeniu terapii parametry wracały do normy, ale następnego dnia znów się pogarszały. I tak powtarzało się to kilka dni: pół doby działało, pół doby nie działało – co było nielogiczne z punktu widzenia choroby i leczenia.

W pewnym momencie pojawiła się hipoteza, że problemem może być nie „hematologia”, tylko zachowanie pacjentki. Zalecono przeszukanie jej rzeczy i znaleziono strzykawki z lekiem przeciwkrzepliwym. Okazało się, że nocą pacjentka potajemnie podawała go sobie sama, wywołując zaburzenia krzepnięcia. Ostatecznie stwierdzono tło psychiatryczne, a nie hematologiczne, i pacjentkę skierowano do odpowiedniego specjalisty.

Disclaimer:
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny.
Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej.
Każdy przypadek wymaga osobistej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad