Marek Wasiluk
 

Ile kosztuje medycyna estetyczna? 3 przypadki zmarnowanych pieniędzy

Dużo zabiegów, zero efektu. Często trafiają do mnie pacjentki, które bardzo chciałyby się odmłodzić, ale ich wcześniejsze doświadczenia z medycyną estetyczną – zanim trafiły do mojego gabinetu – były zniechęcające.

Trzy konkretne przypadki, które omawiam, idealnie pokazują, jak można bezsensownie zmarnować pieniądze, decydując się na tanie lub po prostu źle dobrane procedury. Przy ostatnim z nich zrobiłem dokładne wyliczenie, ile pacjentka wydawała rocznie na zabiegi, które dały jej zerowy efekt, i co sensownego mogłaby zrobić za tę samą kwotę.

Przypadek 1: Szczupła twarz potrzebuje objętości, a nie BBL

Pacjentka 50+, bardzo szczupła. Zgłosiła się do gabinetu medycyny estetycznej na zabiegi odmładzające. Lekarz zaproponował jej terapię BBL oraz RF (radiofrekwencję) mikroigłową. Efekt? Żaden.

Co zrobił lekarz? Przerzucił odpowiedzialność na pacjentkę, mówiąc: „Te zabiegi są super, tylko na panią po prostu nie działają”.

Z taką „diagnozą” pacjentka przyszła do mnie. Zanim jeszcze zdążyła opowiedzieć mi całą swoją historię, doskonale wiedziałem, co się u niej sprawdzi. Ta kobieta ma bardzo szczupłą twarz i mocno zapadnięte policzki. Jedyne, czego jej brakowało, to uzupełnienie objętości – niczego więcej. To zdumiewające, że lekarz nie zaproponował jej kwasu polimlekowego lub przeszczepu własnego tłuszczu.
Oczekiwania pacjentki były w stu procentach zgodne z moimi sugestiami.

Sam jestem wielkim zwolennikiem zabiegów laserowych, ale w jej przypadku powiedziałem wprost: „Proszę odpuścić laser, a dodać objętości na policzkach”.

Kobiecie chodziło o poprawę wyglądu, bo widziała upływ czasu. Często wykonujący zabiegi po prostu nie myślą – albo nie chcą myśleć. A tutaj sytuacja od początku była klarowna.

Przypadek 2: HIFU na pomarszczoną skórę? Nie w tym wieku i nie przy tej anatomii

Pani 60+, przyjeżdża do Warszawy na zabiegi z małej miejscowości. Jej głównym problemem jest mocno marszcząca się skóra. Zanim trafiła do mojego gabinetu, miała już wykonane HIFU oraz RF kontaktową. Efekt? Ponownie zero.
Pacjentka ma bardzo szczupłą buzię, a skóra marszczy się na niej pionowo. Widać u niej również wyraźny zanik kąta oraz linii żuchwy. Dla takiej osoby idealnym rozwiązaniem jest podanie kwasu polimlekowego.

Nie mam pojęcia, skąd w ogóle wziął się pomysł, aby wykonać u niej HIFU – to kompletnie nietrafiona metoda dla tego typu pacjentki.

Przypadek 3: Pułapka „regularnych stymulatorów” za 10 tysięcy rocznie

Pacjentka 50+ z mniejszej miejscowości. Przyszła do mnie z zamiarem wykonania lasera frakcyjnego. W rozmowie opowiedziała mi, jak regularnie dba o siebie, chodząc co miesiąc-półtora do pani doktor na najróżniejsze procedury. A to osocze, a to polipeptydy, innym razem tropokolagen czy klasyczna mezoterapia. Zabieg za zabiegiem, systematycznie przez cały rok.
Postanowiłem zrobić prostą kalkulację.

Jeśli pacjentka chodzi na wizyty z taką częstotliwością, w ciągu roku wychodzi około 7-9 zabiegów. Przeciętna cena procedur, które wymieniła, waha się między 1000 a 1500 zł za jedną wizytę. W skali roku wydaje więc na nie od 8 do 10 tysięcy złotych.

A jaki jest efekt? Niewielki. Kobieta nadal wygląda dokładnie na swój wiek, a jej cera nie stała się promienna.
A teraz zobaczmy, jak można zmienić podejście, dysponując budżetem 10 tysięcy złotych rocznie. Tymi pieniędzmi można zarządzić zupełnie inaczej. W tej cenie można albo wykonać dwa razy solidny zabieg laserowy, albo podać polikaprolakton, hydroksyapatyt albo zastosować kwas polimlekowy. Wydatek dla portfela będzie dokładnie taki sam, ale efekt końcowy – zupełnie inny.
Opisywana pacjentka zmaga się z zanikiem objętości oraz zmęczoną, szarą i opadającą skórą. Zabiegi, które dotychczas regularnie wykonywała, w ogóle z założenia nie działają na opadanie tkanek i utratę objętości. Na szarą skórę teoretycznie powinny były zadziałać – tak twierdzi „internet”, ale w jej przypadku nawet to się nie wydarzyło, nie będę komentować za bardzo czemu nie zadziałały, powiem tylko, że „cudowność” wielu popularnych zabiegów jest przereklamowana, szczególnie w kontekście efektów u osób 45+.

Dlaczego tak się dzieje? Grzechy główne medycyny estetycznej

To tylko trzy z wielu przypadków, z jakimi mam do czynienia na co dzień. Niedawno trafiła do mnie pacjentka z pionowymi zmarszczkami nad górną wargą i pionowymi bruzdami na policzkach, której nikt wcześniej nie zaproponował lasera na generalną poprawę struktury skóry – zamiast tego robiono jej stymulatory i osocze. Takich historii są tysiące.
W branży tak wiele mówi się o tym, że zabiegi są indywidualnie dobierane do pacjentów (nawet kosmetolodzy twierdzą, że przeprowadzają „konsultację medyczną” przed zabiegiem), tymczasem praktyka pokazuje zupełnie coś innego.

Pacjenci są niezadowoleni, ale i nie mają z czego być zadowoleni, bo te procedury nie są naprawdę dobrze przemyślane.

Dlaczego specjaliści działają w ten sposób? Oto brutalna prawda:

  1. Bo tak jest łatwiej – łatwiej jest pracować taśmowo i powtarzalnie według jednego schematu niż podejść do pacjenta twórczo. Nie trzeba się przemęczać.
  2. Bo proponują zabiegi, na których mają największą marżę – liczy się szybki zysk, a nie realny efekt.
  3. Bo mają układy z konkretną firmą – a ta firma ma ograniczone portfolio produktów, więc oferują to, co akurat mają na półce.
  4. Bo mogą sobie na to pozwolić – nie ponoszą żadnych konsekwencji takiego działania. Pacjenci rzadko znają się na procedurach, wracają i dają sobie łatwo wmówić, dlaczego nie widać efektów.
  5. Bo sami się nie znają – są świeżo po jednodniowych szkoleniach, na których włożono im do głowy, że dany produkt jest super i będzie działał cuda (zwłaszcza gdy to jakaś rynkowa nowość). Ślepo w to wierzą i sprzedają tę opowieść dalej pacjentom.
  6. Bo nie stać ich na droższe, lepsze produkty – z góry zakładają, że pacjent nie jest w stanie zapłacić więcej niż 700–1000 zł i dobierają procedury do swojego wyimaginowanego przekonania o portfelu klienta. A przecież można pacjenta przekonać, by wykonał droższy, ale skuteczniejszy zabieg i przychodził rzadziej.
  7. Bo nie stać ich na zakup zaawansowanych urządzeń – a medycyna estetyczna technologią stoi. Choć z drugiej strony, ja sam często powtarzam, że chociaż zaawansowane urządzenia są u mnie w gabinecie głównym narzędziem, to przecież nie jedynym. Można uzyskać świetne efekty także innymi metodami.
  8. Bo brakuje im głębszej wiedzy o medycynie estetycznej – nie mają pojęcia, że istnieją lepsze, skuteczniejsze metody. Nie próbują ich, nie rozwijają się i wydaje im się, że to, co robią, to maksimum możliwości tej dziedziny.
  9. Bo ślepo gonią za modą – robią to, co jest akurat modne, reklamowane, o co pytają klienci.
  10. Bo bezrefleksyjnie robią to, co pacjent sam im sugeruje (bo się naczytał) – bez znaczenia, czy ma to jakikolwiek sens medyczny (pacjent dowiedział się o jakimś zabiegu z internetu i mówi, że go chce, więc lekarz go wykonuje).
  11. Bo świadomie nie chcą wywołać zbyt dużego efektu – wolą, aby zmiana była minimalna, dzięki czemu pacjent będzie musiał ciągle wracać na kolejne wizyty.
  12. Bo dobierają zabiegi bezsensownie, ignorując podstawowe fakty o fizjologii i medyczne – nie uwzględniają przyjmowanych leków, materiałoznawstwa ani ogólnej kondycji zdrowotnej pacjenta. Po prostu nie wiedzą, co u danej osoby ma prawo zadziałać.

Model biznesowy „na jedną strzykawkę”

Ten specyficzny model biznesowy dobrze oddaje historia mojej znajomej. Poszła do gabinetu na modelowanie ust kwasem hialuronowym. W trakcie zabiegu okazało się, że igła była niedokręcona. Strzykawka wystrzeliła i preparat się rozlał, przez co zabrakło go na dokończenie zabiegu. Co zrobiła osoba wykonująca zabieg?

Zamiast wziąć kolejną ampułkę z szafy, powiedziała: „Proszę przyjść za dwa dni, bo ja nie mam więcej”.

To jest właśnie model biznesowy, w którym preparaty kupuje się w mikroilościach pod konkretnego klienta i nie ma się żadnego zapasu, by profesjonalnie obsłużyć pacjenta w awaryjnej sytuacji.

Kilka lat temu, w czasach największej popularności radiofrekwencji mikroigłowej, zdarzyła mi się techniczna usterka. Przy zakładaniu końcówki do urządzenia, wyskoczyło mocowanie/rozkręcił się gwint. Wypadły z niego trzy mikroskopijne kuleczki, wielkości połowy ziarnka ryżu. Dwie z nich znalazłem na podłodze, trzeciej niestety nie – i przez to nie dało się dokończyć zabiegu.
Ta sytuacja zmotywowała, mnie do zakupu drugiego urządzenie.

Chciałem za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której pacjent przyjeżdża do mnie na zabieg na przykład 200 kilometrów, siedzi już na fotelu znieczulony, a ja muszę go odesłać z kwitkiem, bo sprzęt odmówił posłuszeństwa.

Laserów frakcyjnych CO2 też mam kilka – z podobnego powodu. Ja kupuję zapasowe urządzenie za spore kwoty, żeby zapewnić pacjentom bezpieczeństwo i ciągłość terapii, a ktoś inny nie ma w gabinecie jednej rezerwowej strzykawki kwasu hialuronowego?
I zaznaczę – w tym opisanym wyżej przypadku znajomej to wcale nie była kosmetyczka. To lekarz przyjął taki model biznesowy, że produkt kupuje się dopiero wtedy, gdy pacjent się zapisze.
Niestety, coraz częściej tak właśnie wygląda współczesna medycyna estetyczna. Nastawiona na szybki, tani obrót, bez rzetelnej wiedzy i spojrzenia na pacjenta w sposób długofalowy. Nic dziwnego, że potem pacjenci zostają z pustym portfelem i brakiem jakichkolwiek efektów.

Podsumowanie

Wybór nieskutecznych lub niedopasowanych do anatomii i kondycji medycznej i estetycznej pacjenta zabiegów medycyny estetycznej to najczęstsza przyczyna braku efektów i marnowania budżetu pacjentów. Zamiast powtarzalnych, taśmowych procedur, kluczem do sukcesu jest rzetelna diagnoza i indywidualne łączenie różnych metod. Odpowiedzialna medycyna estetyczna opiera się na wiedzy lekarza i zapleczu zabiegowym, a nie na chwilowych modach czy oszczędzaniu na bezpieczeństwie pacjenta.

FAQ – najczęściej zadawane pytania o brak efektów zabiegów

1. Dlaczego niektóre zabiegi medycyny estetycznej nie dają żadnych efektów?

Brak rezultatów najczęściej wynika ze złej diagnozy i ślepego wykonywania procedur niedopasowanych do problemu anatomii pacjenta. Aby zabieg zadziałał, preparat lub technologia muszą precyzyjnie odpowiadać na konkretne potrzeby tkanki, a nie na aktualną modę w gabinetach.

2. Jak mądrze i efektywnie zarządzać budżetem na zabiegi odmładzające?

Zamiast wydawać mniejsze kwoty na comiesięczne, mało efektywne zabiegi (np. stymulatory tkankowe), znacznie lepsze i trwalsze rezultaty przyniesie inwestycja w dwie lub trzy mocniejsze procedury rocznie, takie jak kwas polimlekowy czy laseroterapia.

3. Po czym poznać dobry gabinet i odpowiedzialny model biznesowy w medycynie estetycznej?

Profesjonalny gabinet poznasz po tym, że dysponuje pełnym zapleczem zabiegowym oraz bezpiecznym zapasem preparatów na miejscu, co pozwala natychmiast reagować na nieprzewidziane sytuacje. Lekarz w takim miejscu nie kupuje produktów „pod pacjenta” na ostatnią chwilę ani nie oszczędza na komforcie i ciągłości terapii.

O ekspercie

Dr Marek Wasiluk – specjalista i ekspert medycyny estetycznej. Właściciel kliniki medycyny estetycznej L’experta w Warszawie. Prekursor wielu metod leczenia. Jako pierwszy i jedyny Polak, ukończył studia MSC in Aesthetic Medicine (studia magisterskie, Medycyna Estetyczna) w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książek pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic” oraz „Młodziej. Anti-age. Jak wyglądać pięknie i naturalnie”.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad