Po kremach o efekcie botoksu i z komórkami macierzystymi przyszła moda na kosmetyki działające jak laser. To dobra okazja, by opisać, jakimi metodami próbuje się wmówić klientom, że kosmetyki są równie skuteczne jak zabiegi medycyny estetycznej. Bo za sukcesem sprzedażowym większości kosmetyków stoją zdolności słowotwórcze specjalistów w działach marketingowych.
Czy krem może działać jak laser?
Dwa najnowsze kremy, które w przekazie marketingowym bazują na laserowych porównaniach, to Bielenda Laser Xtreme i L’Oreal Revitalift Laser x 3.
Czy odwoływanie się do laserów jest w jakikolwiek sposób uzasadnione w sytuacji, gdy krem – w odróżnieniu od lasera – z założenia działa na naskórek i nie przenika za bardzo do skóry właściwej? Według mnie nie.
Dużym uproszczeniem jest też odwoływanie się do „lasera” jako takiego, podczas gdy lasery mają różną moc: małą, średnią, wysoką. W medycynie estetycznej wykorzystywane są głównie lasery o średniej i dużej mocy.
Jeśli krem działa jak laser o małej mocy, takiej jak wskaźnik laserowy, to tak jakby nie działał w ogóle. Równie dobrze można by było świecić takim wskaźnikiem laserowym na skórę w celu zmniejszenia na przykład zmarszczek przy oczach.
Język manipulacji w kosmetykach „jak laser”
W przekazach marketingowych dużo jest zdań, które mądrze brzmią, ale albo nic nie znaczą, albo stosują uproszczenia wprowadzające w błąd.
Ten pseudonaukowy język ma wytworzyć w odbiorcy wrażenie, że obcuje z produktem o wysokiej i udowodnionej skuteczności.
Mało kto wnika w sens przekazu. Raczej poprzestaje się na jego mądrym brzmieniu, chociaż stylistycznie często trudnym do przełknięcia, np.:
w miejscu połączenia skórno-naskórkowego multiplikuje zakończenia włókien w celu wzmocnienia matrycy podporowej skóry i ponownego naprężenia tkanek
Jeszcze lepiej działa na klientów powoływanie się na ekspertów i badania, przy czym na ogół nie wiadomo, jacy to eksperci i jaka była metodologia badań.
Bielenda powołuje się na bliżej nieokreślonych specjalistów szwajcarskich:
Eksperci Bielenda, bazując na wynikach badań szwajcarskich specjalistów, stworzyli kosmetyki, które w rewolucyjny sposób wykorzystują światło słoneczne w kuracji przeciwzmarszczkowej.
L’Oreal powołuje się na siedmioletnie badania własne:
Po 7 latach badań naukowcy z laboratoriów L’Oreal opracowali biomimetyczną molekułę Pro-Xylan™.
Tylko jacy to byli eksperci i specjaliści? Być może od pogody?
Statystyki w marketingu kosmetycznym
Zabawne jest stosowanie danych statystycznych w komunikatach marketingowych. Precyzując – zabawne jest dla mnie, ale większość klientów prawdopodobnie przyjmuje komunikaty o 94-procentowej skuteczności za dobrą monetę.
Nie chodzi mi tylko o wysoki, nieprawdopodobny procent skuteczności, ale o sformułowanie „94% Polek”, sugerujące, że niemal cała populacja kobiet używa tych kosmetyków. Rozumiem, że niemowlaki też.
Tymczasem prawidłowo takie zdanie powinno najprawdopodobniej brzmieć: „94 procent z kilkudziesięciu czy kilkuset przebadanych kobiet”. 94% z około 18 milionów Polek, a 94% z np. 100 kobiet to jednak spora różnica.
Kremowa wiązka lasera – co oznacza „światło czerwone” w kremie?
Bielenda publikuje w materiałach prasowych, że w jej kremach jest składnik, który zamienia światło słoneczne na czerwone.
Fotodynamiczna seria Laser Xtreme, powstała w oparciu o technologię Advanced UV Lumi Technology, zamienia światło słoneczne na czerwone, które działa silnie odmładzająco i przeciwstarzeniowo.
Zacznijmy od tego, że terapia fotodynamiczna jest wykorzystywana np. w onkologii przy leczeniu czerniaka lub w leczeniu trądziku.
Polega na tym, że tkankę, np. w miejscu czerniaka czy zmian trądzikowych, smaruje się chemicznym preparatem fotouczulającym, czasem podaje się go doustnie, a następnie naświetla światłem o odpowiedniej mocy, aby ją uszkodzić.
Czy o to chodzi w tym kremie? Nie sądzę.
Czy krem może zamienić światło słoneczne na czerwone?
Co oznacza sformułowanie „zamienia światło słoneczne na czerwone”?
Słońce emituje promieniowanie o bardzo szerokim spektrum: UVA, UVB, światło widzialne, światło podczerwone, promieniowanie radiowe itd.
Nie znam mechanizmu, który za pomocą jakiegoś składnika w kremie zamieniłby niekorzystne dla skóry promieniowanie UV lub całe spektrum światła widzialnego na światło czerwone i w dodatku umożliwiał przekazanie tego światła w głąb skóry.
Gdyby serio potraktować opis producenta, to po posmarowaniu się kremem na twarzy i wyjściu na słońce świecilibyśmy czerwono.
W laseroterapii stosuje się światło czerwone, ale najczęściej korzystają z niego lasery biostymulacyjne. Jeśli krem działa jak „uderzeniowa wiązka promieni lasera” biostymulacyjnego, oznacza to, że… nie działa w ogóle.
Dlaczego krem nie daje efektu liftingu jak laser?
Warto przypomnieć, że efekt liftingu uzyskujemy albo przez naciągnięcie skóry, czyli chirurgię plastyczną, albo przez skrócenie włókien, co medycyna estetyczna uzyskuje metodami termicznymi.
Samo naświetlenie nie spowoduje skrócenia włókien. Musi być wysoka temperatura i musi dojść do poparzenia tkanki, a tego laser biostymulacyjny, czyli światło czerwone, nie zrobi. Krem też.
Kamień turmalinowy w kremie na noc
Jest jeszcze jeden smaczek w serii Laser Xtreme – kamień turmalin w kremie na noc, który podobno emituje odmładzające światło podczerwone, gdy śpimy.
Otóż każdy ludzki żywy organizm emituje światło podczerwone. Wykorzystuje się to zjawisko np. w termografii.
Żaden kamień w kremie nie sprawi, że tego światła będzie więcej, chyba że go wcześniej nagrzejemy w kominku i położymy gorący na skórze. Kamień, nie krem.
Krem zamiast lasera frakcyjnego?
Firma L’Oreal, wprowadzając swoją „laserową” serię Revitalift Laser x 3, przyjęła inną strategię komunikacji. Postanowiła „udowodnić”, że krem jest niemal tak samo efektywny jak zabieg liftingujący laserem frakcyjnym CO2.
A więc sam krem może i nie działa jak laser w sensie emitowania fali świetlnej, ale za to innymi metodami, poprzez zawarte w nim składniki, uzyskuje taką laserową skuteczność, że uzasadnia ona użycie określenia „laser” w nazwie kosmetyku.
Komunikacja marketingowa jest obudowana sugestywnymi filmikami obrazującymi przenikanie składników kremu do skóry. Jest też podparcie się badaniami „naukowymi”.
Badania marketingowe a wiarygodność efektów
Badanie przeprowadzone zostało na grupie 50 kobiet. Połowa miała wykonany zabieg laserem frakcyjnym CO2 na „kurze łapki”, a połowa smarowała się kremem. Po dwóch miesiącach ogłoszono, że skuteczność obu metod jest podobna.
Jednak szczegółów badań nie znamy.
Nie wiemy:
- jaka była metodologia badań,
- jakie były podstawy doboru metodologii,
- jakie zastosowano metody statystyczne,
- jak dobrano metody oceny,
- czy ocena była niezależna,
- jakie parametry zostały zastosowane w laserze,
- jak wyglądała skóra 2 tygodnie po odstawieniu kremu,
- czy coś działo się z pacjentkami w międzyczasie, np. wahania wagi lub ekspozycja na słońce.
Wszystkie rzetelne badania naukowe są poparte obszernym protokołem i literaturą uzasadniającą dobór metod. Inaczej wnioski mogą wyjść fałszywie.
Przypomina mi się tutaj stary kawał dotyczący zależności słuchu muchy od liczby nóg.
Naukowiec po oderwaniu skrzydeł postawił muchę na stole i kazał jej iść. Mucha zaczęła iść. Następnie oderwał jedną nogę i znowu kazał jej iść. Mucha trochę gorzej, ale szła.
Badanie było kontynuowane, aż w końcu mucha miała wyrwane wszystkie nogi i pomimo nakazu nie chciała iść. Naukowiec podekscytowany zapisał wniosek z eksperymentu: jak mucha nie ma żadnej nogi, to przestaje słyszeć.
Dlaczego nie wierzę w krem działający jak laser?
Jednym słowem, badania, na które powołuje się producent, nie są dla mnie wiarygodne nawet w 10%.
Gdyby były i gdyby tego typu kosmetyki były skuteczne, to po pierwsze pojawiłyby się publikacje na ten temat w uznanych czasopismach. Po drugie zbankrutowaliby producenci i dystrybutorzy laserów frakcyjnych. Po trzecie ja straciłbym wszystkie klientki na laserowe zabiegi liftingujące.
Po co byłoby je stosować, skoro krem za czterdzieści kilka złotych odmładzałby skórę w sposób równie szybki, skuteczny, tańszy i bez koniecznego przy zabiegach laserowych okresu rekonwalescencji?
FAQ – krem jak laser
Czy krem może działać jak laser?
Według mnie nie. Krem działa głównie na naskórek, a laser w medycynie estetycznej działa dzięki energii, długości fali i efektowi termicznemu.
Dlaczego określenie „laser” w nazwie kremu może wprowadzać w błąd?
Bo lasery mają różną moc i różne zastosowania, a odwoływanie się do „lasera” jako ogólnego symbolu skuteczności jest dużym uproszczeniem.
Czy światło czerwone odmładza tak jak laser frakcyjny?
Nie w takim sensie, w jakim działa laser frakcyjny. Efekt liftingu wymaga działania termicznego i skrócenia włókien, a samo naświetlenie tego nie zapewni.
Czy badania producentów kosmetyków są wystarczającym dowodem skuteczności?
Nie zawsze. Jeśli nie znamy metodologii, parametrów, sposobu oceny i niezależności badania, wnioski mogą być niewiarygodne.
Dlaczego laser frakcyjny daje inne efekty niż krem?
Laser frakcyjny działa energią i temperaturą, powodując kontrolowany uraz oraz przebudowę skóry. Krem nie działa w taki sam sposób.
Podsumowanie
- Określenia typu „krem jak laser” są przede wszystkim zabiegiem marketingowym.
- Krem i laser działają na zupełnie innych zasadach.
- Lasery medyczne wykorzystują energię, długość fali i efekt termiczny.
- Krem z założenia działa głównie na naskórek.
- Pseudonaukowy język i procentowe deklaracje skuteczności często mają budować wrażenie wiarygodności.
- Bez jasnej metodologii badań trudno traktować deklaracje producentów jako realny dowód skuteczności.
Linki polecane
- Laser w kremie
- Laserowe kompendium
- Prawdy i mity o laserach
- Laser frakcyjny
- Laser frakcyjny ablacyjny – odmładzanie
- Laser frakcyjny – odmładzanie i efekty
- Laser frakcyjny CO2 ablacyjny do odmładzania twarzy
Disclaimer
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.




Adriana Krynicka | 2015/02/24
|
Jak to dobrze że w sieci są mądrzy ludzie z mądrymi blogami! Ja jestem z wykształcenia mgr kosmetologii i na takie reklamy reaguje uśmiechem, ale mojej mamie musiała tłumaczyć dlaczego nie warto kupować tego kremu. Pozdrawiam
OsiedlePlatinum | 2015/02/26
|
Dla kobiet powinno być oczywistym, że żaden krem nie zlikwiduje zmarszczek z twarzy i nie cofnie efektów starzenia, bo jest to produkt typowo sprzedażowy.